PATRONAT HONOROWY NAD ZBÓJNICKIM SZLAKIEM

 
PATRONI MEDIALNI NAD PROJEKTEM ZBÓJNICKI SZLAK
Wydawnictwa i Magazyny Turystyczne:










Uczelnie Wyższe: Turystyczne
portale internetowe:

Miasta:
Media:





Regionalne organizacje:
 














Powiaty:
Instytuty turystyki: Izby turystyki:
Euroregiony:
Narodowe Organizacje Turystyczne:
Regionalne Organizacje Turystyczne:

FIRMY



WSPÓŁPRACA
NA ZBÓJNICKIM SZLAKU BEZPIECZEŃSTWO ZAPEWNIAJĄ



OGLĄDAJ NAS W
PISZĄ O NAS










ŻYWIECKI JANOSIK CZYLI JERZY FIEDOR - HETMAN Z KAMESZNICY

Proćpok grasował od Orawskiej Trzciany aż po Frydek Mistek. Często odwiedzał Górną Orawę. Wiadomo, że ofiarą napaści jego bursy zbójnickiej padli w okolicach Półgóry domokrążcy idący z Węgier do Polski z towarem. Wydała Proćpoka władzom frajerka Barbara Sołtyska. Jego kompanów ukrywających się na Polanie Przysłop BULKĘ i JARCO wydał MICHAŁ JURASZ.

Proćpak vel Kroćpak, prawdziwe nazwisko Jerzy Fiedor, najsłynniejszy zbójnicki hetman Ziemi Żywieckiej, znany też w Beskidzie Śląskim i Wysokim, pochodził z niewielkiej wsi żywieckiej Kamesznicy, położonej u wschodnich podnóży Baraniej Góry, w dolinie potoku Kamesznica, lewego dopływu Soły.

Nasz zbójnik zwał się Jerzy Fiedor Proćpak, ale używano również innych odmian jego imienia, mówiono o nim np. Jurko, Jura albo Juraj, co było naturalne dla ludzi żyjących przy granicy różnych państw i kultur. Przezwisko Proćpak tłumaczy się z czeskiego pročpak = dlaczego. Gwara góralska przekształciła brzmienie i zamiast Proćpak pojawił się Kroćpok. Przezwisko to uległo również apelatywizacji i funkcjonuje albo jako określenie mężczyzny niskiego, otyłego i gburowatego, albo złodzieja. Bywa też ekspresywizmem używanym w stosunku do swawolnych dzieci.

Od Babiej Góry po Czantorię śpiewano o nim ballady, opowiadano o jego wyczynach, chwalono zbójnicką sprawiedliwość, przebiegłość i siłę harnasia.

Zbójnicki życiorys Proćpaka znaleźć można w dwóch interesujących źródłach. Jednym z nich jest pochodząca z 1842 roku kronika autorstwa proboszcza żywieckiego księdza Franciszka Augustina, drugie to Pieśń o standrechcie i Proćpakowej bandzie w roku 1795, spisana w formie poematu relacja naocznego świadka pojmania harnasia i jego kompanii. Kronika księdza Augustina, dzieło w języku niemieckim, została odnaleziona w latach międzywojennych i opublikowana przez Stanisława Szczotkę w polskiej wersji językowej. Pieśń o standrechcie [...] odnalazł w materiałach po Lucjanie Malinowskim Juliusz Zborowski, językoznawca i etnograf, i opublikował ją w 1929 roku w „Ludzie", organie Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. Autorem utworu jest według wszelkiego prawdopodobieństwa niejaki Łukomski, rezydujący we wsi Wieprz, ojciec ówczesnego zarządcy dóbr Wielopolskiego, właściciela Żywiecczyzny.

Data urodzin Jerzego Fiedora-Proćpaka pozostaje nieznana. Pojawia się on w źródłach już jako człowiek żonaty, ojciec dzieciom, mieszkający w Kamesznicy razem ze swoim ojcem. Nic więcej o jego rodzinie nie wiadomo. Początkowo, jak większość młodych górali, późniejszy harnaś trudnił się kłusownictwem.

Ten proceder stał się bezpośrednią przyczyną przemiany ubogiego mieszkańca Kamesznicy w zbójnika. Podczas jednej z myśliwskich wypraw Proćpak przez pomyłkę zastrzelił pasącą się jałówkę, którą wziął za sarnę. Świadków zdarzenia nie było, niefortunny kłusownik oprawił więc upolowaną „zwierzynę" i z łupem wrócił do domu. Po pewnym czasie, gdzieś na pobliskim Śląsku spieniężył skórę. Skóra ta była potem koronnym dowodem w sprawie o kłusownictwo i zabicie jałówki. Tak Proćpak trafił przed oblicze sprawiedliwości i znalazł się w więzieniu w Wiśniczu.

Był rok 1792. Wytrzymał tu pół roku, a następnie uciekł i wrócił w rodzinne strony do domu. Po kilku dniach musiał jednak opuścić kryjówkę we własnej chacie. Do żywieckich dóbr przyszedł list gończy wysłany z wiśnickiego więzienia. Dowiedziała się o nim w porę żona Proćpaka i winowajca uciekł w pobliskie lasy. Z wypróchniałego buka wydobył schowane po ostatnim polowaniu strzelbę i proch, zaczął znowu kłusować.

Hej w tom liesie pod jaworom

siydzi Jur Proćpok z toporom

Na fulipce piyknie gro

ji na syćko spoziyro

I na biydnyk na bogatyk

ji na staryk ji na młodyk

Alie biydnym pomogo.

Rodzinę odwiedzał często przynosząc mięso z ubitej zwierzyny, a nawet pieniądze. Tu w lesie poznał podobnego jak on zbiega — dezertera z wojska, Chowaniaka ze Skawicy, a ten z kolei przyprowadził dwóch swoich towarzyszy, również ukrywających się dezerterów, Bulkę z Rycerki i Smyraka. Wkrótce dołączył do nich brat Proćpaka, Jarco. Tak powstała pierwsza Proćpakowa kompania zbójecka. Początkowo razem kłusowali, korzystając często z gościny w szałasach pasterskich, gdzie wymieniali mięso na ser i inne produkty żywnościowe.

Po pewnym czasie zmuszeni byli opuścić okolice Kamesznicy, gdyż straż leśna coraz skuteczniej oczyszczała tam teren z kłusowników. Przenieśli się w bardziej niedostępne babiogórskie lasy.

W. Ochmański w swoich rozważaniach z 1950 roku broni Proćpoka i tłumaczy jak traktować trzeba kłusownictwo przyszłego zbójnika:

„Przepędzeni przez obławy z lasów koło Jabłonkowa i Kamesznicy ucie­kli na Babią Górę; ponieważ zwierzyny było tu mało, wzięli się do rabun­ku. Zbójnictwo Proćpaka było więc wyrazem walki z ówczesnym ustrojem, który popierał możnych wyzyskiwaczy, a biednemu góralowi zabraniał kłu­sować pod groźbą surowych kar. Takiego wymiaru sprawiedliwości góral nie rozumiał, gdyż w jego pojęciu kłusownictwo w ogóle nie było przestępstwem, ani w konsekwencji nie uznawałâ€.

Ofiarą pierwszego napadu Proćpaka i jego kompanów padło dwóch (czy trzech) słowackich kupców — domokrążców idących z Węgier, od wsi Półgóra (Polhora - obecnie Słowacja) do Polski. Napadnięci zaczęli się bronić, a wtedy Proćpak jednego z nich zabił strzałem w głowę. Według zapisu w kronice księdza Augustina zastrzelił też drugiego Słowaka, aby nie mieć świadka rabunku. Łupem zbójnika padło trochę wyrobów z blachy, ałun i jedwabie. Zachęceni powodzeniem rozpoczęli teraz serię śmiałych napadów i jak zapisał autor Pieśni o standrechcie [...] o bandzie Proćpaka „całe lato słychać było tu i ówdzie w krajach w Śląsku, w Polsce i po Orawie, w Węgrach". Kompania znacznie się powiększyła ciągle zmieniając i uzupełniając swój skład. Mnożyły się dokonywane przez nią rabunki i zabójstwa.

W Kasperkach, osadzie położonej na wschód od Koniakowa ofiarą napadu padł np. handlarz płótna i jego żona. Zbójnicy zamordowali małżonków znęcając się nad nimi przed śmiercią, głównie w celu uzyskania informacji o ukrytych bogactwach. Następnie kompania Proćpaka obrabowała zamożnych mieszkańców Rycerki Górnej. Gospodarza zabito, zaś jego żonę pobitą i zakneblowaną zostawiono w chacie, gdzie nieszczęsną kobietę znaleźli dopiero sąsiedzi. Łupem zbójników padło 1400 złotych.

Kolejnym wyczynem towarzystwa był śmiały napad na plebanię w Zawoi. Pewnego dnia do miejscowego organisty przyszło sześciu ludzi prosząc go o udanie się do chorego. Wyszedł on z domu, aby powiadomić proboszcza, a wtedy przybysze grożąc mu pistoletem kazali zaprowadzić się na plebanię.

Kiedy gospodyni otworzyła drzwi, zbójnicy wtargnęli do środka, pochwycili kobietę i wsadzili ją do wielkiej drewnianej kadzi stojącej w sieni, a następnie zażądali od zaskoczonego księdza pieniędzy. Cały majątek kapłana zagarnięty przez rabusi wynosił tylko 112 złotych. Zbójnicy wsadzili następnie proboszcza do tej samej kadzi, w której zamknęli już gospodynię, a kadź przyłożyli deską i ciężarem, aby uwięzieni nie mogli się wydostać. Obrabowali plebanię głównie z bielizny i odzieży i wyruszyli w stronę Babiej Góry zabierając ze sobą organistę, aby ten nie mógł zawiadomić nikogo o napadzie. Puścili go daleko poza wsią i dopiero wtedy zaalarmował on wieś i uwolnił księdza.

Wkrótce po tym wydarzeniu towarzystwo Proćpaka dokonało napadu na Żyda w Trzcianie na terenie ówczesnych Węgier (obecnie Trstena na Słowacji). Żyda zamordowano. Podobny los spotkał kolejną ofiarę — handlarza płótna z Mistka (obecnie Frydek-Mistek w Czechach) wracającego z Orawy do domu przez Jeleśnię, w pobliżu której właśnie zginął. Już po pierwszym morderstwie dokonanym przez kompanię Proćpaka, Łukomski, zarządca dóbr żywieckich zamieszkały w Wieprzu, skierował do miejscowych władz stosowny raport wraz z prośbą o przysłanie wojska, które rozprawi się z rabusiami, gdyż, jak twierdził, tutejsi chłopi nie mają odwagi ani ochoty, jako wspólnicy zbójników, do walki z nimi. Sam omal nie ujął kompanii Proćpaka. Towarzystwo bawiło się w karczmie w Rajczy.

Towarzystwo Proćpaka czuło się w miarę bezpiecznie, ze względu jak sam mówił na przesłuchaniu:

Z nas miał każdy swe kochanki, dziwki i kubity,

Które nam prędko doniosły, kiedy harnicy szukać wyśli.

Łukomski, powiadomiony przez kogoś o miejscu pobytu zbójników, zorganizował szybko grupę zbrojnych złożoną głównie ze straży leśnej i otoczył karczmę. Zbójnicy jednak bronili się zaciekle i ekspedycja Łukomskiego zakończyła się niepowodzeniem, a Proćpak i jego towarzysze odgrażali się zarządcy obiecując zemstę.

Kompania grasowała nadal w okolicach Jabłonkowa, Wisły, Jeleśni, Ślemienia, Łękawicy, a nawet Kalwarii Zebrzydowskiej i, jak wspomina autor Pieśni o standrechci [...]: „... gościniec nie był pewny, poczta i podróżni".

Wreszcie na wezwanie miejscowych władz jesienią 1795 roku przybyły w Żywieckie dwie kompanie wojska, które rozlokowano we wsiach uważanych na zbójnickie gniazda: Milówce, Kamesznicy, Wieprzu. Wraz z tutejszą strażą leśną i oddziałami złożonymi z okolicznych chłopów wojsko rozpoczęło metodyczne przeczesywanie okolicy, przesłuchania, obławy itp. Po kilku tygodniach bezskutecznych działań pojawił się pierwszy ślad. Baca gospodarujący na hali Szczotków, znanej od dawna jako miejsce schronienia okolicznych zbójników, przybywszy do wsi w niedzielę zgłosił władzom, że kilka dni wcześniej odwiedziło jego bacówkę czterech mężczyzn, prawdopodobnie z towarzystwa Proćpaka, domagając się chleba. Gdy przekonali się, że brak go w szałasie, odeszli w stronę lasu.

We wskazanym kierunku wyruszyła obława: żołnierze, leśnicy, chłopi z Ciśca, Milówki i Rajczy. Po przybyciu w okolice hali znaleziono świeże ślady obozowiska, a w pobliżu ukrytego w wypróchniałym drzewie zbójnika. Zeznał on, że obozująca grupa liczyła sześć osób, ale miejsca ich pobytu nie potrafił podać. Wkrótce jednak znaleziono następnych trzech: dwóch wciśniętych w rozpadliny skalne i jednego na drzewie. Tego ostatniego zdradziły krążące nad drzewem zaniepokojone wrony. Pojmanych zbójników odprowadzono do Milówki, a następnie odtransportowano do Wieprza. Tam w czasie przesłuchań ujawnili oni nazwiska około siedemdziesięciu osób w różny sposób powiązanych ze zbójnicką kompanią. Osoby te aresztowano i osadzono w Wieprzu. Wśród uwięzionych znalazła się też rodzina Proćpaka mieszkająca w Milówce — żona, dzieci, ojciec i kilku dalszych krewnych. Przesłuchiwano ich szczególnie surowo, usiłując m.in. biciem wydobyć informacje o miejscu pobytu zbójnika. Wszystkich mających jakikolwiek kontakt ze zbójnikami, a nawet tych, którzy jedynie znali ich nazwiska i miejsca pobytu, a nie poinformowali o tym władz, skazano na chłostę kijami. Około czterdziestu osób, którym udowodniono udzielanie zbójnikom pomocy, uczestniczenie w ich zabawach itp. odesłano do więzienia w Wiśniczu. Do pomocy w prowadzeniu przesłuchań przybył syndyk z Bielska. Proćpak i jego kompania przebywali jednak nadal na wolności.

Główną bazą wypadową grupy Proćpaka była nadal Kamesznica. Tam też miał swoją frajerkę — wdowę chałupniczkę Barbarę Sołtyskę, u której ostatnio zimował i chował łupy. Podobno zastrzelił niechętnego mu jej brata, co jednak nie zraziło kobiety do dzielnego harnasia, zwłaszcza że za swoją dla niego sympatię Sołtyska otrzymywała od zbójnika stroje i dukaty. Właśnie ta harnasiowa frajerka stała się, jak w klasycznej zbójnickiej balladzie, przyczyną zguby harnasia.

W listopadzie 1795 roku Barbara Sołtyska była chrzestną na chrzcinach w Milówce. Na tychże chrzcinach bawił również w roli chrzestnego gospodarz z Kamesznicy, przysięgły. Wracali oni razem do domu, a po drodze towarzysz Sołtyski ubolewał nad dolą rodziny Proćpaka, zwłaszcza starego ojca niemiłosiernie bitego w śledztwie. Nadmienił przy tym, że harnaś mógłby w jakiś sposób powiadomić władze, iż nie ukrywa się u rodziny, co uchroniłoby tę od uciążliwych przesłuchań. Wtedy przejęta opowieścią Sołtyska, podochocona prawdopodobnie wypitą na chrzcinach wódką, powiedziała coś, co pozwoliło przysięgłemu z Kamesznicy domyślić się, że zna ona miejsce pobytu zbójnika. Powiadomił o tym natychmiast władze w Milówce.

Jeszcze tej samej nocy grupa dziesięciu żołnierzy i dwóch gajowych otoczyła dom gadatliwej frajerki. Całe obejście gruntownie przeszukano, Proćpaka nigdzie jednak nie było, mimo że ślady w łóżku świadczyły, iż przed chwilą wstały z niego dwie osoby. Opuszczając penetrowaną chatę jeden z gajowych zwyczajem ówczesnych rewidujących usiłował coś sobie przywłaszczyć. W tym celu sięgnął ręką za drzwi w nadziei, że znajdzie tam słoninę i natrafił na głowę Proćpaka.

W taki to prozaiczny sposób najsłynniejszy żywiecki harnaś trafił w ręce sprawiedliwości. Było to 26 listopada lub pod koniec grudnia 1795 roku.

Przy ujętym zbójniku znaleziono pięćdziesiąt cztery złote dukaty, dwa kosztowne pistolety i dubeltówkę. Broń ta była ukryta poza domem, w stojącej osobno piwnicy. Proćpaka, jego frajerkę i jej córkę Hankę (czy jak chce ksiądz Augustin — służącą) wsadzono na wóz i odtransportowano do Milówki do domu nadleśniczego. Stąd natychmiast wyruszył goniec do dworu, do Wieprza, gdzie aktualnie przebywali w związku z akcją przeciw zbójnikom przedstawiciele prawa.

W pierwszej chwili najbliżsi towarzysze Proćpaka, Smyrak i Bulka, oraz jego brat Jarco uniknęli aresztowania. Jednak już wkrótce i oni wpadli w ręce sprawiedliwości. Smyrak ukrywał się na jednej z okolicznych hal ze swoją frajerką. O miejscu jego pobytu doniósł ktoś władzom, urządzono obławę. Zbójnik przy pomocy dziewczyny bronił się i tym razem udało mu się wymknąć, lecz niebawem złapano go w czasie obławy w lesie i odwieziono do Wieprza.

W czasie drogi próbował ucieczki, a już na miejscu, w areszcie, usiłował zabić ciosem kajdan przesłuchującego go pisarza, wykorzystując moment, gdy został z nim sam na sam. Niedługo potem w więzieniu znaleźli się też Bulka i Jarco. Wydał ich niejaki Michał Jurasz, u którego znaleźli schronienie na polanie Przysłop, mimo że za udzielanie pomocy zbójnicy obiecali mu pięćdziesiąt dukatów i jedzenie. Tenże Jurasz pod pozorem konieczności dokonania zakupów udał się do Milówki i tam doniósł władzom o miejscu pobytu poszukiwanych. Wojsko i gajowi wyruszyli natychmiast we wskazanym kierunku i pochwycili niczego nie spodziewających się zbójników.

Niefortunna kochanka Proćpaka odwiedziła go w więzieniu, a wizyta ta omal nie skończyła się dla niej tragicznie. Proćpak i Smyrak usiłowali udusić kobietę łańcuchami od kajdan. W ostatniej chwili uratowali ją strażnicy więzienni.

W związku z mającymi się odbyć przesłuchaniami uwięzionych miejscowy sędzia i komisarz przewidując długie śledztwo zwrócili się o pomoc do Wiśnicza i okolicznych ośrodków. Przybyli sędziowie i urzędnicy sądowi z Białej, Cieszyna, Kęt, zjawili się także kaci z Bielska i Cieszyna. Sąd urzędował w Żywcu, Milówce i Wieprzu.

Poniżej podajemy wiadomości, których sąd od Proćpaka m.in. się dowiedział:

Ja znalazłem przyjaciółkę  Barbarę   Sołtyskę,

W Kameśnicy chałupniczkę, hali uczestniczkę.

Pięćdziesiąt trzy dałem dukaty, aby mnie chowała.

I u siebie, jako męża mieszkającego precz, wyzimowała,

Od tej sołtyski, choć jej brata zastrzeliłem,

Przecie chowany i kochany byłem

Kiedy na pogrzebie brata płakała i mdlała,

Mnie jednak u siebie wtenczas w łożnicy chowała.

Przez lato dobrze nam  to było;

Kiedy  nie  sarna,  to  baron;

Znowu hala, mleko, syr i masła;

Żyd  dość wódki  dawał.

To życie nam się podobało

I większą odwagę dało.

Każdy miał swą jamę w skałach

Albo puste  drzewo,

Gdzie się schował bardzo dobrze,

Że go nie znaleziono.

Ale gdy już zima przyszła,

Nie można tam nocować,

Znowu każdy szukał miejsce,

Gdzieby przezimować...

W sumie oskarżonych zostało, razem ze wspomnianymi już wcześniej, około stu pięćdziesięciu osób odpowiadających za uprawianie zbójnickiego rzemiosła i współdziałanie ze zbójnikami, oraz szereg innych sądzonych tylko za zatajenie informacji o Proćpaku i jego towarzyszach. Od września do grudnia zapadło dwieście wyroków: dwadzieścia osiem wyroków śmierci, siedemdziesiąt skazań na ciężkie więzienie, sto na chłostę, zaś czterech dezerterów odesłano do macierzystych jednostek.

Egzekucje trwały kilka dni, a zakończyła je śmierć harnasia. Z tej okazji miejscowe władze zaprosiły duchownych z całego dekanatu do dysponowania skazańców na śmierć. Dla postrachu osądzonych wieszano w miejscowościach, w których mieli swoje bazy lub z których pochodzili.

Jednym z towarzyszy Proćpokowej bandy był syn bogatej wdowy, która w ślepej miłości matczynej pozwalała mu za młodu na wszelkie swawole i w ten sposób nie ustrzegła go przed oddaniem się rozbojom. Ujęty i skazany na śmierć, prosił o umożliwienie mu pożegnania się z matką. Gdy ta przybyła na miejsce kaźni i schyliła ku niemu głowę zbójnik chwycił zębami za jej ucho (ręce miał skrępowane), odgryzł je, po czym z całej mocy kopnął kobietę w brzuch i krzyknął: „Giń ze mną, niedobra matko!"

Egzekucja Proćpaka i jego towarzystwa była ostatnią większa rozprawą ze zbójnikami w Karpatach Zachodnich.

Idąc na szubienicę Proćpak, który widział wieszanie swoich kompanów, popatrzył po górach, łza zakręciła mu się w oku i powiedział: Wisoj warcyj. Zawdyk mierził wysoko, niekze wysoko skońcem. To miały być według legendy ostatnie słowa ostatniego harnasia Żywiecczyzny. Podobno do dziś dnia gdzieś w okolicach chatki na Pietroszonce leży zakopany skarb Jerzego Fiedora - kotlik z dutkami.

Jyncom góry, jyncom

Jak Proćpoka myncom

Jesce niy tak bydom

Kiy go wisaj bydom.

Razem z Jerzym Fiedorem stracono wówczas 21 osób, 77 dalszych oćwiczono rózgami, a 41 skazano na karę więzienia w Wiśniczu – byłym klasztorze karmelitów bosych, a od 1783 r. ciężkim więzieniu dla kryminalistów i zbójników z Karpat.

Z wyrokiem Proćpak miał pecha. W Austrii parę lat wcześniej przeprowadzono reformę prawa. Kodeks karny Józefa II z 1787 r. czyli „Powszechny kodeks karny o zbrodniach i karach" zniósł karę śmierci, ale, niestety dla Fiedora, tylko w postępowaniu zwyczajnym. W postępowaniu doraźnym, które było ogłaszane w przypadku buntów i rozruchów (i zbójnika dotyczyło), kara śmierci została utrzymana. Wykonywano ją w jedynej formie - przez powieszenie. Kamesznicki harnaś został skazany właśnie przez taki sąd specjalny - doraźny Standrecht. A jak wiadomo, sądy doraźne nie miały i nie mają na ogół wymiarem sprawiedliwości nic wspólnego. Najczęściej skazywały na najwyższy wymiar kary, zgodnie z ludową powiastką: – Standrecht jest straszliwy środek ukarania, / Bo tedy kogo złapią, tam zaraz obwieszania.

Proćpak został stracony w styczniu 1796 roku wraz z kilkoma towarzyszami. Egzekucje wykonywano już od kilku dni, śmierć harnasia miała zakończyć cały wymiar sprawiedliwości. Z tej okazji miejscowe władze już w początkach stycznia zaprosiły duchownych z całego dekanatu do dysponowania skazańców na śmierć. W trakcie miał miejsce jeszcze jeden ciekawy epizod. Otóż zbójnicy z zemsty oskarżyli też w śledztwie wspomnianego już organistę z Zawoi jako swojego wspólnika. Nieszczęśnik został wraz z nimi skazany. Uratował mu życie proboszcz z Jeleśni, ksiądz Pawluszkiewicz, który w oparciu o spowiedź skazańca zażądał rewizji wyroku. Z początku niewiele to pomogło, ale gdy dwaj zbójnicy przed egzekucją odwołali oskarżenie, organistę uniewinniono.

Egzekucja Proćpaka i jego towarzystwa była ostatnią większą rozprawą
ze zbójnikami na terenie Żywiecczyzny. Dla postrachu osądzonych wieszano w miejscowościach, w których mieli swoje bazy, lub z których pochodzili. W rodzinnej Kamesznicy harnasia stanęło aż dwadzieścia jeden szubienic. Na jednej z nich zginął on sam.

Legenda

Już w niedługi czas po egzekucji Proćpak stał się bohaterem miejscowego folkloru. W ludowej legendzie rabował tylko bogatych, ubogim rozdawał zebrane skarby. Opiekował się tylko uczciwymi. Wszystkich, którym chciał pomóc poddawał próbie; tak np. dwom biednym chłopom, którzy chcieli kupić woły, dał na nie pieniądze, ale kazał kupić sobie i dostarczyć w umówione miejsce prochu i śrutu czy też tytoniu. Innym znów razem ofiarował kobiecie talary na nowe buty polecając przy tym zakupić dla siebie ćwieczków, a gdy skąpa gaździna skłamała, że brakło jej pieniędzy, przykładnie ją ukarał.

Był też jasnowidzem, nic przed nim nie mogło się ukryć. Przekonali się o tym dwaj kupcy z Jabłonkowa, którzy schowali dukaty w śmietanie, przekonani, że tam harnaś ich nie znajdzie.

Śpiewano o Proćpaku w Żywieckiem:

Nie ma nad Proćpaka tęzsego chłopaka.

On kieby pon jaki mo kabat złocisty.

Cerwone chodaki, pas rzemienny cysty,

Za pasem toporek i dukatów worek.

Podobnie jak większość sławnych zbójnickich hetmanów trafił harnaś
z Kamesznicy na karty literatury. Najciekawszą pozycją na jego temat jest bez wątpienia wspomniana już Pieśń o standrechcie [
...], rzetelna, wierszowana relacja z rzeczywistych wydarzeń.

W oparciu o ten utwór Jan Kocznur napisał i wydał w 1945 roku obszerny poemat Pieśń o zbójniku Proćpaku. Interesującą przygodową powieść Zbójnicki Los poświecił też harnasiowi Konstanty Stecki.

Miejsca związane z legendarnym harnasiem:

¡         Kamesznica – dworek

¡         Hala Boracza – kryjówka Proćpaka

¡         Muńcół – zbójnickie piwnice Proćpaka

¡         Rycerzowa razem z Muńcołem posiadały tajemny chodnik, tunek w którym ukryte były zbójnickie skarby.

¡         Zawoja – plebania

¡         Barania Góra

¡         Wiśnicz

¡         Pietroszonka – tam ukryty jest kotlik ze złotymi dukatami

¡         Babia Góra

¡         Pomnik Ludvika de laveux w Rycerce

¡         Rajcza – była tam legendarna karczma

¡         Hala szczotków – miejsce, gdzie u zaprzyjaźnionego bacy zbójnicy znajdywali schronienie

¡         Polana Przysłop – miejsce ukrywania się zbójnika Proćpoka

¡         Żywiec – zamek - więzienie

CIEKAWOSTKI O ZBÓJNICKU PROĆPOKU Z KAMESZNICY

 

Wzrastający za rządów Komorowskich i Wielopolskich wyzysk prowadził do zubożenia górali. Coraz trudniejsze warunki życiowe, dezercje z wojska oraz hardość ludzi spowodowała powstanie zbójnictwa na terenie Beskidu Żywieckiego. W trudnodostępnych kniejach wiły się wąskie "zbójnickie chodnicki" i prowadziły na przełęcz Glinkę, którędy do dzisiaj prowadzi prastary szlak handlowy na Węgry. Masny z Szarego, Martyn Portasz, Sebastian Bury, Balcer Hutyra, Wyderka z Ujsół to najbardziej znani harnasie, ale najsłynniejszym z nich był bez wątpienia Jerzy (częściej Jurek) Fiedor z Kamesznicy, zwany Proćpakiem, żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku.

 

Jan Rusnok w wydanym w 1980 roku Kalendarzu Beskidzkim przytacza następującą legendę o nim:

 

Kiedyś Żywiec słynął szeroko i daleko nie tylko z doskonałych kiełbas, lecz także z wielkich jarmarków, na które ściągali kupcy ze Śląska, Słowacy i ze wszystkich okolicznych powiatów. Na jeden z takich jarmarków wybrali się dwaj rzeźnicy z Cieszyna: Jan Ligocki i Franciszek Mater. Szli przez Jabłonkę i Istebną. Gdy tylko przekroczyli granice Śląska. Natknęli się na zbójników. Było ich dwunastu. Proćpak podszedł do nich i kazał im wyłożyć pieniądze. Jeden z nich miał pięćset, a drugi trzysta reńskich na zakup wołów w Żywcu. Po krótkiej pogawędce z nimi Proćpak zwrócił i pieniądze i dodał im 800 swoich reńskich, prosząc ich, by mu kupili w Żywcu prochu i śrutu. Jeden z rzeźników prochu i śrutu nie kupił. i postanowił wracać do Cieszyna inną drogą. Do zmiany drogi namówił tego, co proch i śrut zakupił. Jak znaleźli się z bydłem w górach, spotkali, o zgrozo, Proćpaka i jego towarzyszy. Ten, który był inicjatorem zmiany drogi, tłumaczył się, jak mógł, dlaczego znaleźli się na innej niż poprzednio drodze. Uratowało ich tylko to, że jednak proch i śrut mieli ze sobą. Na odchodnym Proćpak pogroził krętaczowi pistoletem. Pewnego razu jeden kupiec z Jabłonkowa szedł z Orawy. Znał się dobrze z Proćpakiem. W drodze spotkał się z nim. Herszt zbójnicki prosił o pożyczenie mu kilkuset reńskich. Kupiec przypomniawszy sobie stare śląskie powiedzenie: "Gdy jesteś przed piekłem, to musisz diabła stryjkiem nazywać", wyciągnął z kalety reńskie i dał zbójnikowi. Proćpak po pewnym czasie zwrócił kupcowi wypożyczoną sumę. Kupiec mimo to nigdy Proćpakowi nie ufał.

 

ZBÓJNICKIE SKARBY NA MUŃCULE

 

Pamiątki po zbójnikach zachowały się i w rejonie Mładej Hory. Na Muńcule wg. opowiadanej do dzisiaj i na Mładej Horze legendzie są Zbójeckie Piwnice, pełne zrabowanych skarbów. Raz do roku - podczas procesji Bożego Ciała, gdy ksiądz czyta przy kolejnych ołtarzach Ewangelie, piwnice otwierają się i ukazują całe zgromadzone bogactwo. Tylko wtedy można naczerpnąć z nich złota, ale wymaga to odwagi, bo skarbów pilnuje zły duch przybierający postać czarnego barana.

 

 

Opracowując projekt „Szlak Zbójników Karpackich” skorzystano z blisko 1000 źródeł dotyczących zbójnictwa karpackiego, które znajdują się tutaj. Kliknij!

 

 

PATRONAT NAD SZLAKIEM ZBÓJNIKÓW KARPACKICH SPRAWUJE

ŁAP-POL (Dystrybutor wędlin tradycyjnych)

oraz

FIRMA JANTOŃ S.A., Sp. K (producent win Zbójeckie Grzane)



"Zbójnicki Szlak" zosta3 wybrany najlepszym produktem turystycznym w najwiekszym projekcie
szkoleniowo-doradczym dla polskiej bran?y turystycznej. Projektowi patronowali:
do góry
2009-2012 © Zbójnicki Szlak Leszek M3odzianowski






POLECAMY

e-beskidy

Beskidy, noclegi, mapy,
kamery, og3oszenia, forum

karpackie-zboje

Napady ZBÓjnickie, wesela,
biesiady, kuligi, integracja

ulica-hafciana

Haft komputerowy, naszywki,
odzie? reklamowa

apter

Trekking w Alpach, Urlop
w górach, narty w Dolomitach


fundacja

Góralskie prelekcje, ZBÓjnicki questing,
towarzystwo naukowe, ZBÓjnicka biblioteka

karpacki-gazda

Przewodnik beskidzki, pilot wycieczek,
kierownik kolonii, Beskidy, —ywiec



Projekt „SZLAK ZBÓJNIKÓW KARPACKICH” FIRMY ZBÓJNICKI SZLAK LESZEK MŁODZIANOWSKI, a w szczególnoœci prezentowane koncepcje, pomysły i rozwišzania na mocy ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. Dz. U. nr 24 poz. 83 stanowiš własnoœć autora. Projekt ZBÓJNICKI SZLAK ani żadna z jego częœci nie może być w żaden sposób kopiowana, powielana, dystrybuowana bez pisemnej zgody autora.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

OPRAWE FOTO/VIDEO PODCZAS ZBÓJNICKICH IMPREZ INTEGRACYJNYCH SPRAWUJE FIRMA MTUR Media + Turystyka

Zbójnickiszlak.pl Tel - (+48) 609 789 879, E-mail - info@zbojnickiszlak.pl