PATRONAT HONOROWY NAD ZBÓJNICKIM SZLAKIEM

 
PATRONI MEDIALNI NAD PROJEKTEM ZBÓJNICKI SZLAK
Wydawnictwa i Magazyny Turystyczne:










Uczelnie Wyższe: Turystyczne
portale internetowe:

Miasta:
Media:





Regionalne organizacje:
 














Powiaty:
Instytuty turystyki: Izby turystyki:
Euroregiony:
Narodowe Organizacje Turystyczne:
Regionalne Organizacje Turystyczne:

FIRMY



WSPÓŁPRACA
NA ZBÓJNICKIM SZLAKU BEZPIECZEŃSTWO ZAPEWNIAJĄ



OGLĄDAJ NAS W
PISZĄ O NAS










JÓZEF BACZYŃSKI ZWANY SKAWICKIM– HETMAN NAD HETMANAMI

Poza bucki, poza hraść

Pójdziem chłopcy zbijać, kraść.

Idźcie chłopcy kraść i zbijać,

Bo ni momy za co pijać!

Pudziem chłopcy, pudziem zbijać,

Bo ni momy za co pijać.

Do plebana, cy do pana,

On talery mo we zbanak.

 

Józef Baczyński (?-1736r), był jednym z najsłynniejszych harnasiów Beskidów Zachodnich, działał w Beskidzie Żywieckim, w rejonie Babiej Góry, na Orawie, w Gorcach i okolicach Limanowej. Urodził się w podbabiogórskiej wsi Skawicy, blisko Makowa Podhalańskiego. Skawica leży u północnych podnóży Babiej Góry, najwyższego szczytu Beskidu Wysokiego zwanego Żywieckim (1725 m n. p. m.), między pasmem Policy i Jałowca leży w dolinie rzeki Skawica.

Odnaleziona w zbiorach archiwum ziemskiego w Krakowie i opublikowana przez badacza Żywiecczyzny Stanisława Szczotkę w latach trzydziestych naszego stulecia oblata (zapis) zeznań Baczyńskiego pozwala na możliwie dokładne odtworzenie jego burzliwego życiorysu. Wzmianki o działalności babiogórskiego harnasia znajdują się też w kronikach parafialnych wydanych w 1858 r. przez Józefa Jerzmanowskiego Roczniki do dziejów Podtatrza i Spiża z lat 1680 – 1748 Jana i Stanisława Owsińskich, księży z Jazowska, wsi spod Starego Sącza. Można  w nich przeczytać:

Józef Baczyński urodził się w Skawicy, wsi należącej wówczas do dóbr starostwa lanckorońskiego - data urodzin nieznana - jako syn Piotra i Rejny (Reginy) Baczyńskich. Musiała to być niebogata rodzina, skoro jako dorastający chłopak służył Józef u bogatych gospodarzy, a jego matka, wtedy już wdowa, była komornicą u zamożnego gazdy skawickiego Kazimierza Kowalczyka.

Przed 1732 rokiem późniejszy harnaś ożenił się i zamieszkał z żoną u swojego szwagra Błażeja Ficka jako komornik we wsi Jaszczurowa, położonej niedaleko Wadowic.

Początek zbójnickiej kariery Baczyńskiego był bardzo prozaiczny. Otóż wiosną 1732 roku podczas jarmarku w Wadowicach, na który wybrali się ze szwagrem, prawdopodobnie zupełnie przypadkowo zawarli znajomość z trzema młodymi mężczyznami pochodzącymi z pobliskich wsi: Wawrzyńcem Wcisło z Choczni, Kasprem Kulczakiem z Tarnawy i z nie znanym z nazwiska chłopem z Gorzenia. Wieczorem 23 kwietnia wyruszyli w piątkę do wsi Mikołaj (obecnie wschodnia część Wadowic). Jak wynika z materiału sądowego wyprawie przewodził wspomniany już mieszkaniec Gorzenia. Według jego informacji przy miejscowym browarze mieszkał bogaty krawiec Sowa i on to właśnie padł ofiarą napadu.  Pieniędzy u Sowy nie znaleziono, gdyż zgromadzone oszczędności podzielił on niedawno pomiędzy córki. Adepci zbójnickiego rzemiosła zadowolili się więc tkaninami i częściami odzieży zrabowanej z warsztatu krawca. Po dokonaniu napadu rozeszli się do domów. Baczyński zabrał łup, aby go sprzedać, a uzyskane ze sprzedaży pieniądze podzielić pomiędzy pozostałych. Transakcji dokonał w Skawicy, jak było z podziałem uzyskanej kwoty - nie wiadomo.

 

Złapiyli, złapiyli,

bacĂĄska zbójnicĂ˝

Bedom go warzyli,

na kotle w zyntycĂ˝.

 

W zyntycĂ˝ uwarzom

i w smole usmazom,

Bo zbójcĂ˝ w sałasie,

Wielkom watre jĂĄrzom.

 

W 1732 roku Baczyński wybrał się na swoją kolejną zbójnicką wyprawę ze swoimi siedmioma kompanami, tym razem z braćmi Giertugami ze Skawicy; Bartłomiejem, Maciejem i Piotrem, oraz z Kazimierzem Kowalczykiem, u którego mieszkała jego matka, i Jakubem Bączkiem z pobliskiego miasteczka Makowa. Celem wyprawy był browar w odległych Dobczycach pod Krakowem, a grupą w czasie napadu dowodził Maciej Giertuga. Przyszłemu harnasiowi przypadła tym razem rola wartownika.  Obrona dworu trwała aż 5 godzin. Jeden ze zbójników postrzelił śrutem w lewe ramie jednego z Żydów, a drugiego w nogę. Żydzi byli bardzo zdesperowani, ponieważ przez okna lali gorący war na zbójników. Baczyński postrzelił wtedy młodą Żydówkę, która ten war nosiła Żydom.  Uporczywość obrony utwierdzała w zbójnikach przekonanie o dużym bogactwie broniącego się.

„Musisz ty pieniądze mieć, kiedyś się tak mocno opatrzył" – powiedział hetman Baczyński do Żyda.

Żona dzierżawcy zaprowadziła zbójników do spichlerza i wskazała im skrzynię ze skarbami. Łupy były obfite. Sam Baczyński otrzymał wprawdzie najmniejszą ich część, jako nie biorący bezpośredniego udziału w akcji, ale i tak przypadły mu w udziale dwa złote dukaty, sześć srebrnych łyżek, trzy złote pierścionki ze szlachetnymi kamieniami, kubek, czarka i pudełko ze srebra, trzy bicze pereł, kilka łokci adamaszku. Ten bogaty łup Baczyński natychmiast spieniężył u wadowickiego mieszczanina Prządziela.

Zeznania Baczyńskiego

„Z tej tedy skrzynie - zeznaje ubezpieczający wspomniany napad Baczyński — wzięli pasów srebrnych dwa, mniejszy i większy, czarek srebrnych dwie, łyżek srebrnych nie pamiętam wiele, pudełka srebrne dwa, pudło drewniane skórą obite, w którym perły były, korale, ale wiele tego w nim było, nie wiem, pierścienie, ale i tych nie wiem, siła było, z których tylko mnie się dostały trzy pierścionki, jeden szczyrozłoty, z pięcia kamykami czerwonemi, drugi takiż, w którym w środku był kamyk zielony, a na krajach dwa białe, trzeci sygnet z kamieniem zielonym, a koło niego kamienie białe, których mogło być, bom ich nie liczył, blisko ośmnaście, także sztuka perłowa z rubinami. Dostało mi się także łyżek srebrnych pięć, a szóstę przytrzymałem za dług, który mi był winien Maciej Giertuga, hetman, dostał mi się także kubek srebrny do picia, czarka srebrna, w której była kwarta, także pudełko srebrne, pereł trzy nici, a drudzy pobrali pereł nici dziewięć, które wzięli Giertugowie, dostał mi się także dukat z uszkiem, w którym było 8 czerwonych złotych pojedynkowych, dostało mi się także adamaszku czarnego łokci dwa na kabatki, za co wziąłem w Wadowicach od białejgłowy, nie wiem, jak się zowie, złotych dziesięć, na trzeci zaś kabatek dostało mi się adamaszku błękitnego z kołdry łokieć jeden. Pieniędzy zaś nie dostało mi się, tylko złotych dwa, więcej zaś pieniędzy zabrali Giertugowie, ale nie wiem siła, bom ja był na warcie".

Ciekawostką po dziś dzień jest skansen w Dobczycach i mała karczma ,,Na Zbóju".

Przy wejściu do karczmy wita wszystkich przybyłych zbójnik – prosząc o drobne datki na dalsze prace na zamku. Skąd on tu w Dobczycach? Oto pytanie! Otóż w roku 1732 na karczmę napadło 7 zbójników pod hetmanem Maciejem Giertugą, z których jeden już po rabunku został zabity przez miejskich strażników i pochowany gdzieś w obrębie karczmy. Stąd ta dziwna nazwa: „Karczma na Zbóju”. Legendy mówią, że prawdopodobnie harnasia Gertugę pochowanego wraz z sześcioma towarzyszami pod podłogą karczmy "Na zbóju" znajdującej się obecnie w skansenie pod zamkiem w Dobczycach. W tymże mieście jest też ulica Marwin, co jest skrótem z "marł za winy", gdyż niegdyś prowadziła ona na miejsce kaźni.

W nie wyjaśnionych okolicznościach wiadomość o tej sprzedaży dotarła do Witkowskiego — właściciela dóbr, na terenie których mieszkał wówczas Baczyński, a ten spowodował aresztowanie zbójnika. Zakutego w kajdany zamknięto go w areszcie w Jaszczurowej. Tak minęło pięć tygodni. Po nieudanej próbie wyswobodzenia się z kajdan Baczyński wreszcie zbiegł z więzienia przy pomocy pilnujących go wartowników.  Zaprowadzili oni nocą zakutego Józefa do jego szwagra, tu dopiero siekierą przecięto kajdany, a uwolniony zbójnik z niefrasobliwością godną harnasia poszedł na wesele niejakiego Czuickiego.

Wkrótce po ucieczce z więzienia dotarła do Baczyńskiego wieść o uwięzieniu braci Giertugów, opuścił więc wieś w obawie przed kolejnym aresztowaniem i ukrywał się przez pewien czas w okolicach Jaszczurowej i rodzinnej Skawicy. W tym czasie zwerbował dwóch towarzyszy. Jednym z nich był Majcher Masarczyk z Juszczyna, w owym czasie gospodarz komorników Baczyńskich, który poślubił niedawno wdowę po straconym za zbójnictwo Kazimierzu Kowalczyku, poprzednim gaździe i kompanie z wyprawy na dobczycki browar, drugim niejaki Wojciech Kurzyk z Grzechyni, wsi położonej koło Skawicy. We trójkę obrabowali oni karczmę i zamożnego chłopa Jakuba Biela w Gachówce. Masarczyk i Kurzyk wrócili do Skawicy, zaś Baczyński schronił się na Orawie u Jakuba Kowalczyka, brata nieżyjącego Kazimierza. Już wkrótce opuścił jednak gościnny dom i udał się do odległej Ochotnicy u stóp Gorców, gdzie przepędził zimę.

Wiosną zorganizował kolejną zbójnicką kompanię. Początkowo liczyła ona cztery osoby, a jej członkami byli Jakub Janczur z Ochotnicy, Bartłomiej Paluch z Tylmanowej, Wojciech Twarożek z Grzechyni i Jerzy Lasak z Kamienicy. W takim składzie dowodzona przez Baczyńskiego grupa przybyła do Jana Kowalczyka na Orawę, gdzie powiększyła się o dwóch kolejnych członków, braci Jana i Jakuba Kowalczyków. Następnie całe towarzystwo zbójnickie przywędrowało w okolice Wadowic i tam rozpoczęło swoją działalność.

Na początek łupem zbójników padł żydowski browar, a następnie dwór Skalskich w Śleszowicach. Baczyński ze swoimi towarzyszami „odwiedził" też obrabowanego w poprzednim roku gospodarza Jakuba Biela w Gachówce, gdzie przyjęto go poczęstunkiem, prawdopodobnie z obawy przed kolejnym napadem.

Kolejnymi ofiarami rabunku byli wójt z Jaszczurowej Wojciech Młyński i baca z tejże wsi. U tegoż wójta Baczyński był prawdopodobnie więziony, skoro podczas najścia na jego dom harnaś odzyskał swoją torbę z resztkami dawnego łupu.

Po wyczynach w rejonie Wadowic i Jaszczurowej całe towarzystwo ruszyło ku Orawie.

Po drodze, w okolicach Sidziny położonej w pobliżu Skawicy, kompania napadła na wracającą z podróży rodzinę Lisickich, właścicieli Łętowni koło Myślenic, wykazując przy tym wyjątkową brawurę i pomysłowość.

Zbójnicy odznaczali się swoistym, zabarwionym złośliwością humorem. Chętnie stwarzali sytuacje, w których mogli napadniętym przez siebie okazać swoją przewagę, chwilową chłopską fantazję. Rozochocone wódką towarzystwo hetmana Baczyńskiego wybrało się złożyć wizytę Panu Lisieckiemu, właścicielowi dworu w Sidzinie.  Zastawszy go, zbójnicy skarżą się przed nim, że pokradziono im rzeczy, które swego czasu mu zrabowali, aranżują nową zabawę, piją i tańczą.

Broń Baczyńskiego ogląda z ciekawością szlachcic, a że Baczyńskiemu nieobce były zasady grzeczności, więc i on ogląda broń swego „gospodarza" i chwali ją, że piękna.

Sam harnaś tak relacjonuje to zdarzenie: „Gdzieśmy pili, tańcowali, broń moje Imci pan Lisicki oglądał, ja też jego [...].

Tak więc najpierw zbójnicy zmusili Lisickich do urządzenia hulanki w karczmie w Bystrej, a następnie uczty na wójtostwie w Sidzinie, gdzie podróżni się zatrzymali.

Tu Baczyński zwrócił obrabowanym zabraną im magierkę, wilczurę podróżną i kilka innych przedmiotów w zamian za wódkę i udział w zabawie, zapewniając, że oddałby mu więcej rzeczy, ale ktoś mu je pokradł. Zbójnicy posyłają następnie po miejscowego proboszcza, który rad nie rad przyszedł i w kompanii zbójnickiej dobrze sobie podochocił, a nawet kazał przynieść z plebanii półgarniec wina.

„Stąd posłaliśmy po księdza, który do nas przyszedł i podochociliśmy sobie; posłał do siebie księdz [po] półgarca wina, któreśmy wypili".

W Sidzinie obrabowali też gospodarstwo niejakiej Palczyny torturując kobietę, aby zdradziła schowek z pieniędzmi. Jeden ze  zbójników wkręcił kobiecie w kurek dwa  palce - widocznie nie chciała zdradzić  schowka z pieniędzmi.

Wreszcie Baczyński dotarł do Łętowni, gdzie obrabował dwór uprzednio napadniętych w drodze Lisickich, którzy jeszcze nie zdążyli wrócić do domu, a następnie złupił plebanię i mieszkanie organisty. Ten ostatni napad miał być odwetem za uderzenie w dzwony na alarm, w czasie gdy zbójnicy rabowali dwór. Po tych akcjach Baczyński z sytą łupów kompanią wyruszył do Ochotnicy, gdzie towarzystwo rozeszło się na zimowanie.

Zeznania Baczyńskiego

W czasie plądrowania dworu we wsi Łętowni („nie zastaliśmy żadnego z ichmościów państwa Lisickich") — „poczęto bić we dzwony przy kościele na gwałt — opowiada Baczyński — a my zastawszy ze czterdziestu ludzi na warcie, rozegnaliśmy, a dwóch złapawszy, trzymaliśmy ich we dworze póty, pókiśmy nie zrewidowali, wychodząc stamtąd puściliśmy ich i poszliśmy ku kościołowi, gdzie było ludzi gromada, ale i tamci pouciekali i ksiądz uciekł. A my przyszedszy do plebanji, poszukaliśmy, ale nie było co wziąć, ale gdybyśmy zastali księdza, musiałby nam był co dać, połajalibyśmy go byli o to, że kazał dzwonić na gwałt. Drudzy pachołcy moi byli na wikaryjce, ale tam nic nie wzięli, tylko piec i okna powybijali. Ja zaś z inszemi poszedłem do organisty, gdzie go nie zastawszy, wziąłem klawikord (!) ...A drudzy pachołcy moi ... do kościelnego poszli, ale mu nic nie wzięli, tylko warsztat tkacki porąbali i przędzę za to, że dzwonił na nas".

Kompania Baczyńskiego zasłynęła z tego, że ukradła z dworu w Łętowni klawikord. Instrument spalili w lesie, bo nikt nie umiał na nim grać.

O tym wydarzeniu podczas procesu mówił sam Baczyński: „Ów zaś klawikord, odjąwszy od niego struny i ołowie, spaliliśmy tamże w lesie nad Łętownią, bo go nie miał kto za nami nosić".

Autentyczne „muzyczne” przygody harnasia Józefa Baczyńskiego, uwiecznione zostały nawet w literaturze. Stanisław Pagaczewski w opowieści Klawikord z 1959 roku odniósł się do prawdzi­wego zdarzenia z życia hetmana, kiedy to Baczyński wraz z kompanami odebrał organiście z miejscowości Łętownia klawikord i przetransportował go do lasu, a następnie.... wraz z pozostałymi zbójnikami zniszczył instru­ment, paląc go, jako że nie miał kto nosić ciężkiego skądinąd sprzętu. Po­nadto nikt w kompanii na takim instrumencie nie potrafił grać. Kradzież instrumentu nie nastąpiła więc w celu zapewnienia sobie akompaniamentu instrumentalnego podczas wspólnych zabaw, a raczej z chęci dokuczenia rzeczonemu organiście.

W Ochotnicy przebywała żona harnasia, którą wysłał on tam wraz z dziećmi zaraz po przybyciu wiosną do Jaszczurowej. Teraz po kilku tygodniach pobytu we wsi udał się z nią na Spisz, gdzie spędził zimę; do Bożego Narodzenia przebywał w Lipniku, po Godach zaś Baczyńscy zamieszkali w Białej Wodzie niedaleko Szczawnicy.

Po kilku tygodniach miejscowy podstarości wezwał do siebie Baczyńskiego, jako obcego przybysza. Harnaś, nie będąc pewnym, jakie informacje o nim urzędnik posiada, posłał do niego żonę zaopatrzoną w niebagatelną sumę czerwonego złotego — przeznaczoną na ewentualną łapówkę. W Białej Wodzie nic jednak o zbójeckiej przeszłości Baczyńskiego nie wiedziano, żona uiściła groszową opłatę i otrzymała od wójta zezwolenie na przebywanie obojga małżonków we wsi. Ich mieszkanie w Białej Wodzie stało się punktem zbornym kolejnej kompanii. Pojawili się tu kolejno: Józef i Wojciech Szerglowie z Budzowa, Jerzy Niżnik z Ponikwi wracający do domu z winobrania, z okolicy Tokaja, Jędrzej z Lipnika, Ślusarczyk i Skibaczyk z rejonu Czerwonego Klasztoru, trzej mieszkańcy Tylmanowej - Jakub Lababiak, Szymon Gabrysik i Jakub — parobek Gabrysiaków, wreszcie Łazarczyk z Grzechyni. Ta jedenastoosobowa kompania ruszyła w kierunku Babiej Góry dokonując po drodze szeregu napadów.

Była to już dobrze zorganizowana grupa. Obok Baczyńskiego kierował nią podhetmani, Łazarczyk z Tylmanowej. Żonę hetman zostawił w Białej Wodzie. Na Orawie ofiarą napadów grupy Baczyńskiego padł między innymi gospodarz z Zubrzycy, obrabowany z zemsty za wydanie kilku zbójników, kompanów harnasia pochodzących z Ochotnicy.

Po przybyciu w okolice Wadowic towarzystwo napadło miedzy innymi na dwór w Jaszczurowej, plebanię w Inwaldzie, browar w Choczni, gospodarstwo w Leńczach, karczmę i dwór w Tłuczaniu, a następnie przeniosło się w rejon Skawicy.

Podczas napadu na księdza, gospodarza sanktuarium maryjnego w Inwałdzie, Baczyński zachował się jak harnaś z ludowej legendy.

O napadzie na plebanię w Inwałdzie

„...poszliśmy do Inwałda, do księdza. Tam przyszedszy w nocy, wycięliśmy drzwi, księdzaśmy wzięli między się, bo się szarpał na nas, nie biliśmy go, tylkośmy go trzymali. Kazaliśmy mu sobie pieniędzy dawać, gdzie on przynosił miarkę talerów rozklepanych, których nie chcieliśmy brać, bo już były niebrane. Potym przyniósł kramczyków węgierskich, powiedział, że ich miało być za sto tynfów, które wzięliśmy. Potym pytaliśmy się go o pieniądze, których miał koryto w zakrystii, bo nam go tak udano. Na co ksiądz odpowiedział: „Tak wielkich pieniędzy nie mam, bo kiedym tu nastał plebanem, to żadnej ozdoby w kościele nie było, tak tedy cokolwiekem miał zebranego, wszystkom to na chwałę Bożą obracał i jest to wszystko w kościele na ścienie przy Najświętszej Pannie, co obaczyć możesz". Jam tedy rzekł do księdza: „Chcę widzieć, dlatego pódź, księże, weź klucze odemknąć". Ksiądz tedy posłał chłopca swego po klucze z mojemi dwiema pachołkami do organisty. Gdy chłopiec ów wywołał organistę z kluczami, zaraz go pachołcy moi porwali między się i poprowadzili  na plebanię, a ksiądz już był na cmentarzu z nami. Otworzono tedy do kościoła, gdzie przy drzwiach stanął pachołek jeden na warcie, a ksiądz, ja i organista weszliśmy w kościół.   Kazałem   ja   tedy   świece   pozaświecać,   ksiądz   tedy   wszedszy   na ołtarz    otworzył    obraz,    gdzieśmy    się   modlili.   Potym ksiądz pokazał mi skrzynkę kościelną z pieniędzmi mówiąc: „Tu są pieniądze na chwałę Bożą, bierz tedy, jeśli chcesz". Ja tedy wyjąwszy owe kramczyki  węgierskie, com miał od księdza, i wziąwszy garścią, włożyłem do owej skrzynki, a rzekłem do księdza:   „Pokaż mi ty twoje pieniądze, a nie te". Potym poszedłem z księdzem do zakrystii, tam mi ksiądz otworzywszy skrzynie pokazował kielichy różne, małe i wielkie, alem z tego nic nie wziął, anim się tego tykał. Potym ksiądz wyciągnął szufladę, w której był rząd, ale tylko sam nagłówek, com wziął  do  torby,  potym wisiała strzelba na ścienie, ja tedy wziąłem jedne fuzyjkę, a swoje na tym miejscu powiesiłem. Więcej my tam nie wzięli, tylko gąsior wódki niepełen, któryśmy sobie przelali do mniejszej flaszeczki i winośmy w plebanii pili i wzięliśmy stamtąd gąsior wina z sobą. Nikogośmy tam nie bili, nie piekli".

Zachęceni powodzeniem towarzysze Baczyńskiego zaczęli podczas kolejnych akcji stosować coraz bardziej bezwzględne metody. W czasie napadu w Leńczach torturowali dwie kobiety, matkę i córkę, aby wydobyć z nich informacje o schowanych pieniądzach; starszą przypiekali świecą po udach, młodszą bili powrozem.

Napad na bogatego chłopa w Leńczowie opisuje Baczyński następująco:

 â€ž... przyszedszy do chłopa Dudka, jak pies związany począł na nas szczekać, tak tenże chłop porwawszy się, uciekł, a my weszli do chałupy. Tam zastawszy dziwkę, pytaliśmy się o ojca i matkę. Postrzegłszy ją w słomie nad bydłem, bo się była matka tam schowała. Wzieliśmy (ją) do izby i mówiliśmy, aby była powiedziała o pieniądzach, na co odpowiedziała: „Że ich nie mam, gdybyście byli chłopa zastali, to by wam był powiedział, ale ja nie wiem". Związaliśmy ją tedy, związawszy położyliśmy na ziemi i piekliśmy ją świecą po udach obudwóch. Tak będąc związana i pieczona nie powiedziała tylko o trzynastu złotych pod sąsiekiem w szkatułce, któreśmy wzięli. Dziewkę zaś biliśmy postronkiem, żeby powiedziała o koralach, ale ona nie powiedziała, tylkośmy sami korale owe w oborze na węgle znaleźli w puszce blaszanej..."

Gdy Baczyńskiego na inkwizycji zapytano dlaczego z jego przyczyny kobieta spalona umarła, miał odpowiedzieć: „ach, bo jej czas przyszedł, bo stara była”. Podczas tego napadu łupem zbójników padło kilka tysięcy tynfów.

Innym razem podczas rabunku karczmy w Tłuczaniu sam Baczyński zastrzelił z pistoletu Żydówkę, donoszącą wrzątek obrońcom, którzy lali go na atakujących napastników. Chcąc zmusić kobietę napadniętą w Sidzinie do wskazania schowka z pieniędzmi, jeden ze zbójników,,... nalał jej gorzałki na żywot i zapalił, ale ona mając ręce wolne starła".

Ten bezlitosny harnaś wykazywał jednak troskę o swoich towarzyszy. Tak np. w Skawicy zostawił rannego zbójnika pod opieką miejscowego chłopa, któremu dał 10 złotych za doglądanie i leczenie chorego a ponadto zlecił swojej matce czuwanie nad chorym.

„Familia" Józefa Baczyńskiego, podzieliwszy się zdobyczą, idzie zaopiekować się rannym towarzyszem. Baczyńskiego tak relacjonował zaistniałą sytuację:

„Po tym poszliśmy do lasu skawickiego, gdzie leżał Szymek Gabrysik z Tylmanowy, który się był przedtym, igrając jeden z drugim, przebił na nozie, mając go w kieszeni, i tam, nimeśmy do Chutnika szli, zostawiliśmy go byli w tym lesie. Przyszedszy do niego i obaczywszy go, poszliśmy do wsi Skawice do Tomka chłopa Kuklaka, który mieszka u Maćka Mazura. Tam mówiłem z tym Kuklakiem, aby był owego chorego przyjął, i dałem temuż Kuklakowi dla chorego złotych dziesięć, i przykazałem mu, aby go nie wydawał, aż tu przyjdę albo przyślę. Kuklak tedy podjął się o nim wiedzieć, ale go nie miał w domu, tylko na polu”. Tenże Kuklak mówił, aby o tymże chorym matka jego się nie dowiedziała, gdyż by mogła donieść władzom, że jej syn przetrzymuje rannego zbójnika w domu.

Po całej serii udanych akcji Baczyński ze swoją kompanią odpoczywał w okolicach rodzinnej Skawicy. Oprócz kilku drobnych rabunków towarzystwo nie dokonało tam żadnego większego napadu spędzając czas na pijatykach i zabawach.

Jedna z takich hulanek w karczmie w Sidzinie omal nie zakończyła się tragicznie.

Po pijaństwie pięciu towarzyszy poszło spać w zbożu, a sześciu pod las. Tymczasem nad ranem przybył do wsi oddział harników. Sam Baczyński ledwie zdążył uciec do lasu i tu dopiero spotkał ratujących się ucieczką podobnie jak on kompanów. Harnicy zebrali jedynie porzucone przez zbójników bagaże. Udało się im też pochwycić kilku z towarzystwa. Po tej przygodzie cała kompania schroniła się do Ochotnicy, a Baczyński po tygodniowym pobycie ze swoimi podkomendnymi udał się do żony, do Białej Wody, gdzie pozostał przez siedem tygodni.

Następnie pojawił się znowu w Ochotnicy i tam zorganizował nową grupę. Znalazło się w niej pięciu dawnych kompanów harnasia i dwóch zupełnie obcych mężczyzn: stróż z Jaszczurowej oraz obraźnik z Ochotnicy, niejaki Śpiewak. Ten ostatni wskazał zbójnikom nowy obiekt napadu — zamożnego chłopa we wsi Obidza koło Jazowska.

Działo się to w roku 1735, kiedy towarzystwo zbójnickie hetmana Baczyńskiego napadło na Obidzy Wojciecha Łysopola.

1735. Hoc eodem anno 3 a Julii, zbuntowawszy się źli ludzie, alias zbójcy, naszli w tej farze na Obidzy Wojciecha Łysopola, gdzie go strasznie spiekli, że kiszki pomiędzy żebra widać było, a nie wzięli, tylko półtoraków 8, masła, sera etc., lecz na konfesatach więcej powiedzieli. W drugą czyli trzecią noc przyszli w tejże wsi na Krupę zmierzchem; powiązawszy samego i sarnę okrutnie męczyli, nie mogąc nic wymordować; samę Krupinę w piec rozpalony kładli dwa razy, aby się przyznała, która im o 6 – ciu półtorakach tylko powiedziała, tak dalece zgrzędeczona i spalona była, że czwartego dnia po spowiedzi świętej umarła, a na konfesatach o więcej się przyznali. Lecz że tego roku zaraz pod jesień zachwycono Pana Hetmana z trzeba inszymi, którzy długo siedząc w Krakowie na Zamku, Józef Baczyński, gdy go pytano, czemu by z jego przyczyny kobieta spalona umarła, powiedział na inkwizycji: „Ach bo jej czas przyszedł, bo stara była [...]".

Spodziewanych pieniędzy jednak nie znaleziono. Kompania Baczyńskiego obrabowała kilka dni później w Obidzy jeszcze jedno gospodarstwo, a następnie wyruszyła w okolice Starego Sącza i Łącka.

W Obidzy napadnięto na chłopa Krupę, którego wraz z żoną „powiązawszy.., okrutnie męczyli, nie mogąc nic wymordować, samą okrutnie męczyli, w piec rozpalony kładli dwa razy, aby się przyznała, która im o 6 półtorakach tylko powiedziała, tak dalece zgrzędeczona i spalona była, że czwartego dnia po spowiedzi śtej umarła..."

Obok zagród miejscowych gazdów ofiarą rabunku padł tam między innymi pleban w Mszanie.

Kolejną akcją towarzystwa był dokonany w rejonie Bysiny napad na dwóch kupców orawskich, zmierzających do Myślenic na targ. Zbójnicy zmusili ich do kupna pochodzącego z rabunku płótna. Po tym wyczynie całą noc bawili się i pili w karczmie w Bysinie. Stamtąd rankiem cała grupa ruszyła w kierunku Ochotnicy. Po drodze wstąpili w Kasince do domu niejakiego Stoczka, gdzie urządzili sobie kolejną zabawę. Nie sprzyjało im jednak na tej wyprawie szczęście; łupy były niewielkie, a w kilku wypadkach napadnięci nie mieli po prostu nic, co mogłoby zainteresować zbójników.

Wreszcie zniechęceni, z zabranym z Kasinki muzykantem-skrzypkiem przybyli zbójnicy do Dobrej i w chacie na przysiółku Wilczyska zatrzymali się na odpoczynek. Kupili mięsa, przyrządzili zeń ucztę, kilku udało się do wsi po wódkę. W gościnnej zagrodzie zostali harnaś, Józef i Wojciech Szerglowie, Szymon Paczyzak i Śpiewak.

Pojawienie się na Wilczyskach harników było dla kompanii Baczyńskiego pełnym zaskoczeniem. Kilku zbójnikom udało się jakimś cudem zbiec, zaś Baczyńskiego i Śpiewaka pojmano. Było to późną jesienią 1735 roku. Aresztowanych osadzono na zamku w Krakowie.

Kres ich działalności miał miejsce w okolicach Dobrej. O swoich ostatnich chwilach na wolności Baczyński opowiadał następującymi słowami:

 â€žWracając do Ochotnicy wstąpiliśmy do Kasinki, do chłopa Staszka, tam przyszedłszy posłaliśmy po gorzałkę do dworu. Wypiwszy gorzałkę poszliśmy stamtąd, wziąwszy skrzypki na Wilczysko do Dobrej. Tam przyszedłszy pytaliśmy się o mięso, gdzie kupiwszy u chłopa mięsa za tynfa, kazaliśmy zagotować, zjedliśmy, po gorzałkę posłaliśmy. Wtem wpadli harnicy i wzięli mnie. Wtenczas tam tylko było pięciu: ja, Józef i Wojciech Szerlegowie, Szymon Paczyzak i Śpiewak, którego zaraz wtenczas wzięto, a inni pouciekali. Wzięto przy mnie pieniędzy sto tynfów, płótna półsetek, ołowiu ze cztery funty, kul cynowych sto, proch z prochownicą, pistoletów parę, muszkiet z kościami nasadzany, pas lity węgierski." Rozprawa przeciw Baczyńskiemu na której padły powyższe słowa toczyła się przed sądem w Krakowie. Wyrok mógł być tylko jeden - śmierć poprzedzona wyrafinowanymi męczarniami.

Odbył się proces, a następnie egzekucja, prawdopodobnie na początku 1736 roku; z tego roku pochodzi bowiem zapis zeznań Józefa Baczyńskiego, czyli wspomniana już oblata. Wysokiemu sądowi przedstawił je oskarżyciel publiczny grodu krakowskiego Józef Zuchalski.

W kilka miesięcy później na terenie Spiszą został ujęty podhetmani babiogórskiego harnasia, Łazarczyk. Zawisł on na haku, na szubienicy w Lewoczy, a z nim razem stracono jego siedmiu towarzyszy.

PONIKIEW - ŚLADAMI NASZYCH PRZODKÓW 1395 - 2005 - STANISŁAW KSIĄŻEK – CIEKAWOSTKI O ZBÓJNIKACH BESKIDZKICH

Ciekawie historię Józefa Baczyńskiego opisał Stanisław Książek  w książce Ponikiew - Śladami naszych przodków 1395 - 2005, cytując zeznania zbójnika  za Kwartalnikiem Etnograficznym "LUD"  t. 34  z 1936r.

PONIKIEW - ŚLADAMI NASZYCH PRZODKÓW 1395 - 2005 - STANISŁAW KSIĄŻEK , PONIKIEW 2008 STR 340

Jest to niezwykle udana próba rekonstrukcji dziejów wsi Ponikiew. Praca ma charakter chronologiczny, historia Ponikwi przedstawiona jest od najdawniejszych czasów aż po prawie dzień dzisiejszy (do 2005r.). Autor zwraca przy tym szczególną uwagę na nakreślenie dziejów wsi na tle ogólnym, co jest zabiegiem jak najbardziej prawidłowym i co pozwala czytelnikowi na kompleksowe zrozumienie opisywanych zagadnień. Najbardziej wartościowe fragmenty książki dotyczą opisu zwykłego, codziennego życia mieszkańców wsi minionych czasów, obyczajów, obrzędów np. weselnych.

 

Historia napadu na krawca w Wadowicach tak jest opisana "Przyszedł do nas Jerzy Niżnik z Gorzenia, powracający z winobrania do Tokaja, za namową którego to doszło do pierwszego napadu na krawca Sowę na Mikołaju koło Wadowic, który jak wieść głosiła miał zakopane w dołku pieniądze. Początkowo Sowa się wypierał, że żadnych pieniędzy nie ma, ale gdy został "poczęstowany" w głowę toporzyskiem od siekierki, otworzył skrzynię, z której zabraliśmy mu trzy sukienne sukmany i 10 granatowych spodni.  Łup sprzedaliśmy a pieniędzmi podzieliliśmy się i każdy z nas poszedł swoją drogą".

To były początki. Później kompania zbójnicka obrabowała między innymi: karczmarza w Jaszczurowej, pana Skalskiego, dziedzica Śleszowic, wójta Jaszczurowej.

Byli również u księdza w Inwałdzie. Ksiądz nie mając swoich prywatnych pieniędzy otworzył im szkatułki kościelne, ale tych nie tknęli.

Na terenie państwa suskiego w 1720 roku wydano rozporządzenie, według którego poddani nie mogli wyjechać za granicę na okres dłuższy niż cztery tygodnie. Jeżeli ktoś przebywał na obczyźnie dłużej niż rok, tracił prawo do ojcowizny. Nakaz ten musiał zostać wprowadzony, gdyż podani pod pozorem wyjazdu za granicę przyłączali się do grup rozbójniczych. Zbójnictwo góralskie rozwijało się również w rejonie Beskidów. Sprzyjała temu bliskość granicy, tradycja oraz kryjówki trudne do odkrycia. Do rozwoju zbójnictwa przyczyniła się działalność Mikołaja Komorowskiego, który rządził "państwem żywieckim" od 1608 roku. Mikołaj Komorowski bezprawnie usuwał chłopów z bardziej urodzajnych ziem, a opornych okrutnie karał. Poddanych nie stać było na otwarty bunt, dlatego zbójnicy zyskiwali coraz większą popularność.

 

Opracowując projekt „Szlak Zbójników Karpackich” skorzystano z blisko 1000 źródeł dotyczących zbójnictwa karpackiego, które znajdują się tutaj. Kliknij!

 

PATRONAT NAD SZLAKIEM ZBÓJNIKÓW KARPACKICH SPRAWUJE

ŁAP-POL (Dystrybutor wędlin tradycyjnych)

oraz

FIRMA JANTOŃ S.A., Sp. K (producent win Zbójeckie Grzane)

 



"Zbójnicki Szlak" zosta3 wybrany najlepszym produktem turystycznym w najwiekszym projekcie
szkoleniowo-doradczym dla polskiej bran?y turystycznej. Projektowi patronowali:
do góry
2009-2012 © Zbójnicki Szlak Leszek M3odzianowski






POLECAMY

e-beskidy

Beskidy, noclegi, mapy,
kamery, og3oszenia, forum

karpackie-zboje

Napady ZBÓjnickie, wesela,
biesiady, kuligi, integracja

ulica-hafciana

Haft komputerowy, naszywki,
odzie? reklamowa

apter

Trekking w Alpach, Urlop
w górach, narty w Dolomitach


fundacja

Góralskie prelekcje, ZBÓjnicki questing,
towarzystwo naukowe, ZBÓjnicka biblioteka

karpacki-gazda

Przewodnik beskidzki, pilot wycieczek,
kierownik kolonii, Beskidy, —ywiec



Projekt „SZLAK ZBÓJNIKÓW KARPACKICH” FIRMY ZBÓJNICKI SZLAK LESZEK MŁODZIANOWSKI, a w szczególnoœci prezentowane koncepcje, pomysły i rozwišzania na mocy ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. Dz. U. nr 24 poz. 83 stanowiš własnoœć autora. Projekt ZBÓJNICKI SZLAK ani żadna z jego częœci nie może być w żaden sposób kopiowana, powielana, dystrybuowana bez pisemnej zgody autora.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

OPRAWE FOTO/VIDEO PODCZAS ZBÓJNICKICH IMPREZ INTEGRACYJNYCH SPRAWUJE FIRMA MTUR Media + Turystyka

Zbójnickiszlak.pl Tel - (+48) 609 789 879, E-mail - info@zbojnickiszlak.pl