PATRONAT HONOROWY NAD ZBÓJNICKIM SZLAKIEM

 
PATRONI MEDIALNI NAD PROJEKTEM ZBÓJNICKI SZLAK
Wydawnictwa i Magazyny Turystyczne:










Uczelnie Wyższe: Turystyczne
portale internetowe:

Miasta:
Media:





Regionalne organizacje:
 














Powiaty:
Instytuty turystyki: Izby turystyki:
Euroregiony:
Narodowe Organizacje Turystyczne:
Regionalne Organizacje Turystyczne:

FIRMY



WSPÓŁPRACA
NA ZBÓJNICKIM SZLAKU BEZPIECZEŃSTWO ZAPEWNIAJĄ



OGLĄDAJ NAS W
PISZĄ O NAS










SZYNDZIELNIA I ZBÓJNICKI DWÓR DLA KSIĘŻNICZKI KLEMENTYNY

Krążą też legendy o zakopanych przez zbójnika Klimczoka i zbójnika Proćpoka z Kamesznicy skarbach pod Szyndzielnią.

 

Ludowe przekazy mówią też o pięknym dworze, który wystawił na Szyndzielni sławny zbójnik Klimczak swojej ukochanej Klementynie, księżniczce Sułkowskiej.

 

Szyndzielnia (dawniej również Szędzielnia lub Gaciok; 1028 m n.p.m.) - szczyt Beskidu Śląskiego, północne ramię Klimczoka, usytuowany pomiędzy dolinami Olszówki, Wapienicy i Białki w granicach administracyjnych miasta Bielska-Białej, porośnięty lasami bukowymi z domieszką drzew iglastych - świerków i jodeł. Na stoku tzw. Małego Gronia stanowisko modrzewi. Szyndzielnia znajduje się w granicach Parku Krajobrazowego Beskidu Śląskiego. Pod szczytem, na wysokości 1001 m n.p.m., znajduje się duże schronisko turystyczne wybudowane w roku 1897 przez organizację Beskidenverein. Jest to pierwsze schronisko w Beskidzie Śląskim i polskich Beskidach, rozbudowane w latach 1954-1957. Obok schroniska - niewielkie alpinarium założone przez Edwarda Schnacka oraz węzeł szlaków pieszych, którymi dotrzeć można miedzy innymi do: Wapienicy, Olszówki, Bystrej, Szczyrku, Brennej, Jaworza oraz na Klimczok, Błatnią, Kozią Górę. Od roku 1953 pod szczyt dociera kolej gondolowa - gruntownie zmodernizowana w latach 1994-1995.

 

Infrastruktura turystyczna Szyndzielni:

Szlaki piesze:

¡         czerwony  z Cygańskiego Lasu (dawniej zwanego Parkiem Ludowym) w Bielsku-Białej przez Dębowiec i Cuberniok - 2,5 godz.

¡         żółty  z Bielska-Białej przez Kozią Górę - 2,5 godz.

¡         żółty  z Olszówki Górnej przez Dębowiec - 2 godz.

¡         żółty  z Wapienicy - 1,5 godz.

¡         czerwony  z Klimczoka - 45 min.

Schroniska:

¡         Schronisko PTTK na Szyndzielni

Inne:

¡         Kolej linowa na Szyndzielnię

¡         Wyciąg talerzykowy

 

 

ZBÓJNICKA BURSA KLIMCZAKÓW

Poczet zbójników żywieckich zawiera wiele innych bardzo ciekawych i niebanalnych postaci. Byli nimi hetmani zbójniccy - bracia Klimczakowie: Jan, Wojciech i Mateusz. Wszyscy wyżej wymienieni zbójnicy grasowali w drugiej połowie XVII wieku na terenach Beskidu Śląskiego i Żywieckiego. Wielokrotnie napadali oni na państwo bielskie a nawet na sam Żywiec w 1695 roku.

Prawdopodobnie byli ze sobą w jakiś sposób spokrewnieni. Każdy z nich pochodził z innej miejscowości. Takie spokrewnione zbójnickie bursy nie były niczym dziwnym w ówczesnych czasach. Wspomnijmy chociażby braci Giertugów ze Skawicy pod Babią Górą, towarzyszy harnasia Baczyńskiego.

Na postać mitycznego Klimczoka, nobilitowanego nie tylko w folklorze literackim, lecz i w piśmiennictwie, głównie popularnym, złożyły się trzy postaci rzeczywiste: najszlachetniejszy Jan Klimczak, Wojciech i Mateusz Klimczakowie, postaci, z których każda osobno i na czele kilkudziesięcioosobowej „familii" uprawiała rozbój przy końcu XVII wieku na przestrzeni od Cieszyna i Pszczyny, po Żywiec, Zator, Oświęcim i Bielsko. Jest to harnaś dzielny, szlachetny, wspomagający biednych, sprawiedliwy. Ma on też swój legendarny życiorys. Opowiada się więc o nim, że był synem nieślubnym hrabiego czy księcia, stąd też niekiedy w podaniach występuje jako hrabia Klimczok. Służył na dworze bialskiego księcia, gdzie na każdym kroku ostro reagował na niesprawiedliwość wielkiego pana. Pewnego razu został z polecenia swojego chlebodawcy niesłusznie wychłostany i wtedy postanowił się zemścić. Został zbójnikiem, ale napadał tylko na bogatych. Kiedyś udało mu się nawet schwytać znienawidzonego księcia, który udawał się właśnie do swojej narzeczonej. Zbójnik przebrał się w książęce szaty, pojechał na dwór panny, poślubił ją, a następnie odesłał uwiedzioną swemu wrogowi lub, jak chce inna wersja, do jej rodzinnego domu. Przez cały czas swej zbójnickiej kariery opiekował się pokrzywdzonymi. Tak np. wspomógł biedną wdowę opuszczoną przez własne dzieci pieniędzmi zrabowanymi jej niewdzięcznemu potomstwu. W ręce żandarmów wpadł zdradzony przez chłopa, który ukrytego w sianie miał go zawieźć w bezpieczne miejsce. Legendarny Klimczok jest opiekunem i mścicielem krzywd ludu karpackiego. Klimczok jest bezlitosny wobec bogacza – lichwiarza. Wiedziony ludzką skargą, nachodzi wraz ze swoją familią jego dom. Gdy bogacz nie chce zdradzić kryjówki ze skarbami, poleca wlać mu do ust roztopione złoto. Znalezione skarby, kosztowności rozdaje biedakom we wsi.

JAN KLIMCZAK

Ciemna nocka beła,

kie my na zbój pośli,

Nie doł Pon Bóg scynścia,

Nic my nie przinieśli,

 

„Klimczok i jego towarzystwo” Baranowicza, utwór zawierający znaczne zasoby podaniowej i historycznej wiedzy o XVII wiecznym harnasiu, wiedzy artystycznie przez autora przetworzonej, jest najcenniejszą w literaturze polskiej pozycją literacką związaną z nazwiskiem głośnego hetmana zbójnickiego rodem z Żywiecczyzny.

Tam, gdzie potężne góry karpackie bezpośrednio graniczą ze starym miastem Bielsk, tam gdzie dzika Białka zatacza łuk pograniczny, tam gdzie posępne ściany skał wznoszą się nad wdzięczną doliną Bystrą, znajduje się tajemnicze wgłębienie nazwane „wgłębieniem Klimszoka". Tu mieszkał Jan Tadeusz Klimszok ze swoją bandą rozbójniczą, głęboko pod ziemią, tutaj krył się przed ścigającymi go żołnierzami, tutaj nieraz pośród nocnej ciszy posyłał on westchnienie stęsknionego i kochającego serca do swej ukochanej Klementyny, która była jego Aniołem na ziemi. Gorąca i wierna miłość złączyła córkę księcia z rozbójnikiem [...].

Jan Klimczak był najbardziej „ szlachetnym” z całej trójki zbójników Klimczaków.  Wedle podań ludowych Klimczak pochodził ze szlachetnego rodu i służył na dworze bialskiego księcia. Nie mogąc patrzeć na zło jakie wyrządzał on poddanym zbuntował się, za co został wychłostany. To skłoniło go do opuszczenia dworu i skazania się na żywot zbójnika. Dla ludu Beskidu śląskiego i Żywiecczyzny, Klimczak był harnasiem sprawiedliwym, szlachetnym i bezlitosnym dla wrogów. W rzeczywistości miał on jednak niewiele wspólnego z legendą.

Nazwisko Jana Klimczaka wymieniają dwa źródła. Pierwsze to Dziejopis żywiecki, którego autor wójt żywiecki Andrzej Komoniecki pisze: „Za którego pana Bidzińskiego trzy kompanie zbójców chodziło. Jedna Klimczakowska..,,. Więcej informacji zawiera drugie źródło, którym jest pismo wydane we Lwowie 22 sierpnia 1662 roku przez króla Jana Kazimierza, skierowane do urzędników księstwa oświęcimsko -zatorskiego.

Dowiadujemy się z niego, że Jan Klimczak wraz ze swą zbójnicką kompanią poparł porucznika królewskiego Stefana Bidzińskiego stacjonującego w Żywcu, gdy ten
w czasie ściągania zaległego żołdu w królewszczyznach wszedł w konflikt
z miejscowymi chłopami.
Czynem tym wsparł on porucznika Bidzińskiego podczas walk między związkiem ,,Pobożnym" a „Święconym". W związku z tym, z obawy o bezpieczeństwo swojej chorągwi, która właśnie z rozkazu Jana Kazimierza wynosiła się z Żywiecczyzny, porucznik ten zapewnił sobie pomoc Klimczaka ofiarując mu w zamian „glejty", gwarantujące jemu i jego towarzyszom bezpieczeństwo i darowanie kary za poprzednie rozboje.

Koniec wieku XVII był pełen wielu zaskakujących obrotów spraw. Lata te to czas walki Państwa Polskiego ze Szwedami podczas potopu. W okresie tym wielu górali chwyciło za broń i czynnie włączyło się do walki z najeźdźcą, zwłaszcza, że i okazja do wzbogacenia się była niemała. To zbójnikom Żywiec zawdzięcza ocalenie w 1656 roku.

W latach 1685- 1686 trzy kompanie zbójeckie posiadały glejty pozwalające im na swobodne poruszanie się w terenie. Król Jan Kazimierz w oddzielnym piśmie polecił nawet opiekę nad tymi najbardziej zasłużonymi zbójnikami: Szymonem Domarzałką, Bartłomiejem i Janem Łysieniów, Stanisławem Krupą, Tomaszem Dudką oraz nad Janem Klimczakiem. Król Jan Kazimierz Janowi Klimczakowi darował winy zbójnickie, co było zdarzeniem z pewnością niezwykłym.  W piśmie z 1662 roku czytamy: „...za wierne i odważne usługi pracowitych Jana Klimczaka [...] ostremu prawu i surowej onegoż egzekucjej, jako inni zbójnicy, niepodlegali".  Była to więc nagroda za pomoc udzieloną oddziałowi królewskiemu.

W owym czasie, czego dowiadujemy się w księgach wadowskich, że w latach najazdu szwedzkiego sejmik zatorski skasował podatek „na zbójników„.
Nie dowodziło to faktu, by zbójnictwo zostało wytępione. Sejmik zatorski przestał funkcjonować, a zamiast „podatków na zbójniki” trzeba było płacić kontrybucje Szwedom, którzy zresztą zachowywali się w Polsce gorzej od zbójników. Zbójnicy stali się zdecydowanymi wrogami Szwedów. Zbójnicki front antyszwedzki miał swoją postawę nie w poglądach patriotycznych, jak wielu naukowców twierdziło, ale w konkurencji, jaką Szwedzi zbójnikom tym robili, ogałacając bez ich współudziału z pieniędzy i kosztowności pałace, plebanie i chaty we wsiach i miastach.  Zbójnicy napadali na szwedzkich żołdaków – rabusiów, aby wywłaszczyć ich z łupów. Po zakończeniu wojny szwedzkiej, bandy zbójnickie ułaskawiono, poczytując im za zasługę obdzieranie Szwedów, a czyniono to w nadziei, że na przyszłość wystrzegać się będą zbójnickiego rzemiosła. Zbójnictwo jednak nie wyginęło.

MATEUSZ KLIMCZAK

O Mateuszu Klimczaku zachowało się sporo informacji w kilku źródłach. Do najciekawszych należą bez wątpienia zapisy jego zeznań dokonane przez Franciszka Żegotę, dworzanina niejakiej Domicelli Warszyckiej, wdowy po Michale Łodzińskim, właścicielu dworu w Palczowicach koło Zatora, który to dwór został przez Klimczaka i jego kompanię obrabowany. Zapis ten, dokonany pod datą 25 czerwca 1697 roku w księgach grodzkich Oświęcimia, odnalazł badacz tematyki zbójnickiej i Żywiecczyzny Stanisław Szczotka w Archiwum Ziemskim w Krakowie i opublikował w 1935 roku. Informacja o zbójniku Mateuszu Klimczaku znajduje się też w drugim cennym źródle dotyczącym dawnych dóbr żywieckich, Dziejopisie żywieckim. Mowa też o Klimczaku w aktach sądowych tzw. państwa bielskiego.

Mateusz Klimczak urodził się w Lipowej, wsi w dawnym państwie żywieckim, leżącej u podnóża największego wzniesienia w Beskidzkie Śląskim - Skrzycznego (1257 m n.p.m.). Nie wiadomo, kiedy i w jakiej rodzinie przyszedł na świat. Jesienią 1689 roku ożenił się i zaczął gospodarować.

 W 1694 roku z niewiadomych przyczyn przeniósł się na teren tzw. państwa łodygowickiego. Nie wiadomo też, kiedy i w jakich okolicznościach stał się zbójnikiem, a potem zbójnickim hetmanem. Wszystkie dotyczące Mateusza Klimczaka dane pochodzą z ostatniego roku jego działalności 1697. W dokumentach Białej pod datą 13 maja 1697 tutejszy burmistrz Andrzej Nitsch zapisał, że według informacji farbiarza andrychowskiego, przybyłego z Kęt, w nocy z 12 na 13 maja grupa 50 zbójników napadła na to miasteczko.

 [...] farbiarz z Andrychowa przybyły z Kęt z Polski opowiadał w Białej, jakoby tej nocy pięćdziesięciu zbójników wpadło do Kęt w zamiarze zrabowania 18.000 polskich guldenów. Ponieważ zaraz wszczęto alarm, nie mogli tego dokonać i pięciu z nich złapano. W ubiegły czwartek zbójnicy obrabowali pana Łodzińskiego z Palczowic i zabrali mu rzeczy wartości około 15.000 guldenów polskich oraz pobili go niemiłosiernie”.

Ponieważ w porę spostrzeżono niebezpieczeństwo i wszczęto alarm, napad nie udał się, a nawet pięciu zbójników schwytano. W tym samym roku, jak wynika z akt sądowych i notatki w wyżej wymienionych dokumentach, na początku maja kompania Mateusza Klimczaka obrabowała dwór w Palczowicach. W napadzie tym brali między innymi udział: Palacz lub Pagacz z Ponikwi, Turek, Łukasz Leśny, Piwowar, Strzelec, Mikołaj Babieńszczak. Skąd pochodzili ci zbójnicy, akta milczą, nie wiadomo też, które z przytoczonych nazwisk było prawdziwym nazwiskiem, a które pseudonimem. Zbójnicy pobili okrutnie właściciela dworu, Łodzińskiego. Łupem ich padło 15 tysięcy guldenów polskich i szereg wartościowych przedmiotów. Sam Klimczak, jak wynika z notatek sądowych, przy podziale zrabowanego dobra wziął między innymi „... suknię aksamitną kitajkową białą podszytą, tę suknię popruł i dał ją schować Wojciechowi Kubicy, a z podszewki kitajkowej dał sobie koszule poszyć". W udziale przypadł mu też rząd na konia, z którego wypruł srebrne nici i sprzedał je Żydowi w Białej, oraz srebrne hajduckie guzy.

Towarzystwo Mateusza Klimczaka ukrywało najczęściej łupy u wspomnianego Kubicy, gospodarza we dworze w Mikuszowicach, a sam harnaś cenne przedmioty, jak na przykład owe srebrne guzy, dawał na przechowanie księżej gospodyni w Czańcu. W 1696 roku Klimczaka schwytano i uwięziono w Pilicy (w dawnych dokumentach Pilczy), leżącej u źródeł Pilicy, skąd wkrótce zbiegł. Szczegóły tego wydarzenia nie są znane.

Warto skoncentrować się na opisie domu legendarnego już gospodarza Kubicy z Mikuszowic.

Tuż obok kościoła świętej Barbary w Mikuszowicach stała stara jak świat, uboga chatka, w której mieszkał wdowiec z córką jedynaczką. Wdowiec nazywał się Maciej Kubica i trudnił się pachciarstwem z bialskimi Żydami. Ciągle uganiał się za różnymi interesami, nie zawsze uczciwymi, z których umiał wyciągać dla siebie przyzwoite korzyści. Ciągle zajęty geszeftem nie miał czasu na powtórny ożenek i żył sobie swobodnie, wychowując jedynaczkę prawie jak chłopaka. Jadwiśka dano jej na chrzcie. Dorodna była z niej dziewoja i niejeden chłopak w okolicy świata za nią nie widział. Ona zaś dbała o nich jak o piąte koło u wozu, lekceważąc wszystkich, choć czas jej było wyjść za mąż. Kubicówna jeździła konno jak najlepszy dragon, a z rusznicy na sto kroków nie chybiała nigdy celu. Najsilniejszego chłopa potrafiła trzasnąć w pysk, że się nogami nakrywał, gdy zbyt obcesowo przystawiał siej do niej. Tak wychowana nie miała jednak stałego adoratora, gdyż każdy uważał, że z niej żadnej pociechy w stadle rodzinnym nie będzie. Żyła więc sobie swobodnie, nawet ojca mając po sobie, bo Maciej miał ją jak oczko w głowie. I Żyło im się całkiem dobrze, bo Kubica opychał Żydom wszelkie dobra, jakie mu zbójnicy przynieśli, a było tego niemało. Miał tam paradne stroje szamerowane złotymi galonami, bramowane ozdobnymi wypustkami, z guzami złotymi wielkimi jak orzechy, piękne pasy słuckie jedwabne, złotem przetykane i kontusze paradne ze złotymi guzami wielkości talara i szuby futrem podbite, kożuchy wspaniałe i sobolowe czapki wszelakiego kroju wraz z ozdobami do nich, batorówki zdobne trzęsieniami przypiętymi złotymi spinami. Były także całe rzędy końskie, od prostych, ubogich, na jakich szaraczkowie jeździli, ale i przecudnej wschodniej roboty srebrem nabijane, nawet złocone strzemiona, które Klimczakowie złupili w jakimś dworze na Śląsku. Była i broń palna i biała, rusznice z kolbami obitymi srebrnymi blachami, szable z jelcami cudnie rzezanymi, pistolety w skórzanych olstrach tłoczonych stemplami i wiele jeszcze innych rzeczy, których wymienić nie sposób. Podobno zbójnicy z bandy Klimczaka przychodzili do Macieja Kubicy i przynosili skórzane torby, naładowane niemal w połowie pieniędzmi, pomieszanymi ze złotymi i srebrnymi guzami, sznurami pereł i korali nanizanych na kosztowne nici, różnorakie srebrne przedmioty.

Zbójnicy nie znali wartości tych rzeczy. Kubica więc oszukiwał ich na różne sposoby, bogacąc się na pokątnym handlu. Zebrał też niemały mająteczek na pachciarstwie, ale o chałupę nie dbał, żeby nikogo w oczy nie kłuło jego bogactwo.

Po śmierci Klimczoków zbójnikowali jeszcze długo niektórzy z ich kompanów, na przykład Tomasz Kubica z Mikuszowic zwany Szałowitym napadał wraz z Bartkiem Drozdem z Ciśca na dwory szlacheckie i obejścia bogatszych chłopów jeszcze w dziesięć lat po śmierci swoich sławnych hersztów.

Obaj zostali pojmani w Nienaszowie koło Biecza. Pojmano ich w końcu na plebanii Drózdowego wuja, na której zamierzali się zamelinować na kolejną zimę.

W dniu 8 grudnia 1709 roku został stracony w Żywcu Tomasz Kubica zwany Szaławiłem, który był krewnym Kubicy z Mikuszowic, u którego Bracia  Klimczokowie ukrywali łupy. Bartek Drozda poddany torturom wydał Piotra Pawlicznego zwanego Kuśnierzem z Ciśca, który niedługo potem został również stracony. Bartek Drozda został stracony 29 listopada na żywieckim rynku.

Andrzej Komoniecki w Dziejopisie żywieckim przekazuje wiadomość, że Mateusz Klimczak został schwytany przez oddział harników polskich pod wodzą Michałkowskiego w chacie chłopa Kubicy, w Mikuszowicach Krakowskich w pobliżu kościółka Św. Barbary, gdzie właśnie znalazł schronienie. W chwili aresztowania znaleziono przy nim wartościowe przedmioty i broń pochodzące z rabunku. Klimczaka wraz z dwoma schwytanymi również towarzyszami przetransportowano do więzienia w Białej.

Z bielskich ksiąg sądowych odnotowując na bieżąco zeznania i oświadczenia poszczególnych świadków spraw związanych z rozbojem i przez to wiarygodniejszych niż relacja Komonieckiego (spisana z pamięci lub na podstawie doniesień przyjaciół i znajomych) wynika, że został on ujęty na terenie Mikuszowic, należących dom ówczesnych ziem austriackich, przez straż miejską hrabiego Sunnegha, wypłoszony uprzednio z chaty chłopskiej w Łodygowicach po stronie polskiej przez harników rotmistrza Michałkowskiego,  z którymi – mając u boku kilku współtowarzyszy rozboju – stoczył formalną bitwę.  Klimczakowi z kompanią udało się po zaciętej walce umknąć do Austrii, do Mikuszowic Śląskich. Tu jednak zbójnicy spotkali się z oddziałem straży miejskiej hrabiego Sunnegha.

Osadzony w więzieniu bielskim, niebawem na usilne prośby Polaków został przekazany władzom polskim. Dane te odnotowano w księgach sądowych pod datą 12 i 13 czerwca 1697 r.

Towarzyszy Mateusza Klimczaka stracono w Oświęcimiu, jego samego przewieziono do Krakowa, gdzie powieszony za żebro na haku zginął w czerwcu 1697 roku na miejscu straceń na Krzemionkach.

Kilka dni wcześniej złożył „dobrowolne” i wymuszone torturami zeznania, w których ujawnił szczegóły najścia na dwór Łodzińskiego w Palczowicach, ponadto wskazał nazwiska swoich jawnych i ukrytych wspólników. Do tych ostatnich należy Wojciech Kubica, jego żona i syn – mieszkańcy Mikuszowic.

Jaki był los byłych pomocników harnasia, nie wiadomo, prawdopodobnie jak zwykle w takich wypadkach spotkało ich więzienie, grzywny, chłosta.

WOJCIECH KLIMCZAK

Za noze, chłopcy, za noze,

bo moje serce niy może,

niy może dłuzyj wytrzymaj,

muse jo bitkę zacynaj.

Wojciech Klimczak słynął z niewybrednych metod postępowania z ofiarami. Łupił gospodarzy, mieszczan a nawet księży, co bulwersowało władze i prosty lud.

Relacji o zbójnickiej karierze Wojciecha Klimczaka i jej epilogu dostarczają informacje z Dziejopisu żywieckiego i księgi sądowe państwa bielskiego.

Nie znamy miejsca i daty urodzin harnasia. W chwili gdy wkraczał na „zbójnicki chodnik” „Hrabia Klimczak” był już żonaty z niejaką Gąsiorkówną ze Straconki pod Bielskiem, siostry Filipa Gąsiorka - podobnie jak wschodniokarpackim opryszek Dobosz i zbójnicki hetman rodem ze Skawicy Józef Baczyński.

W księgach sądowych już pod 1687 rokiem znajduje się relacja zapisana 11 sierpnia, dwóch górali, którzy w górach koło Brennej spotkali dwunastu uzbrojonych ludzi. Według wszelkiego prawdopodobieństwa jest to wzmianka o kompanii Klimczaka, gdyż w tym czasie żadna inna zorganizowana grupa zbójnicka na tym terenie nie działała. W tym samym źródle informacje o Wojciechu Klimczaku i jego towarzystwie znajdują się pod rokiem 1694. I tak pod datą 17 czerwca widnieje zapis zeznań wybrańca Andrzeja Prokschana, który relacjonuje wizytę siedmiu zbójników u parobków pasących woły. Zbójnicy ci chcieli zabrać wołu i urządzić sobie ucztę na hali, zażądali też od pasterzy soli i potrzebnych do gotowania garnków. Wkrótce jednak odeszli, być może zniechęceni postawą liczniejszej niż się spodziewali grupy wolarzy. Z 16 listopada pochodzi notatka, z której wynika, że Kuba Chlewacz skarży Macieja Cebulkę o pomówienie go przed „głównym zbójnikiem" Klimczakiem, jakoby przyczynił się do uwięzienia jednego z jego towarzyszy — Andrzeja Rusina.

Towarzystwo Klimczaka widać dość śmiało poczynało sobie w okolicach Bielska i Żywca, skóro w następnym roku 1695 został zanotowany w wyżej wymienionym źródle fakt wysłania 30 marca z Białej do Mikuszowic Krakowskich i Międzybrodzia grupy złożonej z około osiemdziesięciu mężczyzn z okolicznych wsi i wybrańców, których liczby akta nie podają, w celu dokonania obławy na zbójników. Ponadto już 25 kwietnia tegoż roku wydana została specjalna instrukcja dla strażników miejskich dotycząca zachowania się w razie napadu. Alarm miało stanowić czterokrotne trąbienie na rogu kilkakrotnie powtórzone. Instrukcja przewidywała też różne warianty sygnalizacji w. zależności od tego, w której części miasta lub przedmieścia dojdzie do rabunku.

W bielskich księgach sądowych pod datami 4. 4. 1695 i 19. 5. 1695 r. odnotowane zostały ciekawe informacje, które dowodzą niezwykłej śmiałości i nie przesadzonej w tradycji ludowej fantazji zbójników, a które niewątpliwie należy odnieść do „familii" Wojciecha Klimczaka, aczkolwiek nazwisko jej przywódcy nie zostało tam wymienione:

Zbójnicy  wysłali  do  hrabiego  Sunnegha Jana Leinerta, sołtysa z Mikuszowic, i dali mu magierkę, owiniętą czarną taftą ze zwisającą krępą i wstążkami jako znak ostrzegawczy, wzywając hrabiego, by posłał im wiadro wina, dwie sztuki czerwonego i dwie zielonego sukna, kamień prochu i parę pistoletów oraz by nie utrzymywał przeciwko nim wybrańców (harników), gdyż w przeciwnym wypadku podpalą folwarki i zastrzelą bydło w górach. Oznajmili również, ze jest ich czterdziestu, z czego dwudziestu w Mikuszowicach, a  dwudziestu w Międzybrodziu.

Jak zostało przyjęte zbójnickie ultimatum — źródła milczą.

Grupa Wojciecha Klimczaka była stosunkowo duża, liczyła około czterdziestu osób. Posiadał po wsiach wielu wspólników i informatorów, u których się ukrywał, a w swej kompanii miał nawet „(...) dziada jednego, który po prośbie jałmużny rzekomo chodził do różnych domów i dworów, a przeglądał, i zanocowawszy gdzie, otwierał im, że na ludzi śpiących nachodzili i rabowali".

Używanie żebraków czy przebieranie się za nich w celu uzyskania informacji
o miejscach napadu i ułatwienia rabunku było dość powszechnie stosowanym zbójnickim fortelem.

Wojciech Klimczak został ujęty w czerwcu 1695 roku. Datę tę podają księgi sądowe bielskie i księga sądowa Pszczyny, zaś Komoniecki w Dziejopisie żywieckim informację o pojmaniu i egzekucji Klimczaka umieścił pod rokiem 1696. Według tego ostatniego źródła kompania Klimczaka przyszła nocą do dworu w Rajsku koło Oświęcimia. Tu zmuszono właścicieli do urządzenia uczty dla zbójników. W czasie poczęstunku właścicielowi dworu udało się upić towarzystwo,
a następnie powiadomić władze i okoliczną szlachtę. Tak zorganizowana zbrojna grupa otoczyła nie spodziewającą się napadu kompanię. Ujęto dziesięciu zbójników i samego harnasia. Osadzono go w więzieniu w Łodygowicach.

Wojciecha Klimczaka schwytanego w 1695 r. i "egzekwowano na haku jako hetmana zawiesiwszy" w roku 1690 w Oświęcimiu.

Z księgi sądowej Pszczyny wynika z kolei, że uwięziony zbójnik rozpoczął teraz wędrówkę po sądach. Był więc na zamku we wspomnianej już Pszczynie, stąd zaś został przewieziony do Cieszyna. Urzędnik z zamku pszczyńskiego odsyłając więźnia umieścił w jego kieszeni list adresowany do swojej żony, pani von Stoltzin, zawierający opis ujęcia harnasia oraz rozporządzenia dotyczące wyroku i jego wykonania. Ostatni etap sądowej wędrówki Klimczaka odnotowują już księgi sądowe bielskie i kronika żywiecka. Po zwykłym w takich wypadkach śledztwie i torturach Wojciech Klimczak zginął w Oświęcimiu wraz ze swoimi towarzyszami; zgładzono go „... na haku za żebro jako hetmana zawiesiwszy, innych wszystkich ćwiartowano, wisząc ćwierci ich, aż strach patrzeć było".

W związku z przedstawionymi wyżej postaciami obu Klimczaków, Mateusza i Wojciecha, warto jeszcze przytoczyć jedno źródło związane bezpośrednio z tymi zbójnickimi hetmanami. Otóż w Archiwum Książęcym w Pszczynie wspomniany już Stanisław Szczotka odnalazł pismo z 1645 (w języku łacińskim) skierowane przez duchowieństwo dekanatu pszczyńskiego do biskupa krakowskiego. Autorzy informują w nim swoje władze duchowne o zaistniałej na tym terenie sytuacji, „... jakich prześladowań i szyderstw doznali wielebny kler oraz kościoły diecezji krakowskiej ze strony świętokradzkich zbójników w bieżącym roku 1645 [...] dwu proboszczów, niedźwiński proboszcz oraz proboszcz z Niemieckiej Wisły, ograbieni ze swych rzeczy, ledwie przy życiu zostali [...]. Wspomniani zbóje zestawiają swoją szajkę przeważnie z obwodu żywieckiego oraz łodygowickiego, a jak powszechnie podawają, ma ich być przede wszystkim dwóch, zwanych Klimczakowie, a trzeci Talik, ich podherszt, wraz ze swym krewnym zwanym Franciszkiem, ci z państwa żywieckiego pochodzą, z dziedziny łodygowickiej pochodzi zaś niejaki Pietruszka". Wspomniany w liście Talik był rzeczywiście podhetmanim w kompanii któregoś z dwóch harnasi Klimczaków. Został stracony w Żywcu 1 lutego 1696 roku wraz z dwoma innymi zbójnikami schwytanymi w czasie rabunku w samym mieście.

Ludowa legenda z nazwiskiem zbójnika Klimczoka wiąże też nazwę szczytu Klimczok (1119 m n.p.m.) wznoszącego się nad Bielskiem w Beskidzkie Śląskim. 

Tradycja mówi, że po napadach zbójnickich słynny herszt zbójnicki przesiadywał tam w swoich tajnych kryjówkach. Legendy mówią też o pięknym dworze, który wystawił tam legendarny Klimczak swojej ukochanej Klementynie, księżniczce słukowskiej.

Na górę prowadzi kilka szlaków turystycznych - z Bielska-Białej, Brennej, Szczyrku i Bystrej. Można znacznie skrócić drogę dzięki kolejce linowej na Szyndzielnię - z dolnej stacji wyciągu do schroniska na Klimczoku idzie się kilkadziesiąt minut, trasa jest bardzo łatwa. Na Klimczoku jest schronisko, które może się pochwalić długą i ciekawą historią.

Łupy Klimczok ukrywał w górskich jaskiniach - strzegły ich demony jaroszki. Jedną z nich w masywie Klimczoka pod szczytem Trzy Kopce (1080 m n.p.m.) górale nazywają Grotą Klimczoka. To najdłuższa jaskinia w Beskidach, ma ponad 1200 m. Tworzy ją labirynt korytarzy i komór. Różnica między najwyższym i najniższym punktem wynosi ok. 33 m. Jaskinia jest otwarta, można do niej wejść, lecz trzeba się do tego odpowiednio przygotować. Najlepiej zwiedzać ją w towarzystwie doświadczonego grotołaza.

Krążą też legendy o zakopanych przez zbójnika Klimczoka skarbach pod Szyndzielnią, w grotach na Baraniej Górze i w innych miejscach Beskidu Śląskiego.

Warto zapoznać się z artykułem Teresy Włodarskiej i Zofii Rączce, pt. "Hetmani zbójniccy Wojciech i Mateusz Klimczokowie w świetle nowych źródeł", który  ukazał się w roku 1961 w "Zaraniu śląskim" i jest poświęcony słynnym zbójnikom Klimczakom.

Dobrze by było, aby "Zespół akt książąt sułkowskich" (wcześniej Sunneghów), który jest w posiadaniu Powiatowego Archiwum Państwowego w Bielsku-Białej uwidział światło dzienne i był możliwy do zobaczenia w gablotach Muzeum w Zamku Słukowskich.

Postać Klimczaka nieobca jest również literaturze pięknej. Jest on bohaterem awanturniczej powieści anonimowego pisarza, wydanej w 1924 roku w Warszawie Pt. Jan Tadeusz Klimczok najzuchwalszy wódz rozbójników" i utworu scenicznego Piotra Śmietany Sokolskiego pt. Hrabia Klimczok. Dramat w pięciu akiach.

O  WOJCIECHU  I MATEUSZU  KLIMCZAKACH (W ŚWIETLE MATERIAŁÓW ŹRÓDŁOWYCH,  ZAWARTYCH W BIELSKICH I OŚWIĘCIMSKICH KSIĘGACH SĄDOWYCH).

Zbójnicy, o których mowa, działali przy końcu XVII w. Terenem ich poczynań była przestrzeń od Cieszyna i Pszczyny po Oświęcim i Zator, szczególnie zaś okolice Bielska i Żywca. W próbach – skutecznych zresztą – poskromienia band wymienionych „hetmanów” współpracowali ze sobą harnicy polscy z Żywiecczyzny i straż niemiecka hrabiego Sunnegha: „pana dziedzicznego na Bielsku” i ziemiach przyległych (w XVII wieku Żywiecczyzna należała do Królestwa Polskiego, natomiast Śląsk pozostawał pod panowaniem austriackim).

JAN SUNNEGH (SUNYOGK)

W 1592 roku Bielsko przeszło w ręce magnata węgierskiego Jana Sunnegha.

Szlachcic słowacki lub węgierski, dziedzic słowackiej Jesenicy i Budatynia (k. Żyliny) oraz Orawy, w 1592 r. nabył za 80 000 talarów hrabstwo bielskie, rozpoczynając 136-letni okres władania tym miastem przez ród Sunneghów. Ten protestancki ród troskliwie dbał o rozwój miasta i szczęśliwie przeprowadził gród przez nawiedzające go liczne klęski żywiołowe i wojny. Otaczał opieką obywateli, ich rzemiosło, zwłaszcza sukiennictwo, oraz handel. Dzięki przywilejom od władców Polski (Jana Kazimierza, Jana III Sobieskiego) na dostawy dla wojska polskiego Bielsko stało się najsilniejszym ośrodkiem handlowym i rzemieślniczym Śląska Cieszyńskiego. Miejscem pochówku członków rodu Sunneghów stał się kościół św. Mikołaja; tam w kaplicy fundacji Sunneghów (1599-1608), nazwanej później Kaplicą Maryjną w 1792 r., umieszczono kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej (XVII w.). Obraz ten przywiózł do Bielska z Tokaju na Węgrzech pułkownik Teodor Sułkowski, a obraz szybko zasłynął uzdrowieniami. Kryptę rodziny Sunneghów odkryto pod prezbiterium dopiero w 1936 r.

 

Wojciech Klimczak przewodził kilkudziesięcioosobowej bandzie zbójeckiej. W chwili gdy wkraczał na „zbójnicki chodnik” był żonaty — podobnie jak wschodniokarpackim opryszek Dobosz i zbójnicki hetman rodem ze Skawicy Józef Baczyński. Żona hetmana zbójnickiego „Hrabiego Klimczoka” pochodziła z pobliskiej Straconki i była siostrą niejakiego Filipa Gąsiorka.

W bielskich księgach sądowych pod datami 4. 4. 1695 i 19. 5. 1695 r. odnotowane zostały ciekawe informacje, które dowodzą niezwykłej śmiałości i nie przesadzonej w tradycji ludowej fantazji zbójników, a które niewątpliwie należy odnieść do „familii" Wojciecha Klimczaka, aczkolwiek nazwisko jej przywódcy nie zostało tam wymienione:

Zbójnicy  wysłali  do  hrabiego  Sunnegha Jana Leinerta, sołtysa z Mikuszowic, i dali mu magierkę, owiniętą czarną taftą ze zwisającą krępą i wstążkami jako znak ostrzegawczy, wzywając hrabiego, by posłał im wiadro wina, dwie sztuki czerwonego i dwie zielonego sukna, kamień prochu i parę pistoletów oraz by nie utrzymywał przeciwko nim wybrańców (harników), gdyż w przeciwnym wypadku podpalą folwarki i zastrzelą bydło w górach. Oznajmili również, ze jest ich czterdziestu, z czego dwudziestu w Mikuszowicach, a  dwudziestu w Międzybrodziu.

Cytowane źródło nie donosi, czy żądania zbójników zostały spełnione, zawiera natomiast wiadomość, że na początku czerwca 1695 r. „główny zbójnik Wojtek Klimczak został ujęty i osadzony w więzieniu w pobliskich Łodygowicach”, skąd po kilku dniach przetransportowano go do Oświęcimia i tu po uprzednim „łagodnym i ostrym śledztwie oraz torturach” skazano na śmierć przez powieszenie.

Mateusz Klimczak pochodził z Lipowej koło Żywca. W 1697 r., w którym po raz pierwszy pojawia się jego nazwisko w dokumentach bielskich, przewodził około pięćdziesięcioosobowej, „familii" zbójnickiej. Potwierdza to 13 maja 1697 r. burmistrz Bielska Andrzej Nitsch, oświadczając, że:

[...] farbiarz z Andrychowa przybyły z Kęt z Polski opowiadał w Białej, jakoby tej nocy pięćdziesięciu zbójników wpadło do Kęt w zamiarze zrabowania 18.000 polskich guldenów. Ponieważ zaraz wszczęto alarm, nie mogli tego dokonać i pięciu z nich złapano. W ubiegły czwartek zbójnicy obrabowali pana Łodzińskiego z Palczowic i zabrali mu rzeczy wartości około 15.000 guldenów polskich oraz pobili go niemiłosiernie”.

Andrzej Komoniecki w Dziejopisie żywieckim przekazuje wiadomość, że Mateusz Klimczak został schwytany przez oddział harników polskich pod wodzą Michałkowskiego w chacie chłopa Kubicy, w pobliżu kościółka Św. Barbary.

Z bielskich ksiąg sądowych odnotowując na bieżąco zeznania i oświadczenia poszczególnych świadków spraw związanych z rozbojem i przez to wiarygodniejszych niż relacja Komonieckiego (spisana z pamięci lub na podstawie doniesień przyjaciół i znajomych) wynika, że został on ujęty na terenie Mikuszowic, należących dom ówczesnych ziem austriackich, przez straż miejską hrabiego Sunnegha, wypłoszony uprzednio z chaty chłopskiej w Łodygowicach po stronie polskiej przez harników rotmistrza Michałkowskiego, z którymi – mając u boku kilku współtowarzyszy rozboju – stoczył formalną bitwę. Osadzony w więzieniu bielskim, niebawem na usilne prośby Polaków został przekazany władzom polskim. Dane te odnotowano w księgach sądowych pod datą 12 i 13 czerwca 1697 r. W czerwcu tego samego roku Matus -Klimczak przekazany z Oświęcimia, gdzie stracono dwóch jego współtowarzyszy do Krakowa – znalazł śmierć na szubieniczym haku. Kilka dni wcześniej złożył „dobrowolne” i wymuszone torturami zeznania, w których ujawnił szczegóły najścia na dwód Łodzińskiego w Palczowicach, ponadto wskazał nazwiska swoich jawnych i ukrytych wspólników. Do tych ostatnich należy Wojciech Kubica, jego żona i syn
– mieszkańcy Mikuszowic.

ZBÓJNIK KLIMCZOK NIE BYŁ BRAŁEM ADIUTANTA NAPOLEONA?

Franciszek Sułkowski był księciem bielskim w latach 1786—1812. Miał on dwóch oficjalnych synów: Aleksandra i Jana, lecz wedle nowszych badań był również ojcem Józefa, adiutanta Napoleona, „oficera największych nadziei".

Szymon Askenazy pisał o nim, iż „żył pono w wielożeństwie". Zdaje się, że książę Franciszek odziedziczył temperament po dziadku Auguście II Mocnym. Kobieciarstwo księcia Sułkowskiego było sprawą publiczną, nawet przeszło do legendy Podbeskidzia.

Jan Baranowicz w uroczej książce „Baśnie kwitną na hałdach" pisze: „Zbójnickiego hetmana Klimczoka gadka ludowa czyni nieślubnym synem któregoś ze śląskich magnatów, bodajże księcia Sułkowskiego. Z krzywdy bękarstwa ma się wywodzić jego zbójnikowanie, w pierwszym rzędzie czas nienawiść do dworów, zrozumienie doli biednych. Takim jest w bezimiennych dramatach i opowieściach, które w przeszłości do łez doprowadzały prostych odbiorców i które można było znaleźć na jarmarcznych i odpustowych straganach".

Mogą to być tylko echa temperamentu księcia Franciszka, którym zaimponował mieszczanom Bielska i wieśniakom okolicy.

Było rzeczywiście coś tajemniczego w życiu zbójnika, nazywanego często „hrabią", skoro sprzyjali mu nie tylko biedni chłopi pańszczyźniani, ale również surowi dla ludu urzędnicy dworscy, a niekiedy też wielmoże. Dowodzą tego dokumenty.

W opowieści Jana Baranowicza z przymrużeniem oka możemy się zgodzić na więzy krwi Sułkowskiego oraz zbójnika, możemy przystać na „pryncessę Małgorzatę", aczkolwiek w tej rodzinie takiego imienia nie było. Ale nie możemy się zgodzić na takie realia podaniowo - historycznej opowieści pt. „Klimczok i jego towarzystwo":

„Miał bielski zamek podziemne krużganki, lecz mało kto wiedział o nich. Prowadziły z zamku do pieczary zbójnickiej. Wąskie były, mało dostępne, zalane wodą, jedynie tylko kaczka — kwaczka, co żerowała w podziemnym bajorze, mogła przecisnąć się nimi aż do zamku. Docierała do zamkowych piwnic, wspinała się do komnat, rabowała kosztowne kolie, brasze, nausznice, pierścienie i dukaty. Księciu, księżnej, pannom z fraucymera. Bogaciła zbójców. (....). Ginęły złote i srebrne czary, puchary wysadzane rubinami, brylanty, porzucone na konsali pani i jej dworek. I tak się działo przez lata".

Prędzej zbójnik beskidzki Klimczok był synem księcia Franciszka i bratem adiutanta Napoleona, niż w zamku bielskim za czasów jego ojca oraz jego potomnych ginęły kolie, brosze, zausznice, pierścienie, dukaty, złote czary... Bowiem oprócz kilkuletniego okresu Sułkowscy byli wiecznie w długach, w ich zaimku często grajcarem nie śmierdziało, a co dopiero złotem, srebrem i szlachetnym kamieniem.

I na koniec.

Klimczokowie żyli u schyłku XVII wieku, zaś Sułkowscy nabyli księstwo bielskie dopiero w połowie następnego stulecia, więc żaden Klimczok nie mógł być ich potomkiem.

Oby jednak to przypomnienie nie zaszkodziło legendzie.

LEGENDA O ZBÓJNIKU KLIMCZAKU

Dawno, dawno temu obchodzono na zamku książąt Sułkowskich bardzo wesołą uroczystość. Księżna pani powiła syna.

Mimo ogromnej radości, jaką sprawił fakt narodzin dziedzica, księżna martwiła się, gdyż dziecko jej było drobne, delikatne i wymagało troskliwej opieki.

Za poradą służebnej przywołała, więc księżna na zamek mieszkającą obok zamku młodą i zdrową praczkę, która także niedawno powiła synka i mogła wykarmić obu chłopców.

Praczka zamieszkała na zamku i opiekowała się dziećmi. Chłopcy rośli zdrowo i wkrótce nadszedł czas, gdy praczka mogła powrócić wraz ze swoim synkiem do dawnego mieszkania.

Wtedy to właśnie stary sługa powodowany dawnym żalem do księżnej postanowił się zemścić zamieniając niemowlęta.

Nikt, nawet księżna - matka, nie spostrzegła owej zamiany.

Jedynie młoda praczka domyślała się prawdy, ale wiedząc w jakim dobrobycie będzie żyło jej dziecko, milczała.

Mijały lata. I znów na zamku świętowano uroczyście urodziny księżniczki Klementyny.

A młody książę rósł i rozwijał się. Aby nie odczuwał samotności, sprowadzano mu często dla towarzystwa syna praczki. Księżna bardzo lubiła patrzeć na zabawy chłopców. Do syna praczki czuła ogromną sympatię. Cieszyła się, że jej syn przyjaźni się z tym niezwykle pięknym i szlachetnym chłopcem.

Gdy Klementynka podrosła bawili się zawsze we trójkę. W zabawach tych był zawsze jej rycerzem; bronił ją, strzegł przed każdym niebezpieczeństwem. Ta dziecięca przyjaźń przerodziła się z biegiem czasu w miłość. Księżna, która dawniej ze wzruszeniem i radością patrzyła na wielką przyjaźń dzieci postanowiła je teraz rozdzielić.

Ambitny chłopiec odczuł wkrótce, że nie jest już na zamku mile widziany i postanowił nie pokazać się tam więcej. Jednak na prośbę księżniczki Klementyny, która z woli rodziców musiała się zaręczyć z synem wiedeńskiego księcia, uciekł w pobliskie góry, zorganizował bandę zbójników i został ich hersztem.

Za siedzibę obrał sobie górę, która od jego krewnych wujków zbójników z Ujsoły nosi do dziś nazwę Klimczok.

W niedługim czasie mówiono o bandzie Klimczoka na całym Podbeskidziu. Bogaci kupcy drżeli przed nim i przeklinali go za to, że rabował ich wozy, biedacy błogosławili go za pomoc, jaką im udzielał i wydobywał ich z nędzy.

Tak minął rok, ale ani Klementyna ani Klimczok nie potrafili zapomnieć o sobie. Rozłączenie sprawiło, że ich uczucie stawało się mocniejsze i trwalsze. Wiedząc, że księżniczka czeka na ratunek, zdobył się Klimczok na rzecz niezwykłą. Zawiadomił ją przez zaufanych ludzi, że przystępuje wraz ze swoimi zbójnikami do zbudowania podziemnego korytarza, który ciągnąć się będzie od podnóża góry, aż do kaplicy zamkowej. Teraz Klementyna robiła wszystko, aby odwlec termin ślubu z nie kochanym księciem. To zasłaniała się chorobą, to znowu prosiła rodziców, że jest jeszcze za młoda, to kaprysiła z wyprawą.

W ten sposób udało się jej zyskać na czasie i kiedy otrzymała wiadomość od Klimczoka, że nie tylko wykończył już podkop, ale jeszcze zbudował dla niej kamienny dwór na Szyndzielni, oznajmiła rodzicom, że zgadza się na wyznaczenie daty ślubu.

W oznaczonym dniu, wstała wcześniej niż zwykle. Matce powiedziała, że pragnie się pomodlić sama w kaplicy i poprosiła, aby nikt jej w tym nie przeszkodził. Księżna wyraziła zgodę. Klementyna weszła do mrocznej kaplicy i uklękła. Nie zdołała zmówić pacierza, gdy nagle zauważyła, że jakieś niewidzialne ręce przesuwają ołtarz do przodu, a leżąca pod nim kamienna płyta unosi się w górę, odsłaniając korytarz, a w jego głębi poznała ukochanego Klimczoka.

Wieść o zniknięciu księżniczki Klementyny dotarła do zamku dopiero w trzy godziny później. Przez pierwsze dwie księżna, która była zajęta wydawaniem rozkazów związanych z urządzeniem uczty weselnej, nie zwróciła uwagi na długą nieobecność córki. Potem wezwała służebne i kazała im przywołać księżniczkę.

Nie zastawszy jej w kaplicy, pobiegły dziewczęta do komnat Klementyny, ale nie widząc tu księżniczki, zeszły ponownie do kaplicy. I tak prawie ponad godzinę szukały ją po całym zamku wreszcie zrozpaczone poszły do księżnej.

W tym czasie księżna była już daleko. Oglądała szczęśliwa i radosna piękny dworek zbudowany dla niej na szczycie góry przez Klimczoka i jego zbójników. Na zamku zapanowała żałoba.

Nikt nie domyślał się, w jaki sposób, ale każdy przypuszczał, że księżniczkę porwał Klimczok. Książe wyznaczył wysoką nagrodę za pojmanie zbójnika i oswobodzenie z jego rąk Klementyny. Próbował też kilkakrotnie na czele swojej drużyny zaatakować Klimczoka w górach, ale gęste lasy, które utrudniały rycerstwu walkę stanowiły wyśmienite schronienie dla zbójników i książę musiał się wycofać.

Klimczok i Klementyna żyli w miłości, szczęściu i zgodzie. Przytuleni do siebie przechadzali się aleją zwaną na ich pamiątkę "Aleją zakochanych".

Nadszedł jednak dzień, w którym Klementyna wyznała Klimczokowi, że bardzo tęskni za matką i pragnęłaby ją odwiedzić, przeprosić i opowiedzieć o szczęściu, jakie przeżywa.

Klimczok nie mógł niczego jej odmówić. Postanowił spełnić życzenie Klementyny. Posadził ją na konia i ruszyli w kierunku Bystrej. Dla zapewnienia żonie spokojnej podróży zabrał ze sobą zbójników. Dojeżdżali właśnie do Bystrej, kiedy jeden z wieśniaków poznał z daleka sylwetkę Klimczoka. Mimo iż zawdzięczał mu wiele, skusiła go możliwość otrzymania wysokiej nagrody. Czym prędzej pobiegł do przebywającej właśnie we wsi drużyny Księcia Sułkowskiego i zawiadomił komendanta o pojawieniu się zbójnika. Na rozkaz komendanta rycerze ukryli się za krzewami i zaczęli strzelać do nadjeżdżającego drogą Klimczoka. Pierwszy strzał zranił jadącą w przedzie Klementynę. Klimczok mógł nagłym zrywem zawrócić konia i postarać się jak najszybciej dogalopować do lasu, ale wiedział, że Klementyna jest ranna i potrzebuje szybkiej pomocy lekarskiej. Dlatego nie zważając na grożące mu niebezpieczeństwo, popędził w kierunku Bielska. Drużyna księcia cwałowała za nim ostrzeliwując go bez przerwy, aż spadł ranny z konia.

Klimczoka pojmano i uwięziono. Sąd skazał go na śmierć. Klementyny nie udało się uratować. Zmarła z nadmiernego upływu krwi.

Dopiero po wielu latach wyszła na jaw wielka tajemnica.

Stary sługa czując zbliżającą się śmierć, wyznał, iż zamienił dzieci. Okazało się wtedy, że ów zbójnik Klimczok, wyrokiem księcia skazany na śmierć był prawowitym jego synem, zaś syn praczki odziedziczył ich majątek i tytuł książęcy.

Ale zabroniono o tym wspominać i w ten sposób zapomniano o całej historii.

Tylko drzewa na Klimczoku szumią czasem opowieść o szlachetnym zbójniku, który rabując bogaczy a pomagając biedakom, starał się już w tamtych czasach stworzyć świat sprawiedliwy i lepszy.

 

Opracowując projekt „Szlak Zbójników Karpackich” skorzystano z blisko 1000 źródeł dotyczących zbójnictwa karpackiego, które znajdują się tutaj. Kliknij!

 

 

PATRONAT NAD SZLAKIEM ZBÓJNIKÓW KARPACKICH SPRAWUJE

ŁAP-POL (Dystrybutor wędlin tradycyjnych)

oraz

FIRMA JANTOŃ S.A., Sp. K (producent win Zbójeckie Grzane)

 

 

 

 



"Zbójnicki Szlak" zosta3 wybrany najlepszym produktem turystycznym w najwiekszym projekcie
szkoleniowo-doradczym dla polskiej bran?y turystycznej. Projektowi patronowali:
do góry
2009-2012 © Zbójnicki Szlak Leszek M3odzianowski






POLECAMY

e-beskidy

Beskidy, noclegi, mapy,
kamery, og3oszenia, forum

karpackie-zboje

Napady ZBÓjnickie, wesela,
biesiady, kuligi, integracja

ulica-hafciana

Haft komputerowy, naszywki,
odzie? reklamowa

apter

Trekking w Alpach, Urlop
w górach, narty w Dolomitach


fundacja

Góralskie prelekcje, ZBÓjnicki questing,
towarzystwo naukowe, ZBÓjnicka biblioteka

karpacki-gazda

Przewodnik beskidzki, pilot wycieczek,
kierownik kolonii, Beskidy, —ywiec



Projekt „SZLAK ZBÓJNIKÓW KARPACKICH” FIRMY ZBÓJNICKI SZLAK LESZEK MŁODZIANOWSKI, a w szczególnoœci prezentowane koncepcje, pomysły i rozwišzania na mocy ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. Dz. U. nr 24 poz. 83 stanowiš własnoœć autora. Projekt ZBÓJNICKI SZLAK ani żadna z jego częœci nie może być w żaden sposób kopiowana, powielana, dystrybuowana bez pisemnej zgody autora.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

OPRAWE FOTO/VIDEO PODCZAS ZBÓJNICKICH IMPREZ INTEGRACYJNYCH SPRAWUJE FIRMA MTUR Media + Turystyka

Zbójnickiszlak.pl Tel - (+48) 609 789 879, E-mail - info@zbojnickiszlak.pl