PATRONAT HONOROWY NAD ZBÓJNICKIM SZLAKIEM

 
PATRONI MEDIALNI NAD PROJEKTEM ZBÓJNICKI SZLAK
Wydawnictwa i Magazyny Turystyczne:










Uczelnie Wyższe: Turystyczne
portale internetowe:

Miasta:
Media:





Regionalne organizacje:
 














Powiaty:
Instytuty turystyki: Izby turystyki:
Euroregiony:
Narodowe Organizacje Turystyczne:
Regionalne Organizacje Turystyczne:

FIRMY



WSPÓŁPRACA
NA ZBÓJNICKIM SZLAKU BEZPIECZEŃSTWO ZAPEWNIAJĄ



OGLĄDAJ NAS W
PISZĄ O NAS










ZBÓJNICKI INWAŁD

Inwałd (dawniej Hinwald lub Innwald) - wieś w Polsce położona w województwie małopolskim, blisko Krakowa w powiecie wadowickim, w gminie Andrychów. Wieś znajduje się na pograniczu Beskidu Andrychowskiego (wschodnia część Beskidu Małego) i Pogórza Śląskiego u podnóża Ostrego Wierchu (562 m) i Wapienicy (531 m na wysokości 320 - 350 m n.p.m.). Graniczy od północy z Frydrychowicami, od wschodu z Chocznią, od południa z Zagórnikiem i Kaczyną, a od zachodu z Andrychowem i Wieprzem.  

Historię ma Inwałd ciekawą, bowiem zawsze stanowił własność szlachecką, a kolejni właściciele w różnoraki sposób zapisywali się w dziejach Polski. Przechowała się kopia dokumentu, który stwierdza, że już w 1318 r. "zbudował tutaj świątynię drewnianą pod wezwaniem Narodzenia NMP i szczupłym funduszem opatrzył dworzanin królewski Zacusius (Jakusz) Ligęza".

W roku 1713 dziedzicami Inwałdu byli Piotr Schwarzenberg Czerny i jego żona Salomea, a następnie w roku 1748 Franciszek Schwarzenberg Czerny, kasztelan wojnicki, który zasłynął z licznych fundacji kościołów. Także w Inwałdzie zbudował w latach 1747-50 piękną świątynię w stylu późnego baroku pod wezwaniem Narodzenia NMP, wewnątrz którego znalazło się epitafium fundatora. Kościół zasłynął obrazem "Matki Bożej Inwałdzkiej z Dzieciątkiem", któremu przypisywane były cuda. Jest to jedyne w gminie Andrychów sanktuarium maryjne.

W akcie podziału księstwa zatorskiego pomiędzy czterech braci w 1474 roku znajduje się wiadomość  o tutejszym zamku. Zamek ten wystawił hrabia Józef Ankwicz, minister króla Stanisława Poniatowskiego. Zamek został jednak zburzony.  Syn Józefa sprzedał Inwałd hrabiemu Bobrowskiemu, który wcześniej kupił mi.in. Andrychów, a po ślubie jego córki majątek przeszedł w ręce Romerów, którzy zbudowali pałac istniejący do dziś.

Wieś posługiwała się pieczęcią z godłem wyobrażającym jelenia stojącego między dwoma świerkami, czym nawiązywała w treści do nazwy wsi przypisywanej niemieckiemu zwrotowi "in Wald" oraz napisem w otoku : "Wieś Inwald". Nie wiadomo odkąd istniał ów herb, znany jest jedynie dokument z 1750 r.  opatrzony pieczęcią z nazwą wsi i takim właśnie herbem. 

O wsi krąży kilka opowiadań, m.in. o zbójcach, którzy mieli swoją siedzibę w jednej z jaskiń w wąwozie prowadzącym do Zagórnika. Gdy jednak rozkopano jaskinię, wydobyto jedynie sławny, biały wapienny kamień inwałdzki.

Przebiega tędy szlak turystyczny:

¡         szlak żółty: Ostry Wierch (562 m) - Bliźniaki (564 m) - Łysa Góra (554 m) - Iłowiec (477 m) - Gorzeń Górny - 4 godz.

¡         szlak czarny: Zagórnik - Rzyki - Leskowiec (922 m) - 3,5 godz.

KOŚCIÓŁ PARAFIALNY PW. NPM W INWAŁDZIE I JEGO ZBÓJNICKA HISTORIA

Kościół w Inwałdzie znajduje się na SZLAKU ZBÓJNIKÓW KARPACKICH z kilku powodów.

Wzniesiony w latach 1747 – 50 przez ówczesnego dziedzica wsi Franciszka Szwarcenberga Czernego, utrzymany w stylu późnego baroku, sklepienie kościoła malowane przez Karola Polityńskiego w 1928 (odnowione w 1983 roku) przedstawia: ukoronowanie Matki Bożej (w nawie), Wniebowzięcie Matki Bożej (w prezbiterium), śmierć Józefa w obecności Jezusa i Matki Bożej (w chórze).

Kościół w Inwałdzie ma bardzo bogatą historię zbójnicką. W barokowym ołtarzu głównym umieszczony jest łaskami słynący obraz Matki Bożej Inwałdzkiej z dzieciątkiem. Pochodzi ze Skandynawii, wg tradycji dla tutejszego Kościoła został ofiarowany na początku XVII w przez grasujących w okolicy zbójników. Otoczony był kultem jako lokalne miejsce pielgrzymkowe jeszcze przed rozbiorami Polski w XVIII w. Cudowny obraz spalił się doszczętnie 26 lipca 1885r. przez nieostrożność kościelnego pod nieobecność proboszcza, tak, że nawet twarz Matki Boskiej nie ocalała. W kancelarii parafialnej przechowuje się fotografia księdza Wawrzyńca Rzeszódko, miejscowego proboszcza, który przy pomocy Feliksa Romera sprawił nowy obecny obraz. Roboty metalowe wykonał złotnik krakowski Seip, malowanie zaś Ludwik Łepkowski i ksiądz Ignacy Polkowski z Krakowa. Mimo spalenia się pierwotnego obrazu cudowne wysłuchania dzieją się dalej, a opis ich zawiera "Liber memorabilium". Ołtarz zbudowany jest prawie na nowo w roku 1938.

Zbójnicka legenda o Cudownym Obrazie Matki Boskiej Inwałdzkiej

Wiadomym z historii Polski jest, że w dawnych czasach było bardzo dużo zbójników. Jedni to zbójnicy zawodowi, inni to ci których prawo królewskie ścigało, a jeszcze inni to pochodzący z biedy tzw. "Wołosi". Ci rozbójnicy stolicę swoją mieli w górach na Podhalu, stąd robili "wypady" nieraz na bardzo dalekie okolice. Otóż właśnie w okolicach Inwałdu grasowała grupa rozbójników pod komendą słynnej Włodkowej, żonie po Włodku Skrzyńskim, który pod jej opieką oddał całą grupę rozbójników. Dokładny opis tej bandy i jej działalności znajduję się książce ks. Króla wydanej w roku 1874 pt. "Sieroty Zebrzydowskie". Ci właśnie rozbójnicy mieli ten obraz i wozili go ze sobą. Z malowidła i napisu wskazuje, że obraz ten pochodzi z krajów skandynawskich. Rozbójnicy zaś zrabowali go na Węgrzech. Jaką drogą dostał się On do Węgier - niewiadomo. Rozbójnicy na jakiś czas osiedlili się w Andrychowie w karczmie. Obraz ten mieli przy sobie, następnie umieścili Go w kapliczce postawionej na palach w stawie wielkim w Inwałdzie, dopływając do niego na łódce aby prosić Matkę Boską o pomoc w rozbójnictwie. Wg książki ks. Króla bandę tę rozbił Kordecki, obrońca Częstochowy przez zalewem Szwedzkim, szukając swojej siostry porwanej z dworu Zebrzydowskim. Odnalazł się w Andrychowie - przyprowadził wojsko królewskie i zlikwidował bandę. Resztki zbójników rozeszła się a Włodkowa się otruła. Po jakimś czasie ta reszta rozbójników znalazła się w Inwałdzie i obraz podarowali tutejszej ludności, z tym że już go nigdy nie będą potrzebowali. Ludność tutejsza z wielką radością ten obraz przyjęła, ale z największym pietyzmem dalej go otaczała. W dzień wisiał na drzewie i modlili się przed nim, a na noc brali go do domu i skrzętnie przechowywali. W tym czasie kościół był prawdopodobnie w rękach husyckich, który potem husyci zatopili. Po wybudowaniu nowego kościółka obraz Matki Boskiej przeniesiono procesjonalnie do kościoła i w Wielkim Ołtarzu jest bardzo czczony do dnia dzisiejszego.

 

Oprócz tego, że przepiękny słynący cudami obraz podarowali raubritterzy to dodatkowo na kościół ten około roku napadł jeden z najsłynniejszych beskidzkich zbójników Józef Baczyński ze Skawicy. Podczas napadu na księdza, gospodarza sanktuarium maryjnego w Inwałdzie, Baczyński zachował się jak harnaś z ludowej legendy.

O NAPADZIE HERSZTA ZBÓJNICKIEGO BACZYŃSKIEGO NA PLEBANIĘ W INWAŁDZIE

„...poszliśmy do Inwałda, do księdza. Tam przyszedszy w nocy, wycięliśmy drzwi, księdzaśmy wzięli między się, bo się szarpał na nas, nie biliśmy go, tylkośmy go trzymali. Kazaliśmy mu sobie pieniędzy dawać, gdzie on przynosił miarkę talerów rozklepanych, których nie chcieliśmy brać, bo już były niebrane. Potym przyniósł kramczyków węgierskich, powiedział, że ich miało być za sto tynfów, które wzięliśmy. Potym pytaliśmy się go o pieniądze, których miał koryto w zakrystii, bo nam go tak udano. Na co ksiądz odpowiedział: „Tak wielkich pieniędzy nie mam, bo kiedym tu nastał plebanem, to żadnej ozdoby w kościele nie było, tak tedy cokolwiekem miał zebranego, wszystkom to na chwałę Bożą obracał i jest to wszystko w kościele na ścienie przy Najświętszej Pannie, co obaczyć możesz". Jam tedy rzekł do księdza: „Chcę widzieć, dlatego pódź, księże, weź klucze odemknąć". Ksiądz tedy posłał chłopca swego po klucze z mojemi dwiema pachołkami do organisty. Gdy chłopiec ów wywołał organistę z kluczami, zaraz go pachołcy moi porwali między się i poprowadzili  na plebanię, a ksiądz już był na cmentarzu z nami. Otworzono tedy do kościoła, gdzie przy drzwiach stanął pachołek jeden na warcie, a ksiądz, ja i organista weszliśmy w kościół.   Kazałem   ja   tedy   świece   pozaświecać,   ksiądz   tedy   wszedszy   na ołtarz    otworzył    obraz,    gdzieśmy    się   modlili.   Potym ksiądz pokazał mi skrzynkę kościelną z pieniędzmi mówiąc: „Tu są pieniądze na chwałę Bożą, bierz tedy, jeśli chcesz". Ja tedy wyjąwszy owe kramczyki  węgierskie, com miał od księdza, i wziąwszy garścią, włożyłem do owej skrzynki, a rzekłem do księdza:   „Pokaż mi ty twoje pieniądze, a nie te". Potym poszedłem z księdzem do zakrystii, tam mi ksiądz otworzywszy skrzynie pokazował kielichy różne, małe i wielkie, alem z tego nic nie wziął, anim się tego tykał. Potym ksiądz wyciągnął szufladę, w której był rząd, ale tylko sam nagłówek, com wziął  do  torby,  potym wisiała strzelba na ścienie, ja tedy wziąłem jedne fuzyjkę, a swoje na tym miejscu powiesiłem. Więcej my tam nie wzięli, tylko gąsior wódki niepełen, któryśmy sobie przelali do mniejszej flaszeczki i winośmy w plebanii pili i wzięliśmy stamtąd gąsior wina z sobą. Nikogośmy tam nie bili, nie piekli".

 

CHCESZ WIEDZIEĆ WIĘCEJ?

Kim był herszt zbójnicki Józef Baczyński

ZBÓJCZYNI MARONKA

Kroniki z pierwszej połowy XVIII wieku wspominają o rozbójnikach, napadających mieszkańców wsi i podróżnych. W styczniu 1723 roku za rabunek młynarza z Bulowic ścięty został rozbójnik Teofil Talik z Ciśca. Kronika parafii bulowickiej wspomina o przywódczyni zbójników Maronce, mającej swoją siedzibę w jaskini koło Inwałdu: "[Panna] Maronka dowódczyni strasznych zbójców w lasach, napadnięta przez wojsko z Lanckorony w karczmie bulowskiej blisko granicy andrychowskiej, otruła się i pogrzebana jest na granicy między Bulowicami i Roczynami".

 

MARONKA, MARANKA - legendarna przywódczyni zbójników z Inwałdu w Beskidzie Małym, żyjąca w początkach XIX wieku.

Maronka miała być przywódczynią zbójników beskidzkich, rabujących podróżnych na szlaku handlowym z Krakowa do Czech. Według zapisu z lat 70. XIX wieku siedziba bandy miała znajdować się w jaskini, położonej w wąwozie przy drodze z Inwałdu do Zagórnika. Według podań ludowych, Maronka miała zajmować się rozbojem, paserstwem, miała nawet być czarownicą.

Jak podaje kronika parafii w Bulowicach z roku 1833, banda zbójców pod jej przywództwem została otoczona przez żołnierzy z Lanckorony w bulowickiej karczmie, położonej przy drodze do Andrychowa. Zbójnikom nie udało się uciec z okrążenia, Maronka nie chcąc dostać się do niewoli otruła się. Została pochowana na granicy wsi, pomiędzy Bulowicami a Roczynami.

Z Maronką bywa wiązana legenda dotycząca dużo starszego obrazu Matki Boskiej Inwałdzkiej znajdującego się w tamtejszym kościele pw. Narodzenia NMP. Według tego podania obraz miał być przyniesiony przez grupę zbójców z Węgier, i miał przyczynić się do nawrócenia złoczyńców, którzy po nawróceniu przynieść go mieli inwałdzkiemu proboszczowi.

Beskidzkie góry znają wiele historii zbójów, którzy plądrowali te ziemie. Powtarzano tu sobie na przykład opowieści o złoczyńcach ze Złotej Górki, którzy chodząc na szczudłach, straszyli mieszkańców okolic i kupców tędy wędrujących. Zaś łupy zdobyte podczas napadów ukryli w pieczarze swojego gronia – ponoć jaskinia ta raz w roku otwiera się na noc św. Jana, i tylko na chwilę zebrane tam perły, dukaty mienią się w blasku księżyca. Innym razem opowiadano o tym, co działo się na drugim brzegu Soły, w ruinach zamku Wołek: legendy o Skrzyńskich herbu Łabędź i wojnach, toczonych na pograniczu. Była także Maronka, jak wspomina jedna z kronik parafialnych Bulowic, dowódczyni zbójników grabiących ziemie andrychowską i okolice Kęt.

LEGENDA O MARONCE

Beskidzkie góry znają wiele historii zbójów, którzy plądrowali te ziemie. Powtarzano tu sobie na przykład opowieści o złoczyńcach ze Złotej Górki, którzy chodząc na szczudłach, straszyli mieszkańców okolic i kupców tędy wędrujących. Zaś łupy zdobyte podczas napadów ukryli w pieczarze swojego gronia – ponoć jaskinia ta raz w roku otwiera się na noc św. Jana, i tylko na chwilę zebrane tam perły, dukaty mienią się w blasku księżyca. Innym razem opowiadano o tym, co działo się na drugim brzegu Soły, w ruinach zamku Wołek: legendy o Skrzyńskich herbu Łabędź i wojnach, toczonych na pograniczu. Była także Maronka, jak wspomina jedna z kronik parafialnych Bulowic, dowódczyni zbójników grabiących ziemie andrychowską i okolice Kęt.

Żyła(?) w XVII wieku. Siedzibę jej banda miała w inwałdzkiej jaskini. Inne źródła z kolei podają, że baba-zbójczyni  poza grotą posiadała podziemny pałac pod górą Wapienica w Beskidzie Andrychowskim, gdzie znosiła swoje łupy.

Wiemy również, jak Maronka skończyła; sława niecnych jej czynów dotarła pod Lanckoronę. Tam wojsko spod zamku ruszyło w ślad za nią. Dopadli Maronkę w karczmie w Bulowicach, niedaleko granicy z Andrychowem, jak wspomina bulowicka kronika. Widząc, że znalazła się w pułapce musiała wypić truciznę, która przyniosła jej natychmiastową śmierć. Jej ciało pogrzebane zostało na granicy Bulowic z Roczynami.

Ta ludowa opowieść o przywódczyni zbójników pochodzi z XIX wieku. Korzeniami sięga wędrówek pasterzy walaskich (nazywanych również Praciakami – stąd nazwa Rzyki Praciaki), którzy przybyli z górnych Węgier (dzisiejsza Słowacja) w nasze tereny już pomiędzy XIII, a XIV wiekiem; migracje te, jak pisze Józef Putek w swych książkach, nasiliły się w XVI w., przez ukrócenie swobód pasterzy i nałożenie na nich podatków. Kiedy dotarli do Polski, zaczęto osadzać Walasów we wsiach niemal na całym terenie księstwa oświęcimskiego i zatorskiego. Niektórzy z nich buntowali się przeciw pańszczyźnianej pracy; uciekali więc w Beskidy, by trudnić się – po staremu – pasterstwem. Nic dziwnego, że szybko zyskali sobie nieprzychylność księstwa. Wkrótce też rozpoczęła się wielka nagonka na Praciaków, porównywanych z Cyganami. Prześladowania zmusiły pasterzy do wiązania się w nieliczne bandy oraz ukrywania się w beskidzkich lasach i grotach. Tak zaczęła się wielka epoka zbójów, których państwo ścigało aż po koniec XVIII w.

Wróćmy jednak do naszej legendy, by sprawdzić, ile tkwi w niej prawdy. Wszystko wskazuje na to, że Maronka nie była nawet kobietą. Tylko w pobliskich podaniach funkcjonuje mit „baby, przywódczyni zbójników”, porównywanej do Katarzyny Włodkowej Skrzyńskiej. Zdaje się, że tutejsza ludność, słysząc obce imię Maronka , przypisała je błędnie jakiejś niewieście.  Już bowiem ks. Stanisław Niziołek, wikariusz w parafii w Marcyporębie (ur. w 1859 r., w Izdebniku) w swoich zapiskach wspomina o Maronce, przywódcy zbójników – protoplastów ludu z Wysokiej, którego wymienia ks. Michał Król w swych „Sierotach Zebrzydowskiego”.

Z kolei w samym Inwałdzie, gdzie miała mieścić się jaskinia łotrów, jeszcze w XIX w. we wsi obecna była żywa historia, związana z kultem obrazu Matki Bożej Inwałdzkiej, tzw. Zbójnickiej Madonny. Wedle tych opowieści (spisanych również przez ks. Michała Króla), wracający z górnych Węgier zbójcy – pod przywództwem Lajosa i Marzonki – nieśli ze sobą obraz Matki Boskiej. A, że na swój sposób byli bogobojni, to w lesie wznieśli małą kapliczkę, w której umieścili ten obraz. I przed każdą zbójecką wyprawą, modlili się do niego, by zebrać jak najwięcej łupów. Ile napady na kupców i ludność trwały – tego nikt nie wie. Dalej legenda głosi, że pewnego zbójcy postanowili się nawrócić i zaprzestać swojego rzemiosła. Obraz oddali księdzu w Inwałdzie, a sami rozeszli się, by zacząć uczciwe życie.

Matka Boska Inwałdzka znalazła się w „Polskiej litanii” ks. Jana Twardowskiego:

Madonno Inwałdzka,

która skruszyłaś

herszta ze zbójami,

módl się za nami!

 

Czy to Maronka oddał obraz księdzu – tego nie wiemy.

Zbiorek ks. Jana Twardowskiego składa się z 96 inwokacji do Matki Bożej. Oryginalność "Polskiej litanii" polega na tym, że ksiądz Jan Twardowski, jak nikt inny w naszej literaturze, ukazuje nam zwiazki religijności polskiej z kultem Matki Bożej.

Historia życia Maronki okryta jest tajemnicą. Przetrwały właściwie dwa podania – pierwsze, zapisane w kronice parafialnej w Bulowicach i drugie, zawarte w „Sierotach Zebrzydowskiego” – oba jednak popadły w zapomnienie. A szkoda…

Ksiądz Michał Król wydał książkę "Sieroty Zebrzydowskiego czyli akademicy w 1764 r.

JAN TWARDOWSKI (ur. 1 czerwca 1915 w Warszawie, zm. 18 stycznia 2006 tamże) – ksiądz rzymskokatolicki, prałat honorowy Jego Świątobliwości, polski poeta, przedstawiciel współczesnej liryki religijnej. To z jego wiersza pochodzi zdanie: Śpieszmy się kochać ludzi – tak szybko odchodzą.

Uczęszczał do Gimnazjum im. Tadeusza Czackiego w Warszawie, maturę zdał w 1935. W 1937 ukazał się pierwszy tomik jego wierszy pt. Powrót Andersena, nawiązujący do poetyki Skamandra. W tym samym roku rozpoczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. W 1939 uzyskał absolutorium, a w 1948 obronił pracę magisterską. W czasie II wojny światowej, podczas której zaginął cały jego wcześniejszy dorobek poetycki, był żołnierzem Armii Krajowej, uczestniczył w powstaniu warszawskim. Wskutek przeżyć wojennych, w tym zniszczenia jego domu rodzinnego, w 1943 postanowił zostać księdzem.

W trakcie wojny w marcu 1945 zaczął naukę w tajnym Seminarium Duchownym w Warszawie. Naukę w seminarium kontynuował z przerwami do 1948, kiedy to 4 lipca przyjął święcenia kapłańskie. W tym też roku uzyskał tytuł magistra filologii polskiej za pracę Godzina myśli . Zaraz po studiach w seminarium przybył do parafii w Żbikowie k. Pruszkowa, gdzie był wikarym przez trzy lata. Zajmował się nauczaniem religii w szkole specjalnej. Od 1959 aż do emerytury był rektorem kościoła sióstr Wizytek w Warszawie, gdzie głosił kazania dla dzieci, którym później zadedykował m.in. zbiory: Zeszyt w kratkę oraz Patyki i patyczki. Był również wieloletnim wykładowcą i wychowawcą pokoleń kleryków w warszawskim seminarium.

Wcześniej, bo już pod koniec 1945, powrócił do publikowania wierszy. Jego twórczość trafiła wówczas m.in. na łamy "Tygodnika Powszechnego". Wielką popularność przyniósł mu wydany w 1970 tom Znaki ufności.

W 1980 został uhonorowany nagrodą PEN Clubu im. Roberta Gravesa za całokształt twórczości, w 1996 Orderem Uśmiechu, w 1999 Medalem Polonia Mater Nostra Est, w 2000 nagrodą IKAR oraz Dziecięcą Nagrodą SERCA, a rok później TOTUS, która zwana jest również "katolickim Noblem", w 2005 Nagrodą Miasta Stołecznego Warszawy. W 1999 Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II przyznał mu tytuł doktora honoris causa. Był honorowym obywatelem miasta Tarnowskie Góry.

Zmarł w szpitalu wieczorem 18 stycznia 2006 w Warszawie. Pochowany w krypcie w Panteonie Wielkich Polaków, miejscu pochówku dla zasłużonych w Świątyni Opatrzności Bożej, zgodnie z życzeniem prymasa Polski kardynała Józefa Glempa, a wbrew ostatniej woli księdza Twardowskiego, który chciał być pochowany na warszawskich Powązkach.

Twórczość

Liryka księdza Twardowskiego traktuje zarówno o Bogu, jak i o ludziach. Dobrze widoczne są liczne odwołania i metafory dotyczące przyrody (także jako pochwała stworzenia). Wiersze tego autora często, poprzez apostrofy i inne środki stylistyczne, mają charakter modlitewny (np. słowa Boże po stokroć święty, Mocny i uśmiechnięty w Suplikacjach).

Twórczość

¡         Wiersze (1959, tom wydany wspólnie z książką poetycką ks. Pawła Heintscha)

¡         Znaki ufności (1970)

¡         Zeszyt w kratkę (1973)

¡         Poezje wybrane (1979)

¡         Niebieskie okulary (1980)

¡         Rachunek dla dorosłego (1982)

¡         Który stwarzasz jagody (1984, 1988)

¡         Na chwilę

¡         Święty gapa

¡         Na osiołku (1986)

¡         Nie przyszedłem pana nawracać (1986)

¡         Patyki i patyczki (1988)

¡         Sumienie ruszyło (1989, 1990)

¡         Tak ludzka (1990)

¡         Stukam do nieba (1990)

¡         Nie bój się kochać (1991)

¡         Niecodziennik (1991)

¡         Nie martw się (1992)

¡         Tyle jeszcze nadziei (1993)

¡         Krzyżyk na drogę (1993)

¡         Elementarz księdza Twardowskiego dla najmłodszego, średniaka i starszego (2000)

¡         Pogodne spojrzenie (2003)

¡         Mimo Wszystko (2003)

¡         O spacerze po cmentarzu wojskowym

¡         O maluchach

¡         Do moich uczniów

¡         Obiecanki Cacanki

¡         Podziękowanie.

Opracowując projekt „Szlak Zbójników Karpackich” skorzystano z blisko 1000 źródeł dotyczących zbójnictwa karpackiego, które znajdują się tutaj. Kliknij!

 

 

PATRONAT NAD SZLAKIEM ZBÓJNIKÓW KARPACKICH SPRAWUJE

ŁAP-POL (Dystrybutor wędlin tradycyjnych)

oraz

FIRMA JANTOŃ S.A., Sp. K (producent win Zbójeckie Grzane)

 



"Zbójnicki Szlak" zosta3 wybrany najlepszym produktem turystycznym w najwiekszym projekcie
szkoleniowo-doradczym dla polskiej bran?y turystycznej. Projektowi patronowali:
do góry
2009-2012 © Zbójnicki Szlak Leszek M3odzianowski






POLECAMY

e-beskidy

Beskidy, noclegi, mapy,
kamery, og3oszenia, forum

karpackie-zboje

Napady ZBÓjnickie, wesela,
biesiady, kuligi, integracja

ulica-hafciana

Haft komputerowy, naszywki,
odzie? reklamowa

apter

Trekking w Alpach, Urlop
w górach, narty w Dolomitach


fundacja

Góralskie prelekcje, ZBÓjnicki questing,
towarzystwo naukowe, ZBÓjnicka biblioteka

karpacki-gazda

Przewodnik beskidzki, pilot wycieczek,
kierownik kolonii, Beskidy, —ywiec



Projekt „SZLAK ZBÓJNIKÓW KARPACKICH” FIRMY ZBÓJNICKI SZLAK LESZEK MŁODZIANOWSKI, a w szczególnoœci prezentowane koncepcje, pomysły i rozwišzania na mocy ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. Dz. U. nr 24 poz. 83 stanowiš własnoœć autora. Projekt ZBÓJNICKI SZLAK ani żadna z jego częœci nie może być w żaden sposób kopiowana, powielana, dystrybuowana bez pisemnej zgody autora.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

OPRAWE FOTO/VIDEO PODCZAS ZBÓJNICKICH IMPREZ INTEGRACYJNYCH SPRAWUJE FIRMA MTUR Media + Turystyka

Zbójnickiszlak.pl Tel - (+48) 609 789 879, E-mail - info@zbojnickiszlak.pl