PATRONAT HONOROWY NAD ZBÓJNICKIM SZLAKIEM

 
PATRONI MEDIALNI NAD PROJEKTEM ZBÓJNICKI SZLAK
Wydawnictwa i Magazyny Turystyczne:










Uczelnie Wyższe: Turystyczne
portale internetowe:

Miasta:
Media:





Regionalne organizacje:
 














Powiaty:
Instytuty turystyki: Izby turystyki:
Euroregiony:
Narodowe Organizacje Turystyczne:
Regionalne Organizacje Turystyczne:

FIRMY



WSPÓŁPRACA
NA ZBÓJNICKIM SZLAKU BEZPIECZEŃSTWO ZAPEWNIAJĄ



OGLĄDAJ NAS W
PISZĄ O NAS










SEBASTIAN BURY HARNAŚ SPOD ŻYWCA

Podźmy chłopcĂ˝ do sałasa,

FtorĂĄ stryśka bedzie nasa,

Hej, ryktuj baca kocioł,

Nawarzýmy miesa,

Nawarzýmy miesa!

 

Pochodził z Rajczy, wsi położonej niedaleko Żywca w Beskidzkie Żywieckim, który w owych czasach był istną wylęgarnia zbójników.

Data urodzin Sebastiana Burego nie jest znana, brak też danych o rodzinie, w której przyszedł na świat, zaś źródła nie podają jego wieku w chwili śmierci.

Sebastian Bury był jednym z najbardziej znanych na Podbeskidziu hetmanów zbójnickich XVII wieku przez długi okres czasu siał strach po całej okolicy. Wielu na sam dźwięk jego imienia podało w popłoch. Przebiegły i bezwzględny zbój często zmieniał miejsce pobytu.

Bury przewodził licznej grupie, która w 1622 roku zagroziła Żywcowi. Miała też na swoim koncie napady na dwory w Wieprzcu, Węgierskiej Górce, Nowym Rychwałdku.

W 1630 roku wójt Andrzej Komoniecki, autor kroniki miasta Żywca, spisanej na przełomie XVII i XVIII wieku odnotował:

"Tegoż roku 1630 Sebastian Bury, hetman nad zbójcami, z towarzystwem swoim w żywieckim państwie i indziej grasował, mając kompaniję, która z chorągwią, za nim chodziła  i niejaki Dziurdzi, Węgrzyn, był mu poradnikiem".

W aktach sądowych Żywca postać Sobka Burego pojawia się regularnie od 1624 roku. Działał głównie na Żywiecczyźnie, w Czadeckim i na Orawie.

Wyjezdźoj furmanku, bo juz na cie cas,

Bo tam nie przejedzies, przez ten gęsty las.

Furmanek wyjechol, z bica wytocył,

Juz mu rozbójniczek droge zaskocył

Furmanie, furmanie gdzie piniondze mos,

Tam w zadlcu na wozie, to se ile weźcie.

Zbójnicy, zbójnicy! Boga się bójcie,

Konia i wóz weźcie, zycie darujcie.

Zbójnicy, zbójnicy! Źle słychać na wos,

Na wiśnicu kowal kuje kajdany na wos.

 

Po raz pierwszy wspomina o nim przesłuchiwany 9 lipca 1624 roku Matus [Mateusz] Szczotka relacjonując napad na dwór Palczowskich w Marcówce. Bury, jak wynika ze wspomnianych wyżej zeznań, był członkiem kompanii Szczotki i brał czynny udział w organizowanych przez nią rozbojach. I tak następnego dnia po obrabowaniu dworu w Marcówce część tej grupy dokonała napadu na tabor wozów, przejeżdżających przez Przełęcz Kocierską drogą wiodącą z Żywca do Andrychowa. Łupem zbójników padło mienie niejakiego Ratyńskiego, głównie bogate szaty, o których mowa w zeznaniu. 2 lipca 1624 roku grupa Szczotki obrabowała Słowaków wracających z jarmarku w Bielsku. Przygotowując ten napad kompania spędziła trzy dni w zasadzce. Pierwszego morderstwa dokonał na niewinnym człowieku, jeszcze za harnasia (Matusa Szczotki, którego stracono w 1624 r. Podczas zaplanowanego napadu na kupców słowackich, kiedy zbójnicy czatowali w dogodnym miejscu, napatoczył się jakiś człowiek. Byli by go puścili wolno, ale człowiek ów rozpoznał wśród zbójników szwagra Borsuczki.  Ten — bojąc się, że przygodny świadek wyda i szwagra, i jego — kazał Uherkowi zabić nieszczęśnika. Ale Uherek na to się nie zgodził. Zabójstwa dokonał Bury.

Przesłuchiwany Szczotka zeznał, że zapamiętał Sebastiana Burego jako dzielnego towarzysza w czasie tych wszystkich akcji, szczegółowo zaś zrelacjonował jeden z jego wyczynów. Otóż pewnego razu trzech zbójników z omawianego towarzystwa rabowało miód z barci. Przypadkowym świadkiem tego zdarzenia stał się mieszczanin żywiecki Urban Krzysek.

Przyłapani na gorącym uczynku rabusie zabrali niewygodnego świadka ze sobą do lasu, gdzie czekała reszta grupy, tam poczęstowali go miodem, czyniąc tym sam uczestnikiem przestępstwa i zamierzali puścić wolno. Krzyska poznał jednak Jakub Luberda ze Swinnej, krewny jednego ze zbójników Stanisława Borsuka, który przynosił im jedzenie do kryjówki i akurat znajdował się w kompanii. Bojąc się, że zostanie rozpoznany jako osoba pomagająca zbójnickiemu towarzystwu zaczął przekonywać obecnych, że niewygodnego świadka należy zabić. Ci zachowali się jednak obojętnie, stwierdzając: „... porwon diabłu [niech go diabli wezmą], nic nam nie winien, zabij go sobie, jeśli trzeba". Borsuk polecił więc zabić Krzyska jednemu z grupy — Uherkowi, ten jednak odmówił. Wtedy Sebastian Bury „... wziąwszy go wiódł do potoka, tamże zabił" siekierą. Relację o tym czynie Burego zawiera też zeznanie wspomnianego już Jakuba Luberdy przesłuchiwanego 31 lipca i 1 sierpnia 1624 roku w Żywcu, a sądzonego właśnie za pomoc udzielaną kompanii Szczotki.

Informacje o Burym pojawiają się jeszcze raz w 1624 roku w zeznaniach Kuby Cyganika z 10 lipca. Twierdził on jakoby w czasie napadu dokonanego przez zbójników na Żydów w Brzeźnicy Sobek Bury częstował wszystkich baranim mięsem i wódką. W następnym roku wspomniał znów o nim przesłuchiwany 23 października Jan Cebula, który, podobnie jak Bury, należał do dwudziestopięcioosobowego towarzystwa Jerzego Drahorza z Czadcy (Cadca — obecna Słowacja). Cebula na mękach zdradził między innymi miejsca schronienia i zimowania towarzyszy. O Burym dowiadujemy się, że,...czasem sam, czasem z towarzystwem bywa najczęściej u kowalia [kowala] na Milówce przy bracie". Istotnie Bury miał w Milówce brata wżenionego w rodzinę miejscowego kowala, a brat ten pomagał całemu towarzystwu dostarczając żywności, informacji, załatwiając zbójnikom różne sprawy itp.

W wyniku zeznań Cebuli większość towarzystwa Drahorza wpadła w ręce sprawiedliwości. Prawdopodobnie właśnie w tym czasie Sebastian Bury stał się samodzielnym harnasiem.

W 1630 roku figuruje już u Komonieckiego jako sławny hetman, kierujący co najmniej kilkunastoosobową kompanią. Jakie były dzieje zbójnickiej kariery Sobka Burego między 1625 a 1630 rokiem, nie wiadomo. Milczą o tym akta sądowe i kronika żywiecka.

Liczne stosunkowo było towarzystwo, któremu w r, 1630 przewodził Sobestian Bury.

Z relacji Komonieckiego wnioskować można, że „familia" Burego liczyła do 30 ludzi. Ciekawy jest, nie spotykany gdzie indziej szczegół o chorągwi noszonej za hetmanem zbójnickim. Bursa nosiła zbójnicką chorągiew. Chodzili w szyku wojskowym, z samego przodu dwaj zbójnicy nieśli zbójnicką chorągiew, a za nimi szli muzykanci, dwóch gęślarzy, dwóch gajdosów, jeden basista, grali na skrzypcach i gajdach. Za muzykantami chodził sam Sobestian Bury – hetman zbójnicki, za nim Madziar Dziurdzi, jego zastępca, potem szli dziesiętnicy, a na ostatku towarzystwo zbójnickie. Pięknie się nosili, a złote i mosiężne kułecka zbyrcały im u ich pasów i ciupag.

Szczegół ten świadczyłby o wpływie wzorów wojskowych  na organizację towarzystw zbójnickich. Z faktu, iż Węgier Dziurdzi był doradcą Burego, przypuszczać by należało, że terenem działania wzmiankowanego towarzystwa była nie tylko Polska, ale i podgórskie komitaty węgierskie. Rok 1630 był czasem największej popularności harnasia Sobka Burego.

Legendy mówią, że podobno w miesiącu jakubowym, przed świętem Nawiedzenia Matki Bożej Sebastian Bury przemaszerował w taki sposób wraz z całą kompanią idąc na odpust w Milówce, który organizował ksiądz proboszcz z Radziechów, bo jeszcze wtedy Milówka nie miała swojej parafii. Ludzie dziwili się i napatrzyć nie mogli na ten zbójnicki redyk.

W 1630 roku Bury trafił przed oblicze żywieckiego sądu, ujęty w czasie hucznej zabawy w Milówce w lipcu tegoż roku. Po szeregu napadów w okolicach Trzebini i Juszczyna całe towarzystwo udało się do Milówki. Bury z dziewięcioma towarzyszami zawitał do domu Szymona Szczotki, gdzie zastał niespodziewanie księdza Walentego Iwanowskiego. Kapłan ten, proboszcz z miejscowości Radziechowy, przyjeżdżał w święta do Milówki, by odprawiać tam nabożeństwa, bowiem wieś, która posiadała już wtedy nowy kościół, nie zdążyła dorobić się probostwa. Po zakończonej właśnie mszy, a było to 2 lipca, w dniu święta Nawiedzenia Matki Bożej, ksiądz był podejmowany w domu Szczotków. Sobek Bury wraz z częścią towarzystwa przyłączył się do poczęstunku i „... z księdzem plebanem ciesząc się, kazał buczno trunków i jadła nosić poczynając jak w beśpiecznym miejscu". W tym samym czasie reszta kompanii ucztowała w karczmie (Obecnie Stara Chałupa w Milówce). O pobycie towarzystwa Burego w Milówce został powiadomiony starosta żywiecki Krzysztof Czarnecki, który natychmiast zorganizował obławę. Trudno powiedzieć, co bardziej uśpiło czujność zabijaki i jego bandy, litry wypitego piwa i okowity, czy też pewność siebie i rutyna. Faktem jest to, iż świętując zaniedbali własne bezpieczeństwo.

Krzysztof Czarniecki herbu Łodzia (ur. 1564, zm. 1636 w Kaliszu), dworzanin królewski, starosta chęciński i żywiecki.

W czasie walk o tron polski poparł w 1588 Jana Zamoyskiego i przyłączył się do obozu Zygmunta III Wazy, był uczestnikiem bitwy pod Byczyną. Jako dworzanin nowego króla brał udział w obu jego wyprawach do Szwecji w 1593 i 1598. Uczestnik wojny polsko-szwedzkiej 1600-1611, w bitwie pod Kircholmem dał wielkie dowody odwagi osobistej. Uczestniczył też w wyprawie na Moskwę w czasie wojny polsko-rosyjskiej 1609-1618. W dowód uznania mianowany w 1618 starostą chęcińskim, a w 1625 na wyraźną prośbę królowej Konstancji, król obdarował go bogatym starostwem żywieckim.

Z pierwszej żony Krystyny Rzeszowskiej dochował się 10 synów i jednej córki. Jego synami byli m.in. hetman polny koronny Stefan Czarniecki, pułkownik Paweł Czarniecki, jezuita Franciszek Czarniecki, miecznik czernihowski Marcin Czarniecki. Z drugiej żony Jadwigi Brzostowskiej potomstwa nie doczekał. W 1634 porzucił kalwinizm i dokonał konwersji na katolicyzm. Został pochowany w kościele św. Wojciecha i św. Stanisława Biskupa w Kaliszu.

Kto poinformował władze o miejscu pobytu zbójników, nie wiadomo. Z Żywca wyruszyła do Milówki grupa stu pięćdziesięciu mieszczan. Po przybyciu na miejsce otoczono dom Szczotki i zaatakowano nie spodziewających się napaści biesiadników. Gdy okrążano dom Szymona Szczotki, co spostrzegłszy jeden zbójca nazwiskiem Czyżyk ogłosił ich i pod kadź się skrył.

Kiedy wszyscy byli już na stanowiskach, mieszczanie w szyku zaatakowali. Bury pomimo tego, iż w głowie szumiało mu od wypitego alkoholu szybko ocenił siłę wroga i zarządził odwrót. Jednak na ten manewr było za późno.

Nastała zacięta walka pomiędzy familią Sebastiana Burego a mieszczanami żywieckimi. Sebastian Bury ukrył się w szopie, którą posłannicy wójta żywieckiego podpalili. Bury zaczął uciekać ale po chwili go złapano wraz z kilkoma innymi łotrami. Czyżyk, co się pod kadź skrył tajemnie się tam wysiedział, gdyż go nikt nie widział, tylko sam ksiądz, który jako kapłan nie wydał go. Tak ujęto Burego i siedmiu jego towarzyszy. Mieszczanie bali się prowadzić Burego lądem by go nie odbito, nie byli bowiem pewni, czy ludność okoliczna nie ujmie się za nimi. Zbudowali więc tratwę, na którą poukładali powiązanych zbójników i w ten sposób ich Sołą do Żywca przewieźli.

Komoniecki tak opisuje jego schwytanie:

"Tenże Sebastian Bury, hetman samodziesiądz do Szymona Szczotki przeszedł i księdza plebana u niego na traktamencie zastał. Tam tedy z księdzem plebanem ciesząc się kazał huczno trunków i jadeł nosić, poczynając jak na bezpiecznym miejscu. O tym, gdy wiadomość doszła do jego miłości pana Krzysztofa Czarnieckiego - starosty żywieckiego zaraz miastu kazał wynijść ze strzelbą i łapać zbójników. Wyszło tedy 150 mieszczan aż na Milówkę, gdzie Szymona Szczotki dom obskoczono, co spostrzegłszy jeden zbójca nazwiskiem Czyżyk ogłosił ich i pod kadź się skrył. Sebastian Bury w samodziesięć w obronę się wdał , wpadłszy na szopę ostrzeliwali się. A mieszczanie, dostawszy słomę, szopę podpalili w końcu Burego i siedmiu przy nim ujęli, albowiem ósmy, przebiwszy Soły, w wodę skoczył i przepłynął na drugi brzeg. Czyżyk, co się pod kadź skrył tajemnie się tam wysiedział, gdyż go nikt nie widział, tylko sam ksiądz, który jako kapłan nie wydał go. Tak ujęto Burego i siedmiu jego towarzyszy. Mieszczanie bali się prowadzić Burego lądem by go nie odbito, nie byli bowiem pewni, czy ludność okoliczna nie ujmie się za nimi. Zbudowali więc tratwę, na którą poukładali powiązanych zbójników i w ten sposób ich Sołą do Żywca przewieźli".

 

Z obławy ocalało dwóch towarzyszy Sobka; jednym z nich był wspomniany już zbójnik, który ukrył się pod kadzią, a jedynym świadkiem jego ucieczki był ksiądz, który jednak ukrytego nie wydał. Drugi ze zbójników zbiegł w czasie strzelaniny z płonącej szopy i..... przepłynąwszy na brzeg tam na despekt ubranie opuściwszy, zadek na nich wypiął, a potym do lasu uciekł". Zbiec udało się też tej części kompanii, która bawiła się w karczmie.

Starosta Czarnecki nie lekceważąc pokonanego przeciwnika nakazał pojmanych 7 zbójników wraz z ich hetmanem Sobkiem Burym przywiązać do drzew i natychmiast odtransportować do zamku. Aby nie dać czasu pozostałym członkom bandy na przegrupowania, wybrał transport wodny, gdyż wiedział, że na lądzie łatwiej będzie zbójom przeprowadzić próbę odbicia hetmana i towarzyszy zbrojnych. Pojmanych bez przeszkód zaprowadzono przed oblicze sądu.

Szatławą nazywano dawniej ciężkie więzienie, skąd wyjścia na wolność praktycznie nie było. Ucieczka była niemal niemożliwa. Stąd prowadziła droga przeważnie na śmierć. 

W zaduchu i wilgoci grubych murów siedział Sebastian Bury. Przestał już marzyć o ucieczce, szykował się na śmierć. Czuł, że kres jego zbójowania.

Najpierw czekały go męki, czyli tzw. „kwestyje”. Na ich rozpoczęcie nie czekał zbójnik zbyt długo. Sędziowie przystąpili do przesłuchania zgodnie z tradycją, a zbójnik Sebastian Bury od razu przyznał się do popełnionych zbrodni.

Po zwykłych w takich razach przesłuchaniach Burego skazano na powieszenie na haku, jego towarzyszy zaś na ćwiartowanie.

Dobrowolne zeznanie Burego — jak zwykle w takich przypadkach zadowoliło sędziów. Kazali katu przystąpić do „ciągnienia". Obnażonego zbójnika kat położył na desce i zaczął mu wyciągać kończyny ze stawów przy pomocy specjalnych wałków z korbkami. Potem przypalili Buremu boki rozpaloną smołą i tak zakończył się pierwszy „wierzch mąk", potem drugi i trzeci. Podobnie postąpiono z pozostałymi siedmioma zbójnikami, których ujęto wraz z Burym podczas biesiady u Szymona Szczotki pod Milówką w karczmie u Zymana. Hetmana zbójnickiego Sebastiana Burego dowleczono do szubienicy, gdyż po „kwestyjach" o własnych siłach chodzić nie mógł. Do szubienicy wbity był hak, na którym miano powiesić Burego. Kat, powiesiwszy Burego, przystąpił do dalszych egzekucji. Spozierał więc Bury, jak oprawca przystąpił do dalszych poczynań, ostrą siekierą rąbał opryszków na ćwiartki i rozbryzgiwał krew mordowanych. Grom runął na opryszków!

Źródła nie podają dokładnej daty śmierci Burego. Miało to prawdopodobnie miejsce pod koniec lipca. Ujęto go 2 lipca, zaś przesłuchania i cała sprawa w sądzie trwały wówczas krótko, zwłaszcza gdy chodziło o zbójników, którzy najczęściej stawali przed sądem doraźnym. Kronikarz żywiecki zanotował, że Sobek Bury ginął na żywieckim rynku z odwagą i fantazją.

Kat jak nakazywał zwyczaj podszedł do Burego i zapytał go o jego ostatnie życzenie. A oto jak owo życzenie brzmiało: ...Kciołbyk, cobyście mnie wszyscy panowie ślakcice, wszyscy sędziowie wszyscy wojacy, wszyscy miscuchy, ty kacie i wy wszyscy głuptocy coście się zgruchali dziwaj na zbójnickom śmierć - cobyście mnie wszyscy kielo wos haw jes- w goły zadek pocałowali- a wartko ... Chwilę później gdy wieszany był na haku za poślednie (czyli ostatnie) żebro, co było uważane za śmierć niezwykle honorowa, przewidzianą tylko dla harnasi, tak z fajtazją i humorem wołał: "Wio Bury do góry!". Ciągnięty na hak kpił sam z siebie, patrząc z wysokości szubienicy na śmierć kompanów dogadywał katu: „Narąbałeś mięsa jedzże go". Konającego na haku harnasia kat dobił wreszcie strzałem na interwencję obecnych przy egzekucji księży, którzy często w ten sposób starali się ulżyć skazańcom.

„I wisząc tak, żywo, na prośbę kapłanów strzelić weń katu rozkazano, skąd prędko skonał"— dokończył „Dziejopis".

Relacja o egzekucji Burego przeszła do ludowej legendy. W folklorze słownym Żywiecczyzny funkcjonuje wątek śmierci tego harnasia, opowiadający jak to skazaniec przeklina kata, prowadzi z nim całą dysputę i obiecuje zdrajcom rychły koniec na szubienicy.

Podania o skarbach zbójnickich zakopanych przez hetmana Sebastiana Burego:

¡         Istnieje szereg opowieści o skarbach Sobka Burego zakopanych w okolicach Milówki, Przełęczy Kocierskiej, Żywca. Ogólnie jednak wątki folklorystyczne związane z tą postacią są nieliczne i ubogie.

¡         W lasach ciągnących się od Muńcuła aż do Pilska rozciągały się Zbójnickie Doliny. Były to polanki, na których według opowiadań ludzi zbójnicy postawili chatki prawdopodobnie na polecenie harnasia – Sebastiana Burego. Do chatek tych niełatwo było dojść, gdyż dostępu broniły gęste krzaki, trzęsawiska, głębokie potoki i ostre ubocza, aż po Śmierdzący Potok . Bury ze swoją gromadą nie rezygnował z owej siedziby przez wiele lat. Tam ponoć do tego czasu ukryte są nieprzebrane bogactwa, które czekają na szczęśliwego znalazcę.

Podania mówią też o zakopanych przez Sebastiana Burego skarbach na Muńcole, na Szyndzielni, na Prusowie i na Skrzicnym Groniu (Skrzyczne). Ale największe skarby zakopane są w Orawskich Borach, gdzie się z Polski ku Węgrom droga wije. Zakopana jest tam skrzynia ze złotem, które zbójnicy ukradli ponoć z Orawskich Zamków. Zbójnicy zakopali ten skarb pod grubą jodłą i wyryli na niej trzy krzyże. Na jedli wyrzezany był również inny znak: 5 palców od prawej ręki. Pięć kroków dalej na prawo od tej jodły był zakopany ten skarb. Skarb ten znaleźli 2 bracia, ale jeden z nich z nie chcąc dzielić się łupem zabił swego brata. Wtedy to rozpętała się wielka burza z piorunami, gradem, coś zaczęło jęczeć, lamentować, las był pełen ognia, wicher zaczął potężnie wiać, że aż tarmosiło gałęzie drzew. To miejsce, gdzie brat targnął się na życie swojego rodzonego brata i zabił go blisko Orawskich Borów, gdzie zakopana była skrzynia ze zbójnickim złotem ludzie nazywają Złotnice. Polana zaś, na której to się stało nosi nazwę Złatno. To miejsce, gdzie burza połamała wiele drzew nazwano Połomem. Te nazwy na wieczne czasy mają upamiętniać to, co się tu stało.

DODATKOWE INFORMACJE

SEBASTIAN BURY

 

SEBASTIAN BURY (ur. ???, zm. 1630 w Żywcu) – postać historyczna, zbójnik grasujący w XVII wieku na terenie Żywiecczyzny. Sebastian Bury pochodził z Milówki, Kamesznicy lub Rajczy. Jego oddział, składający się z osób różnej narodowości (doradzał mu niejaki Dziurdzi, pochodzący z Węgier), grasował w okolicach Czadcy, na Orawie oraz Żywiecczyźnie, grabiąc m.in. w okolicach Trzebini i Juszczyny. Banda w sile 25 ludzi była zorganizowana na sposób wojskowy, posiadała nawet własną chorągiew. Został ujęty 2 sierpnia 1630 roku w Milówce. Opis ujęcia zbójnika znajduje się w "Dziejopisie Żywieckim" autorstwa Andrzeja Komonieckiego.

 

Według relacji Komonieckiego, Bury wraz z grupą zbójników ucztowali w chacie niejakiego Szymona Szczotki. Kiedy wiadomość ta dotarła do starosty żywieckiego, Krzysztofa Czarnieckiego, ten zebrał 150 mieszczan, na czele których wyruszył do Milówki. Tu otoczono zbójników, którzy bronili się, uciekłszy na szopę i ostrzeliwując się stamtąd. Szopę podpalono, a Burego wraz ujęto z siedmioma zbójnikami (jeden uciekł, przepłynąwszy Sołę, kolejny schował się pod kadzią). Bojąc się, że miejscowa ludność będzie chciała odbić hetmana zbójnickiego, zbudowano tratwę, którą to spławiono schwytanego do Żywca.

 

Zbójnika sądzono w Żywcu, gdzie zapadł wyrok śmierci przez powieszenie na haku na rynku miasta. Dobry humor nie opuszczał Burego aż do śmierci. Zapytany o ostatnie życzenie, odparł:

 

"Kciołbyk, cobyście mnie wszyscy panowie ślakcice, wszyscy sędziowie wszyscy wojacy, wszyscy miscuchy, ty kacie i wy wszyscy głuptocy coście się zgruchali dziwaj na zbójnickom śmierć – cobyście mnie wszyscy kielo wos haw jes- w goły zadek pocałowali- a wartko ..."

 

Natomiast gdy go wieszano, wołał "Wio Bury do góry!!!". Ostatecznie, by nie doszło podczas egzekucji do rozruchów, obecni przy niej księża kazali katu go dobić, zastrzeliwszy powieszonego.

 

Postać Sebastiana Burego widniała na "funtach zbójnickich" – lokalnych pieniądzach, wybitych na potrzeby beskidzkich gmin (Wisła, Ustroń, Szczyrk, Brenna, Istebna) w 2009 roku; obowiązywały one do 3 marca 2010 roku.

 

SAMO ŻYCIE CZYLI HISTORYCZNE ZAPISKI SPRZED WIEKÓW - BURY NA HAK! CZYLI HETMANA ZBÓJNICKIEGO SMUTNY KONIEC

 

Sebastian Bury jeden z najbardziej znanych na Podbeskidziu hetmanów zbójnickich XVII wieku przez długi okres czasu siał strach po całej okolicy. Wielu na sam dźwięk jego imienia podało w popłoch. Przebiegły i bezwzględny zbój często zmieniał miejsce pobytu. W swojej licznej kompani miał międzynarodowe towarzystwo, a jego głównym doradcą był pochodzący z Węgier Dziurdzi.

 

Po "gościnnych występach" w Trzebini i Juszczynie cała chorągiew razem ze swoim hersztem przybyła 2 sierpnia 1630 roku do Milówki. Tam Bury z przyboczną świtą zawitał do domu niejakiego Szymona Szczotki, kompanie zaś wysłał do karczmy, gdzie: "ciesząc się, kazał buczno trunków i jadeł nosić, poczynając jak w beśpiecznym miejscu". Trudno powiedzieć, co bardziej uśpiło czujność zabijaki i jego bandy, litry wypitego piwa i okowity, czy też pewność siebie i rutyna. Faktem jest to, iż świętując zaniedbali własne bezpieczeństwo.

 

Kiedy zbóje radośnie odpoczywali, wieści o ich pojawieniu się w okolicy doszły do starostwa żywieckiego. Starosta Krzysztof Czarnecki, nie czekając na dalszy rozwój sytuacji, zebrał 150 mieszczan uzbrojonych w strzelby i udał się do Milówki. W tym samym czasie, gdy zbójnicy świętowali, zbrojni zaciskali pierścień wokół domu Szczotki. Kiedy wszyscy byli już na stanowiskach, mieszczanie w szyku zaatakowali. Bury pomimo tego, iż w głowie szumiało mu od wypitego alkoholu szybko ocenił siłę wroga i zarządził odwrót. Jednak na ten manewr było za późno. Udało się im tylko dopaść do stodoły, z której przez chwile ostrzeliwali nieproszonych gości. Żywczanie działali bardzo sprawnie. Podpalili słomę znajdującą się w stodole, co zmusiło zbójników do panicznej ucieczki. Siedmiu wraz z hetmanem pochwycono, natomiast jeden przedarł się przez kordon i nie zwracając uwagi na wezbrane wody Soły wskoczył do rzeki. "Przepłynowszy na (drugi) brzeg, tam na despekt ubranie spuściwszy, zadek na nie wypiął, a potym do lasa uciekł".

Ucztujący w karczmie zbójnicy widząc siły interwencyjne rozproszyli się po okolicy. Starosta Czarnecki nie lekceważąc pokonanego przeciwnika nakazał pojmanych przywiązać do drzew i natychmiast odtransportować do zamku. Aby nie dać czasu pozostałym członkom bandy na przegrupowania, wybrał transport wodny, gdyż wiedział, że na lądzie łatwiej będzie zbójom przeprowadzić próbę odbicia hetmana i towarzyszy zbrojnych.

 

Pojmanych bez przeszkód zaprowadzono przed oblicze sądu. Trybunał mając na uwadze nie tylko wymierzenie sprawiedliwości, ale również działanie prewencyjne z egzekucji uczynił widowisko. Zbójów ćwiartowano, a Burego jako hetmana powieszono na haku. Kiedy kat wbił mu hak w bok ten zawołał: "Wio Bury do góry", a gdy wisiał zawieszony i patrzył jak kat ćwiartował jego siepaczy nie zważając na tłum, a może specjalnie dla niego, aby pozostać w pamięci zebranych jako ten nieustraszony, którego nic złamać nie mogło zawołał do kata: "narąbałeś teraz mięsa, jedzże go". Pewnie doszłoby do dalszych ekscesów, jednak na prośbę kapłanów postanowiono ulżyć mu w cierpieniach i "strzelić weń katu rozkazano". Tak zakończyła się historia jednego z najbardziej okrutnych zbójników tamtego okresu.

 

ZBÓJNICY NA ŻYWIECCZYŹNIE

 

Zbójnicy w ludowych opowieściach, obrońcy wyzyskiwanych   górali, za którymi często stawali w obronie i wspomagali   biednych. Bohaterowie wielu legend i pieśni, kochani przez   dziewczęta za odwagę, honor i fantazje. Postrach bogatych,   niesprawiedliwych panów, kupców i mieszczan. Największy rozkwit zbójnictwa w Beskidach nastąpił w XVII i XVIII wieku. Na Żywiecczyźnie głównymi gniazdami zbójników były wsie Kamesznica i Milówka. Stamtąd wywodzili się najsłynniejsi zbóje Sebastian Bury i Jerzy Fiodor lepiej znany jako Proćpok. Proćpok do zbójnictwa trafił za sprawą kłusownictwa, za które został skazany na więzienie w zamku w Wiśniczu, skąd po pół roku uciekł. Wróciwszy do Kamesznicy założył bandę złożoną z dezerterów wojska austriackiego liczącą z czasem 200 osób. Ukrywali się w jaskiniach na Baraniej Górze skąd urządzali wyprawy na Śląsk, Orawę a nawet Węgry. Ludowe podania mówią, że ponoć w czasie złej pogody zbójnicy skracali sobie czas, orząc leśne polany rodłem, do którego sami się zaprzęgali. Nieuchwytny dla wojsk został zdradzony przez swoją kochankę i stracony przez powieszenie 26 stycznia 1796 roku. Wraz z nim stracono jego zbójecką kompanię. O dziejach Proćpoka napisano wiele pieśni i opowieści. Żywiecki poeta Zdzisław Maria Okular napisał dramat "Godzinki zbójeckie". Autor tak pisze o zbójniku:

 

"Nie ma nad Proćpaka tęższego chłopaka

On kiedy pon jaki mo kabot złocisty

Cyrwone chodaki, pas rzymienisty cysty

Za pasym toporek i dukatów worek

Nie dba na dworaka, ani na wojaka

Choć trefi na zucha, zginie kieby mucha

Choć tysiąc górali, on się im wyśliźnie

Jak toporkiem piźnie, z rudnicy wypali

Uciekoj kto może, bo zginies nieboze."

 

 

Andrzej Komoniecki w "Dziejopisie Żywieckim" pisze o Burym: "Tegoż roku 1630 Sebastian Bury, hetman nad zbójcami, z towarzystwem swoim w żywieckim państwie i indziej grasował, mając kompaniję, która z chorągwią, za nim chodziła".

 

Tego samego roku Burego wraz z bandą schwytano i przewieziono do Żywca gdzie mieli zostać straceni. W "Dziejopisie" czytamy dalej: "Tenże Sebastian Bury, hetman samodziesiądz do Szymona Szczotki przeszedł i księdza plebana u niego na traktamencie zastał. Tam tedy z księdzem plebanem ciesząc się kazał huczno trunków i jadeł nosić, poczynając jak na bezpiecznym miejscu. O tym, gdy wiadomość doszła do jego miłości pana Krzysztofa Czarnieckiego - starosty żywieckiego zaraz miastu kazał wynijść ze strzelbą i łapać zbójników. Wyszło tedy 150 mieszczan aż na Milówkę, gdzie Szymona Szczotki dom obskoczono, co spostrzegłszy jeden zbójca nazwiskiem Czyżyk ogłosił ich i pod kadź się skrył. Sebastian Bury w samodziesięć w obronę się wdał, wpadłszy na szopę ostrzeliwali się. A mieszczanie, dostawszy słomę, szopę podpalili w końcu Burego i siedmiu przy nim ujęli, albowiem ósmy, przebiwszy Soły, w wodę skoczył i przepłynął na drugi brzeg. Czyżyk, co się pod kadź skrył tajemnie się tam wysiedział, gdyż go nikt nie widział, tylko sam ksiądz, który jako kapłan nie wydał go. Tak ujęto Burego i siedmiu jego towarzyszy. Mieszczanie bali się prowadzić Burego lądem by go nie odbito, nie byli bowiem pewni, czy ludność okoliczna nie ujmie się za nimi. Zbudowali więc tratwę, na którą poukładali powiązanych zbójników i w ten sposób ich Sołą do Żywca przewieźli". Podczas egzekucji - jak nakazywał zwyczaj kat zapytał Burego o ostatnie życzenie, brzmiało ono: "Kciołbyk, cobyście mnie wszyscy panowie ślakcice, wszyscy sędziowie wszyscy wojacy, wszyscy miscuchy, ty kacie i wy wszyscy głuptocy coście się zgruchali dziwaj na zbójnickom śmierć - cobyście mnie wszyscy kielo wos haw jes- w goły zadek pocałowali- a wartko ..." Gdy go wieszano z humorem wołał: "Wio Bury do góry!".

 

Poczet zbójników żywieckich zawiera wiele innych bardzo ciekawych postaci jak hetmani zbójniccy bracia Klimczakowie: Jan, Wojciechi Mateusz. Różnie potoczyły się ich losy, Wojciecha schwytano w 1695 roku i powieszono na haku. Mateusza po napadzie na Łodygowice pochwycono w Mikuszowicach w 1697 roku i stracono na Krzemionkach w Krakowie. Janowi król Polski Jan Kazimierz darował zbójnickie winy w nagrodę za pomoc udzieloną oddziałowi królewskiemu podczas walki ze Szwedami. Zbójnicy w czasie potopu szwedzkiego wchycili za broń i walczyli z najeźdzcą. To zbójnikom właśnie Żywiec zawdzięcza ocalenie w 1656 roku.

 

Kolejnym znanym zbójnikiem był Martyn Portasz, który wraz z 25 osobową bandą grasował po Żywiecczyźnie. 16 listopada 1689 roku Portasz napadł na folwark w Węgierskiej Górce i uprowadził urzędnika Marcina Jaska, żądając za niego wysokiego okupu. Otrzymał 360 dukatów i 470 bitych talarów, które dostarczyła żona uprowadzonego. Portasz jednak nie dotrzymał obietnicy, nie oddał Jaska i rozkazał odrąbać mu głowę. Tego okrutnego mordu dokonano w Rajczy, przed karczmą, na oczach miejscowej ludności. Tego ludność nie potrafiła mu wybaczyć. To właśnie dzięki pomocy chłopstwa Portasza został schwytany i stracony. "Roku Pańskiego 1689 dnia 10 stycznia Martyn Portasz albo Dzigosik z Bystrzyce wsi z Węgier, hetman nad 25 pachołków i zbójca daleko słynący, tu w Żywcu zginął (...) którego zawsze po trzydziestu mieszczan wartowało: Potym w zamku w sklepie pochodniami smolanemi onego męczono i osadzono na górze Grojcu przez kata Jurka krakowskiego stracono. Naprzód mu pasy dwa na plecach udarto i dwie ręce ucięto, a na ostatku żywo na haku, jako hetmana, zawieszono". Tak to wydarzenie w "Dziejopisie" opisuje Komoniecki.

 

Na zbójników urządzano zasadzki i obławy. Wielu z nich zostało   zdradzonych przez zazdrosne dziewczyny i ludzi którzy łakomili się   na wyznaczone za ich głowy wysokie nagrody. Pojmanych często łamano kołem, ćwiartowano żywcem po uprzednich torturach,   przypalano żywym ogniem lub poprostu wieszano.

 

Harnasi czyli przywódców zbójnickich wieszano na haku za poślednie żebro co było uważane za śmierć najbardziej honorową.   Znany jest też przypadek egzekucji zbójnika poprzez pokaleczenie   go na całym ciele i zaszyciu w rulonie ze świeżej skóry bydlęcej. Zmarł on dopiero po kilku dniach zjedzony żywcem przez robactwo.

 

 

Opracowując projekt „Szlak Zbójników Karpackich” skorzystano z blisko 1000 źródeł dotyczących zbójnictwa karpackiego, które znajdują się tutaj. Kliknij!

 

PATRONAT NAD SZLAKIEM ZBÓJNIKÓW KARPACKICH SPRAWUJE

ŁAP-POL (Dystrybutor wędlin tradycyjnych)

oraz

FIRMA JANTOŃ S.A., Sp. K (producent win Zbójeckie Grzane)



"Zbójnicki Szlak" zosta3 wybrany najlepszym produktem turystycznym w najwiekszym projekcie
szkoleniowo-doradczym dla polskiej bran?y turystycznej. Projektowi patronowali:
do góry
2009-2012 © Zbójnicki Szlak Leszek M3odzianowski






POLECAMY

e-beskidy

Beskidy, noclegi, mapy,
kamery, og3oszenia, forum

karpackie-zboje

Napady ZBÓjnickie, wesela,
biesiady, kuligi, integracja

ulica-hafciana

Haft komputerowy, naszywki,
odzie? reklamowa

apter

Trekking w Alpach, Urlop
w górach, narty w Dolomitach


fundacja

Góralskie prelekcje, ZBÓjnicki questing,
towarzystwo naukowe, ZBÓjnicka biblioteka

karpacki-gazda

Przewodnik beskidzki, pilot wycieczek,
kierownik kolonii, Beskidy, —ywiec



Projekt „SZLAK ZBÓJNIKÓW KARPACKICH” FIRMY ZBÓJNICKI SZLAK LESZEK MŁODZIANOWSKI, a w szczególnoœci prezentowane koncepcje, pomysły i rozwišzania na mocy ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. Dz. U. nr 24 poz. 83 stanowiš własnoœć autora. Projekt ZBÓJNICKI SZLAK ani żadna z jego częœci nie może być w żaden sposób kopiowana, powielana, dystrybuowana bez pisemnej zgody autora.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

OPRAWE FOTO/VIDEO PODCZAS ZBÓJNICKICH IMPREZ INTEGRACYJNYCH SPRAWUJE FIRMA MTUR Media + Turystyka

Zbójnickiszlak.pl Tel - (+48) 609 789 879, E-mail - info@zbojnickiszlak.pl