PATRONAT HONOROWY NAD ZBÓJNICKIM SZLAKIEM

 
PATRONI MEDIALNI NAD PROJEKTEM ZBÓJNICKI SZLAK
Wydawnictwa i Magazyny Turystyczne:










Uczelnie Wyższe: Turystyczne
portale internetowe:

Miasta:
Media:





Regionalne organizacje:
 














Powiaty:
Instytuty turystyki: Izby turystyki:
Euroregiony:
Narodowe Organizacje Turystyczne:
Regionalne Organizacje Turystyczne:

FIRMY



WSPÓŁPRACA
NA ZBÓJNICKIM SZLAKU BEZPIECZEŃSTWO ZAPEWNIAJĄ



OGLĄDAJ NAS W
PISZĄ O NAS










HALA MAJERZ I ZBÓJNICY

Na hali Majerz można odwiedzić bacówkę, gdzie uczestniczy się w pokazie wyrobu produktów regionalnych i popróbować  ocypków, bryndzy, bundzu, żentycy – ulubionych smakołyków zbójników.

Oscypek to ser owczy, którego produkcja rozpoczyna się w momencie dojenia owiec. Kolejnym krokiem jest przecedzenie mleka przez lniane płótno do specjalnej beczki. Do tak przecedzonego mleka dodaje się podpuszczkę, dzięki której po niedługim czasie powstaje masa serowa. Z tak przygotowanej masy serowej wyciska się serwatkę. Podczas wyciskania serwatki macza się kilkakrotnie masę serową w gorącej wodzie. Odciśnięty kawałek sera formuje się umieszczając go w drewnianej formie nadającej mu kształt stożka. Następnym krokiem jest kąpiel solankowa, która służy wyciągnięciu wody z oscypka i zniszczeniu bakterii. Ostatnim elementem produkcji jest wędzenie, które następuje po kilkudniowym leżakowaniu sera.

Bryndza – miękki ser z mleka owczego (czasami z dodatkiem krowiego).

Bundz – otrzymuje się z mleka owczego lub owczego z dodatkiem mleka krowiego przez dodanie podpuszczki i podgrzewanie.

Żentyca – serwatka powstająca w trakcie produkcji bundzu.

 

HALA MAJERZ – duża hala (w pasterskim rozumieniu) znajdująca się na grzbiecie i stokach Majerza w Pieninach Czorsztyńskich. Przebiega przez nią droga z Krośnicy do Niedzicy oraz odgałęziająca się od niej droga do Czorsztyna (a przy niej wiata dla turystów). Hala ciągnie się od przełęczy Osice aż do zabudowań Czorsztyna i przełęczy Snozka Zamecka (około 1,8 km). Po południowej stronie jej stoki opadają do doliny Harczygrund, po północnej do Lasku (dawniej był to rezerwat leśny, obecnie obszar ochrony ścisłej).

W XVI wieku był tutaj folwark, wspominają o nim dokumenty z 1598 i 1632 r. W okresie międzywojennym Majerz był własnością dworską, funkcjonowała na nim owczarnia. Wiele podań ludowych mówi, że często halę i bacówki odwiedzali zbójnicy.

W 1943 przeprowadzano tutaj na powierzchni 70 ha (300 owiec) doświadczenia nad pasterstwem górskim oraz właściwym nawożeniem hal. W 1949 okoliczni chłopi przerwali te doświadczenia; zajęli halę i zaorali ją, po 1951 działały tutaj spółdzielnie rolnicze. W 1992 halę i zabudowania wykupił Pieniński Park Narodowy. Dawny biurowy budynek ostatniego jej przedwojennego właściciela przebudowano i znajduje się w nim jeden z pięciu pawilonów Pienińskiego Parku Narodowego (przy wjeździe do Czorsztyna od strony hali). Na hali w dalszym ciągu prowadzony jest tzw. wypas kulturowy i jest na niej bacówka, w której można kupić wyroby z mleka owczego. Dzięki wypasowi hala nie zarasta lasem i zachowana zostaje różnorodność gatunkowa.

Nazwa hali pochodzi od niemieckiego słowa Maierhof oznaczającego folwark, na Podtatrzu zostało ono spolszczone do majerza. Na Spiszu majerzem nazywano koszary, w których trzymano na polu krowy przez sezon wypasowy, zaś majerem odpowiednika bacy (w odróżnieniu od niego nie zajmował się owcami, lecz krowami).

Przez środek hali prowadzi główny graniowy szlak Pienin. Ze szlaku tego oraz z drogi do Czorsztyna rozległe widoki, m.in. na cały łańcuch Tatr i Pasmo Lubania. Często zatrzymują się tutaj kierowcy, by z hali popatrzeć na Tatry.

Szlak turystyczny

Szlak niebieski - przez wierzchołek i całą Halę Majerz prowadzi niebieski szlak turystyczny na odcinku Czorsztyn – Trzy Korony. Czas przejścia: z Czorsztyna 15 min, z przełęczy Osice 15 min.

ZBÓJNICY I PASTERZE

Zbójnickie „wizyty” u pasterzy na halach po twierdza Stanisław Witkie­wicz:

Zbójnicy przychodzili nocą na szałasy, przynosili z sobą wódkę, wino, rznęli owce i wyprawiali uczty do świtania, oddając się z całą wściekłością swego temperamentu hulance, tańcom i szaleństwom z juhaskami, między któremi mieli często swoje kochanki. Baca i juhasi radzi ich widzieli, było im wesoło, beczały gajdy, to jest kobzy, skrzy­piały gęśle, piskały piszczałki, a za owce, porznięte zbójnickiemi nożami, nie odpowiadało się wcale. Dobre stosunki bacy i juhasów ze zbójnikami nie dziwią, gdyż sami bacowie niekiedy łączyli pasterskie obowiązki ze zbójnickim procederem.

Wspominał o tym już Kazimierz Władysław Wójcicki:

Baczów uważać należy jakby oddzielną kastę; różnią się tĂŠż ubiorem. Kapelusz z wielkiemi skrzydłami, koszula i spodnie napojone olejem, przez co czarnego nabiĂŠrają koloru, pas szeroki z długim nożem. Żyjąc prawie samot­nie przez całe lato, są skłonni do rozbojów i z nich tĂŠż najwięcĂŠj suszy kości na wysokich szubienicach.

Zdarzali się też bacowie, zbójnicy i muzykanci w jednej osobie. Przykła­dem może być Wojciech Gał, baca z Hali Kondratowej, który sławnie grał na dudach. Poza tym trudnił się głównie, jako złodziej, napadaniem na inne hale i porywaniem baranów, byczków, sera i co mu pod rękę podpadło. Przecho­dził z Kondratowej na Liptów i tam kradł najczęściej. Mięsa z pokradzionych bydląt miało być u niego w szałasie zawsze pełno i uczta była nieustająca. Atakował też kupców, którzy w jesieni nabywali na halach owce. Żeby kiedy kogo zabił, albo ukrzywdził, nie słychać. Gał słynął z tego, iż miał nóż, z któ­rym wyszedłszy np. na granicę polsko-węgierską w górach, zakreślał na ziemi koło i nóż wbijał w okrąg: z tego zawsze „zmiarkowałâ€, czy „będzie scęście abo nie” i nigdy się podobno nie mylił (Przerwa-Tetmajer)

Podstawową przyczyną ścisłych związków pasterzy z kompaniami zbójnic­kimi był fakt, że obie te grupy przez kilka miesięcy w roku działały na tym samym terenie w tych samych, często trudnych warunkach klimatycznych itp.. a w związku z tym pojawiała się nierzadko konieczność wzajemnej pomocy i solidarności. Dobre stosunki między szałasami a zbójnikami dawały obu grupom wielkie szanse przetrwania i rozwijania swojej działalności. Przy tym pasterze i zbójnicy rekrutowali się z reguły z identycznego lub podobnego środowiska; często pochodzili z tego samego regionu, wsi, a nawet rodziny. Byli więc na ogół nosicielami tej samej kultury, reprezentowali ten sam światopogląd, gdzie elementem dominującym było umiłowanie dawnej pasterskiej swobody, która nie mieściła się w narzuconych z zewnątrz ramach, co już wyżej kilkakrotnie sygnalizowano. Na ścisłe związki obu tych grup rzutowały też obopólne korzyści materialne wypływające ze wzajemnych kontaktów. Przy tym schemat organizacyjny zespołu wypasowego i kompanii zbójnickiej był prawie że identyczny, podobnie jak zwyczaje, tryb życia itp., co stanowiło dodatkowy element zbliżający obie grupy.

O tym, jak ścisłe bywały związki zbójników z pasterzami może dodatkowo świadczyć fakt, że w pierwszych relacjach pisanych o zbójnictwie autorzy często nie rozróżniali tych grup jako odrębnych, a utożsamiali pasterzy ze zbójnikami i na odwrót.

Powiązania pasterzy ze zbójnikami przybierały różne formy: szałas stanowił rodzaj bazy i zaplecza dla kompanii zbójnickiej; ta forma kontaktów mogła mieć charakter stały lub sporadyczny - czasem też baca i pasterze, czy tylko niektórzy spośród nich, stanowili część zbójnickiego towarzystwa albo osobną grupę zbójnicką.

Rolę zaplecza dla zbójników szałas pełnił dostarczając im, jak było już wspomniane poprzednio, żywności, broni, odzieży, umożliwiając schronienie rannym, chorym i ukrywającym się, przekazując informacje itp. Pasterze stanowili też często rodzaj pośrednika w kontaktach zbójników ze wsią, mając w przeciwieństwie do tych ostatnich zupełną swobodę w utrzymywaniu łączności z mieszkańcami wsi.

Stały kontakt ze zbójnikami utrzymywały najczęściej te szałasy, z których pasterze byli związani z członkami zbójnickiej kompanii więzami rodzinnymi lub sąsiedzkimi, chociaż zdarzało się także, że porozumienie z dobrymi chłopcami miał zupełnie obcy, pochodzący z odległych terenów zespół wypasowy. W pierwszym wypadku głównym powodem współdziałania pasterzy ze zbójnikami była chęć pomocy swoim i dbałość o utrzymanie dobrych stosunków sąsiedzkich nic tylko w czasie trwania wypadu, ale i we wsi. Pasterze, którzy nie mieli ze zbójnikami rodzinno-sąsiedzkich powiązań, utrzymywali z nimi stały kontakt głównie dlatego, że taka współpraca zapewniała pomoc zbójników w razie częstych konfliktów z innymi szałasami, a także ochraniała przed działalnością innych, obcych grup zbójnickich. Zbójnicy bowiem z reguły nie rabowali tylko znajomych, zaprzyjaźnionych szałasów, zaś inne często padały ich łupem. I tak np. sądzeni przed sądem w Żywcu pasterze — baca Janek z Łękawicy i Maciej Dziadkowicz z Rokitnej zostali oskarżeni o współpracę ze zbójnikami.

Pierwszy za uczty i zabawy urządzane wspólnie z juhasami, drugi za ukrywanie broni i ubrania zbójników na hali, zaś za napady na szałasy odpowiadali przed tym samym sądem zbójnicy: Wojtek Pobidora z Jeleśni za rabunek szałasu bacy Długosza i Jan Pytek za napad na szałas pod Pilskiem, gdzie zabrano 11 grud sera. Tenże sam Jan Pytek w innym miejscu zeznał, że gdy jego kompania wracała z rabunków na Orawie, została ugoszczona na jednej z hal żywieckich serem i żętycą.

Stałe kontakty kompanii zbójnickiej z szałasami przejawiały się głównie w tym,
że zbójnicy stale przebywali na terenie hali lub w jej najbliższej okolicy, opuszczając ją jedynie na kilka dni wtedy, gdy udawali się na wyprawę. Na ten okres na hali zostawali tylko nie biorący udziału w napadzie, a więc głównie ranni i chorzy. Pasterze zaprzyjaźnieni ze zbójnikami skrzętnie ukrywali fakt takiej współpracy. Niekiedy tylko mieszkańcy wsi domyślali się, że na sałasie siedzą zbójnicy, a z domysłów tych korzystano tylko wtedy, gdy trzeba było ostrzec kompanię o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Po zakończeniu sezonu wypasowego stały kontakt zbójników z pasterzami urywał się aż do następnej wiosny. Zbójnicy nigdy u nich nie zimowali, aby nie naprowadzić władz na ślad swojej sezonowej bazy. Wprawdzie znali na ogół miejsca zamieszkania pasterzy, ale z ich pomocy, z podanych wyżej powodów, korzystali jedynie w ostateczności.

Z kolei sporadyczne kontakty zbójników i pasterzy polegały głównie na tym, że dany szałas znany był wśród kompanii zbójnickich jako przyjaźnie do nich nastawiony, a w związku z tym zbójnicy traktowali go jako jedno z wielu miejsc, gdzie można spodziewać się przychylnego przyjęcia i pomocy, głównie w razie braku żywności, w chorobie itp. Na taką halę przychodzili zbójnicy z różnych kompanii i nigdy się tu dłużej nie zatrzymywali. Nie stanowili też stałej ochrony i pomocy dla danego szałasu, a najpowszechniejszą formą rewanżu za udzieloną pomoc było ofiarowanie części łupu za konkretną usługę. Z pasterzami, z którymi zbójnicy mieli tego typu kontakty, wszelkie powiązania urywały się wraz z zakończeniem wypasu i nie zawsze odnawiały się na następny rok.

Druga z podanych na wstępie form kontaktów szałasów ze zbójnikami, polegająca na tym, że pasterze sami trudnili się zbójnictwem, była na terenie Karpat dość częsta. Uprawiając rzemiosło zbójnickie baca i juhasi albo w całości stanowili część dużej kompanii zbójnickiej, do której oprócz pasterzy należeli ludzie z różnych grup społecznych, albo stanowili odrębną kompanię. Niekiedy też kilku pasterzy należało do jakiejś zbójnickiej grupy. Równoczesne zajmowa­nie się pasterstwem i uprawianie zbójnickiego rzemiosła było dość częste.

I tak np. opryszkiem był watah Oleksa Żołub, u którego pasał owce Dobosz zanim sam został opryszkiem, juhasem był Jan Pytek z Koconia, który przystał do zbójników, gdy pasł owce na sałasie nad Bielskiem. W sprawie Andrzeja Koczki o rabunek z 1649 roku czytamy że „w Iasowie u pasterza zbroia zboyniczka iesi a ten pasterz zboynikom posyła y nosi”, zaś Jakub Biel i czterech juhasów stanęli przed sądem w Jazowsku w 1755 roku oskarżeni o to, że „zastąpiwszy kupcowi, zepchnęli go z konia i wziąwszy pieniądze od niego pobili go”.

Uprawianie zbójnickiego rzemiosła przez pasterzy znalazło też swoje odzwierciedlenie w folklorze, zwłaszcza w tekstach pieśni:

Ej ty baca, baca nas

Dobryk hłopców na zbój mas

Jescebyś ik lepsyk mioł

Kiebyś syra końdek dał.

 

Inny tekst, znany na całym Podtatrzu, Spiszu i na Słowacji, zaczyna się od słów:

 

Byłby baca bacował

Kieby nie był zbójował.

 

Najczęściej podejmowanie rzemiosła zbójnickiego przez pasterzy polegało na tym, że stanowili oni część jakiejś większej kompanii. Miała ona takie same prawa, zwyczaje, organizację itp. jak wszystkie inne towarzystwa zbójnickie. Pasterze byli tu zazwyczaj trzonem całej grupy, głównie dlatego, że szałas stanowił bazę kompanii, a od jego gospodarzy-zbójników zależało w dużej mierze bezpieczeństwo i działanie całego zespołu. Dla tych to także przyczyn najczęściej funkcję harnasia pełnił tu baca, choć zdarzało się, acz rzadko, że dowodził kompanią ktoś inny, głównie wtedy, gdy baca nie nadawał się na hetmana lub gdy sam nie chciał przyjąć tej funkcji.

W takim wypadku był to ktoś spoza grona pasterzy, przypuszczalnie głównie dlatego, aby nie dopuścić do konfliktów, a także nie obniżyć prestiżu bacy i harnasia, który na hali podlegałby bacy, a w czasie akcji stawał się jego zwierzchnikiem. Nigdy część grupy dokonująca napadu nie składała się z samych pasterzy lub wyłącznie z członków kompanii rekrutujących się spoza szałasu. Przypuszczalnie działo się tak głównie dlatego, aby kompania nie rozpadła się na dwie odrębne grupy: pasterzy i obcych, oraz aby uniknąć ewentualnych konfliktów przy podziale łupów. Dzielono je między wszystkich: tych co brali udział w napadzie i tych, którzy pozostawali na hali.

Kompanie zbójnickie stanowiące zarazem grupę gospodarującą na hali były niewielkie. Jeśli chodzi o organizację i działalność zasadniczo nie różniły się od innych, małych kompanii. Jedyną różnicę stanowił tu fakt, że funkcję harnasia pełnił zawsze baca. Były to kompanie mające dużą swobodę działania i najmniej ze wszystkich narażone na ujawnienie i zlikwidowanie przez władze. Grupa taka stanowiła przede wszystkim bardzo zwarty zespół. Wypływało to między innymi z tego, że wszyscy jej członkowie rekrutowali się z tego samego środowiska, często nawet z tej samej wsi, a także obok wspólnego zbijania łączyła ich praca na szałasie. Poza tym była to kompania, która w bardzo małym stopniu musiała korzystać z pomocy osób spoza zespołu. Bazę stanowił szałas, zaplecze we wsi rodziny. W wypadku innych zbójników sam fakt opuszczenia wsi na pewien okres czasu bez podania celu i miejsca pobytu rzucał podejrzenie na taką osobę, mógł też stanowić dowód na to, że uprawia ona zbójnickie rzemiosło. Np. w Księdze sądowej gromad państwa suskiego 1699-1757 znajduje się dekret mówiący, że ktokolwiek opuści państwo suskie na 4 tygodnie będzie po powrocie uwięziony, kto na rok — temu należy odebrać gospodarstwo. Ci, którzy wrócą, muszą przedstawić czterech poręczycieli, że więcej się to nie powtórzy, zaś jeśli ponownie opuszczą teren dóbr suskich, będą karani szubienicą. Dekret powyższy został wydany w związku z nasileniem się zbójnictwa na tym terenie. Pasterze pozostawali poza wsią legalnie, ich kontakty z mieszkańcami wsi mogły mieć jawny charakter, zmniejszało to do minimum grono osób wtajemniczonych, co z kolei zapewniało kompanii prawie zupełne bezpieczeństwo. Zbójników takich można było w zasadzie ująć jedynie w czasie napadu.

W obu wyżej wymienionych przypadkach, a więc gdy pasterze z danego szałasu stanowili część kompanii zbójnickiej, a także gdy byli samodzielnym towarzystwem, baca werbując pasterzy do swego zespołu starannie dobierał ludzi, informując ich równocześnie, że nie chodzi jedynie o wypas. Często też wiedziano we wsi, że dany baca zbija i chętni zgłaszali się sami. Baca, o ile nie znał kandydatów, przyjmował ich niechętnie, tylko w wyjątkowych wypadkach, np. gdy zespół był jeszcze zbyt mały lub gdy ktoś mu się wyjątkowo spodobał. Wtedy jeszcze on sam i inni pasterze robili wywiad o obcym sprawdzając, czy spełnia warunki kwalifikujące go na zbójnika.

Z reguły raz utworzony tego typu zespół nie zmieniał swego składu przez kolejne sezony wypasowe, uzupełniając go jedynie o nowych członków w wypadku, gdy ktoś z niego ubył.

Najrzadziej występująca forma powiązań pasterzy ze zbójnikami to przy­należność poszczególnych juhasów do danej kompanii. Podejmowanie zbójnic­kiego rzemiosła przez samego bacę, bez współdziałania z resztą grupy pasterskiej zdarzało się niezmiernie rzadko. Z reguły pasterz - zbójnik ukrywał swoją do­datkową profesję przed towarzyszami. O ile juhas mógł opuścić na jakiś czas halę pod różnymi pozorami, dłuższa nieobecność bacy zwracała od razu uwagę. Bez wątpienia taka sytuacja była powodem sporadycznego funkcjonowania bacy - zbójnika w oderwaniu od reszty zespołu.

Jak wynika z powyższych rozważań, powiązania pasterzy ze zbójnikami były częste i różnorodne, i na ogół polegały na zgodnym współistnieniu.

ZBÓJNICKIE NAPADY NA BACÓWKI / SZAŁASY

Nieobce były wzajemne konflikty pomiędzy zbójnikami i bacami na halach. Zbójnicy napadali na szałasy obce, poza swoim terenem działania. Przyczyną konfliktów najczęściej była odmowa dania przybyłej na halę kompanii żywności, a w wypadku zaprzyjaźnionych szałasów zatargi o przywłaszczenie sobie przez pasterzy schowanego łupu, denuncjacja itp. Zbójnicy za tego typu wykroczenia mścili się okrutnie. Zbójnicy z reguły zostawiali w spokoju bacówki na swoim terenie, które zresztą często stanowiły ich bazy, rabowali natomiast szałasy na odległym terenie zabierając żywność i wódkę.

Zemsta zbójników dokonana na pasterzach jest częstym motywem w folklorze słownym. Należy tu wspomnieć chociażby o powszechnie znanym na całym Podkarpaciu wątku o bacy, którego zbójnicy z zemsty ugotowali w żętycy.

Z reguły bacowie i juhasi nie stawiali oporu, a niekiedy byli wręcz zadowoleni, gdyż na konto zbójnickiego rabunku szły sprzedane przez nich czy zjedzone produkty, a sam napad kończył się często wspólną zabawą.

Zbójnicy napadając na szałasy „częstowali się” zarżniętymi tłustymi owcami ugotowanymi w mleku z przyprawami, np. szafranem, jedli grudy sera owczego oraz pili żętycę.

Żentyca, żętyca (gwar. zyntyca) – napój mleczny otrzymywany przy wyrabianiu oscypków i bundzu z mleka owczego.

Popularny wśród górali karpackich. To obok serwatki (z którą często jest mylona) pozostałość po potraktowaniu mleka podpuszczką, która ścina większość białek - z nich właśnie powstaje bundz. Pita przede wszystkim na halach, mocno schłodzona i świeża (słodka) lub skwaszona po kilku dniach. W XIX wieku stosowana była jako środek leczący drogi oddechowe (brak potwierdzenia właściwości leczniczych). U nie przyzwyczajonych do niej osób może wywołać działanie przeczyszczające (podobnie jak serwatka czy maślanka). 28 września 2005 Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wpisało żentycę na Listę Produktów Tradycyjnych.

 

Opracowując projekt „Szlak Zbójników Karpackich” skorzystano z blisko 1000 źródeł dotyczących zbójnictwa karpackiego, które znajdują się tutaj. Kliknij!

 

PATRONAT NAD SZLAKIEM ZBÓJNIKÓW KARPACKICH SPRAWUJE

ŁAP-POL (Dystrybutor wędlin tradycyjnych)

oraz

FIRMA JANTOŃ S.A., Sp. K (producent win Zbójeckie Grzane)



"Zbójnicki Szlak" zosta3 wybrany najlepszym produktem turystycznym w najwiekszym projekcie
szkoleniowo-doradczym dla polskiej bran?y turystycznej. Projektowi patronowali:
do góry
2009-2012 © Zbójnicki Szlak Leszek M3odzianowski






POLECAMY

e-beskidy

Beskidy, noclegi, mapy,
kamery, og3oszenia, forum

karpackie-zboje

Napady ZBÓjnickie, wesela,
biesiady, kuligi, integracja

ulica-hafciana

Haft komputerowy, naszywki,
odzie? reklamowa

apter

Trekking w Alpach, Urlop
w górach, narty w Dolomitach


fundacja

Góralskie prelekcje, ZBÓjnicki questing,
towarzystwo naukowe, ZBÓjnicka biblioteka

karpacki-gazda

Przewodnik beskidzki, pilot wycieczek,
kierownik kolonii, Beskidy, —ywiec



Projekt „SZLAK ZBÓJNIKÓW KARPACKICH” FIRMY ZBÓJNICKI SZLAK LESZEK MŁODZIANOWSKI, a w szczególnoœci prezentowane koncepcje, pomysły i rozwišzania na mocy ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. Dz. U. nr 24 poz. 83 stanowiš własnoœć autora. Projekt ZBÓJNICKI SZLAK ani żadna z jego częœci nie może być w żaden sposób kopiowana, powielana, dystrybuowana bez pisemnej zgody autora.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

OPRAWE FOTO/VIDEO PODCZAS ZBÓJNICKICH IMPREZ INTEGRACYJNYCH SPRAWUJE FIRMA MTUR Media + Turystyka

Zbójnickiszlak.pl Tel - (+48) 609 789 879, E-mail - info@zbojnickiszlak.pl