PATRONAT HONOROWY NAD ZBÓJNICKIM SZLAKIEM

 
PATRONI MEDIALNI NAD PROJEKTEM ZBÓJNICKI SZLAK
Wydawnictwa i Magazyny Turystyczne:










Uczelnie Wyższe: Turystyczne
portale internetowe:

Miasta:
Media:





Regionalne organizacje:
 














Powiaty:
Instytuty turystyki: Izby turystyki:
Euroregiony:
Narodowe Organizacje Turystyczne:
Regionalne Organizacje Turystyczne:

FIRMY



WSPÓŁPRACA
NA ZBÓJNICKIM SZLAKU BEZPIECZEŃSTWO ZAPEWNIAJĄ



OGLĄDAJ NAS W
PISZĄ O NAS










ZAMEK W OGRODZIEŃCU, ZBÓJNICTWO SZLACHECKIE, WIELKOPAŃSKI BANDYTA -  STANISŁAW WARSZYCKI

Zamek Ogrodzieniec – ruiny średniowiecznego zamku leżącego w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej wzniesionego w XIV-XV wieku przez ród Włodków Sulimczyków, później przebudowywanego. Zamek leży na najwyższym wzniesieniu Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej - Górze Zamkowej wznoszącej się na 515,5 m n.p.m. Ruiny leżą na "Szlaku Orlich Gniazd", są udostępnione do zwiedzania.

Ze względu na swoją nazwę, większość turystów błędnie twierdzi, iż jest on położony w miejscowości Ogrodzieniec. Naprawdę znajduje się w Podzamczu, około 2 km na wschód od Ogrodzieńca.

Pierwsze umocnienia stanęły tu za panowania Bolesława Krzywoustego i przetrwały do 1241 roku, kiedy to najazd tatarski zrównał je z ziemią. Na ich miejscu w połowie XIV wieku zbudowano zamek gotycki - siedzibę rodu rycerskiego Włodków Sulimczyków. Warownia była doskonale wkomponowana w teren: z trzech stron osłaniały ją wysokie skały, a obwód zamykał kamienny mur, wjazd prowadził wąską szczeliną między skałami.

XVI-wieczna przebudowa, gdy właścicielami zostali krakowscy Bonerowie, przekształciła zamek w renesansową rezydencję. Warownia składała się z rozbudowanego, trzywieżowego zamku górnego oraz obszernego przedzamcza. Następnie zamek przechodził w ręce Ligęzów oraz Firlejów. W 1655 roku podczas potopu szwedzkiego zamek został zdobyty przez wojska szwedzkie, które stacjonowały w nim prawie dwa lata, rujnując znaczną część zabudowań. W 1702 roku również nie oparto się szwedzkiemu szturmowi. Pożar strawił wówczas ponad połowę zamku. Praktycznie nie podjęto już jego odbudowy. Ostatni mieszkańcy opuścili zrujnowaną warownię około 1810 roku.

Po II wojnie światowej postanowiono zadbać o zachowanie zamku w formie trwałej ruiny. Prace konserwatorskie przeprowadzono w latach 1949-1973, a ich efekty możemy podziwiać do dziś.

Zdaniem niektórych badaczy zjawisk paranormalnych Zamek Ogrodzieniec jest miejscem nawiedzonym, gnieżdżą się tu siły mroczne i potężne. Słynny Czarny Pies z Ogrodzieńca pojawia się niekiedy nocami, biegnąc po murach i wokoło ruin zamku. Wedle relacji osób, które miały okazję widzieć owo widmo, jest to czarny pies, wielkością znacznie przekraczający psa, nawet bardzo dużego, jego oczy płoną, a biegnąc ciągnie za sobą ciężki łańcuch. Zjawa ma ponoć być duszą kasztelana krakowskiego Stanisława Warszyckiego. Co ciekawe - kasztelan straszy także niedaleko ruin zamku w Dankowie jako jeździec bez głowy.

W 1984 r. heavymetalowy zespół Iron Maiden nagrał na zamku wstawkę filmową, która została użyta w filmie Live After Death w części Behind The Iron Curtain. Materiał został wykorzystany przy utworze Hallowed Be Thy Name.

W 2001 r. w ruinach kręcono zdjęcia do Zemsty w reżyserii A. Wajdy. Do zamku dobudowano duże fragmenty dekoracji, które nie zostały usunięte po zakończeniu zdjęć.

WIELKOPAŃSCY BANDYCI

Przykład idzie z góry

Czym różnili się możnowładcy od zbójników – wniosek jest jeden – byli gorsi niż niejeden zbójnik!

Wiele pisaliśmy już na temat zbójników, hultajów, rozmaitych złodziejach i opryszkach. Skazywani za przestępstwa byli przeważnie plebejami — byli to chłopi, mieszczanie, włóczędzy, (zbójnicy). Czasem tylko widać wśród nich było prowadzonych na rusztowanie szlachciców. Wśród skazańców brak było możnych panów. Nie znaczy to bynajmniej, by przestępczość nie dotyczyła tego utytułowanego groma, jeśli jednak zbrodniarz czy wydzierca nosił magnackie nazwisko, jeśli należał do grupy wszechwładnej oligarchii, to nikt nie śmiał go nie tylko skarać, lecz nawet nazwać przestępcą. Wobec możnych stosowano inne kryteria. Panów nie chroniły jednak jakieś specjalne prawa czy przywileje, nietykalnymi czyniła ich jawna przemoc — tysiące najemnych zbirów, bandy sabatów, kozackie sotnie czy dragońskie kompanie. Pod muszkietami wielkopańskich chorągwi umilkł wszelki głos protestu, lochy prywatnych zamków pochłaniały śmiałków, zależne od magnatów sądy nadawały formy prawne najjaskrawszym bezprawiom.

Taka sytuacja doprowadziła w końcu do tego, że oligarchia, praktycznie biorąc, mogła dopuszczać się rozmaitych przekroczeń. Czasy, jak wiemy, były wówczas w ogóle okrutne brutalne, ludzie nadzwyczaj często kierowali się temperamentem, „gorącością krwie", „cholerą". Wśród wszystkich grup społecznych można było spotkać ludzi nadużywających rozmaitych uciech, czasem nawet zboczeńców. Poważną ilość takich ludzi spotykało się również wśród magnaterii. Ponieważ ta ostatnia nie potrzebowała obawiać się kar,  ponieważ  posiadała  możliwość  dokonywania  rozmaitych  czynów, nic więc  dziwnego,  że olbrzymia większość panów, niekoniecznie oczywiście zboczeńców, wyżywała się w różny, bardzo często przekraczający obowiązujące rygory sposób. Olbrzymia większość panów pozowała na panującego, miała na swym sumieniu mniejszą czy większą ilość gwałtów, nadużyć, zbrodni. Stopień tych przekroczeń był jednak rozmaity, niektórzy dopuszczali się przestępstw tylko w pojedynczych wypadkach, tylko od czasu do czasu dawali o sobie znać jakąś ekscentrycznością, wybrykiem, awanturą. Nie brakowało jednak takich, dla których przestępczość stanowiła istny żywioł, którzy wprost „kochali się" w jawnym deptaniu prawa, burdach, mordach. Różne były przyczyny tego postępowania. Czyniono tak w celu zdobycia  pieniędzy, fortuny, już to dla dogodzenia swej pysze, fantazji czy wreszcie dla zaspokojenia swych zboczeń. Tak czy inaczej był to bandytyzm, bandytyzm tym ohydniejszy, że stosowany zazwyczaj wobec słabszych. Rzadko kiedy wielki pan napastował innego dygnitarza, rzadko porywał się na możniejszego, nie znał za to żadnych hamulców wobec poddanych, służby, klientów. Wybryki zatrutych pychą, półoszalałych wielmoży — to zarazem jakby kronika krzywd zależnych od nich plebei czy nawet drobnej szlachty.

 

STANISŁAW WARSZYCKI

W XVII stuleciu głośna i groźna była również sława pierwszego senatora Rzplitej - kasztelana krakowskiego, Stanisława Warszyckiego.

Stanisław Warszycki (ur. 1599, zm. 1681) - pan na Dankowie, wojewoda mazowiecki (1630–1651), starosta piotrkowski, kasztelan krakowski od 1651, miecznik łęczycki i wojewoda sandomierski.

Syn Andrzeja Warszyckiego herbu Abdank. W 1650 ufortyfikował swoją wieś Danków: otoczył ją wałami i murem z bastionami oraz zbudował fosy napełnione wodą z pobliskiej Liswarty. Była to wówczas jedyna w Polsce ufortyfikowana wieś i nawet Szwedzi nie mogli zdobyć tej twierdzy.

Warszycki zdobył wykształcenie w Padwie. W swych majątkach zakładał stawy, kanały, rozwijał w swych włościach tkactwo, garncarstwo, budował cegielnie i popierał handel. Gdy w czasie "potopu" Szwedzi zajęli zamek w Pilicy i osadzili w nim załogę pod dowództwem Lindorna, Warszycki przejął zamek. Potem również odpędził Szwedów spod Dankowa oraz wyparł załogę szwedzką z Krzepic. Uczestniczył również w obronie oblężonej Jasnej Góry, dla której m.in. dostarczył 12 dział i stado bydła. Warszycki walczył ze Szwedami głównie w Księstwie Siewierskim. Wykorzystał to oberlejtnant i arianin Orzechowski, który zaatakował dobra Warszyckiego. Zaciężni żołdacy Orzechowskiego pokonali kasztelana, Warszycki pozwał Orzechowskiego przed trybunał, który skazał buntownika na karę śmierci. Orzechowski próbował wpłynąć na decyzję trybunału poprzez uruchomienie swoich wpływów u króla i królowej. Warszycki chciał odstąpić od domagania się wykonania wyroku tylko wówczas, gdy Orzechowski wyrzeknie się arianizmu. Skazany nie zgodził się jednak na tą propozycję, i został rozstrzelany na zamku.

Warszycki w Dankowie gościł m.in. króla Jana Kazimierza, królową Marię Ludwikę, Stefana Czarnieckiego i senatorów. W 1669 nabył od Mikołaja Firleja za dopłatą 267 tys. zł wsie i dominia Ogrodzieniec, Bydlin, Włodowice, Kromołów, Zawiercie, wraz z górami srebrnymi obok Olkusza. Warszycki po uzyskaniu zamku Ogrodzieniec częściowo odbudował go (w latach 1669-1680) ze zniszczeń po Potopie Szwedzkim, podobnie jak miasta i wsie należące do jego posiadłości. Gdy zachorował, z Radomia przeniesiono go na noszach do Pilicy. Epitafia Warszyckiego i jego żony znajdują się na Jasnej Górze. Była to jedyna kobieta pochowana w klasztorze na ścianie bazylikowej. Dzięki staraniom Stanisława Warszyckiego, dobra ogrodzienieckie zostały zespolone z olbrzymimi włościami Warszyckich. W rękach rodziny pozostały do 1697.

Ufortyfikowana wieś Danków, oraz bogactwa zgromadzone w piwnicach warowni powodowały, że Warszycki miał również wielu zazdrosnych przeciwników, którzy uważali, że twierdzę zbudował przy pomocy diabła i za życia został przez niego porwany do piekła. Warto wspomnieć jeszcze, że w roku 1669 właścicielem zamku w Ogrodzieńcu został Stanisław Warszycki, o którym krąży taka oto legenda:

Stanisław Warszycki, był człowiekiem zamożnym, ale złego charakteru. Srogi i nielitościwy był zarówno dla służby jak i dla swoich kolejnych żon. Jedną ponoć za niewierność żywcem zamurował i wysadził tę część zamku, inną chłostał publicznie. Dopóki... nie spotkał swojej Heleny i nie został pantoflarzem. Jednak na starość co złe, to wróciło. Obiecawszy swej córce Barbarze część swego ogromnego majątku jako posag, nie podarował jej nic. Bo chciwy był. Podobno do dziś pilnuje swoich skarbów, których dotąd nikt nie odnalazł. Podczas księżycowych nocy pojawia się pod postacią czarnego psa, obwiązanego brzęczącym łańcuchem, pilnującego dostępu do swoich kosztowności.

Stanisław Warszycki był to pan możny i skoligacony, dumny, gwałtowny, dokonywał napadów zbójeckich, zajazdów, procesował się. Księża i zakonnicy wychwalali go, pisali na jego cześć panegiryki, bo był fundatorem wielu kościołów i klasztorów, słynął z gorliwej pobożności.

Największą sławę zyskały mu jednak okrucieństwa, które nawet w zbrutalizowanym XVII wieku uchodziły za niezwykłe. Kasztelan znęcał się nad służbą, poddanymi, nawet najbliższą rodziną, własnoręcznie bił dorosłych synów, powiadano, że kazał smagać rózgami siwą żonę. Jego synową, Stanisławską, ,,straszyło" „tyraństwo jego". Autorowie plebejscy pisali o nim jako o panu ,,bardzo surowym i złym". Analizując jego postępowanie odnosi się wrażenie, że był on typem patologicznym, sadystą, który znajdował przyjemność w zadawaniu cierpień. Osobiście asystował przy chłostach swych poddanych i liczył zadawane kije, gdy kaźnia zbliżała się do końca, udawał, że się pomylił w liczbie i kazał bić od początku. Szydził przy tym z delikwentów i powiadał, że czyni to dla ich dobra.

Chłopów maltretował zresztą w rozmaity sposób. Przede wszystkim dążył do zwiększenia swej fortuny i w tym celu w maksymalny sposób eksploatował poddanych, odbierał przynależne im prawa, gnębił mieszkańców swoich królewszczyzn. Nic więc dziwnego, że nękani chłopi uważali go za wcielenie wszelkich „złości", za okrutnika i mordercę. Śmierć kasztelana nie położyła kresu tym opiniom, odwrotnie, właśnie w latach późniejszych stworzono podanie o Warszyckim jako potępieńcu, diabelskim kamracie, który podpisał pakt z piekłem i przy pomocy szatanów   budował    swą fortunę. Jego bogactwo szło w parze z pychą, mówiono o nim, że magnat ,,chciał Bogu dorównać i króla przeróść". Dążący do zwiększenia dochodów oligarcha przeprowadzał w swych dobrach roboty melioracyjne, których wykonanie spadało oczywiście na chłopów. W podaniach ludowych fakt ten przedstawiono w ten sposób, że Warszycki chciał zmienić bieg rzeki Izwarty i nakazał diabłom wykonanie tej roboty. Diabły orzekły jednak, iż jest to rzecz niewykonalna. Oburzony kasztelan wziął ich wówczas za rogi i powyrzucał przez okna swego zamku! Izwartę postanowił zaś zawrócić swymi poddanymi. W tym celu pozganiał całe masy chłopów i kazał im kopać nowe koryto rzeczne. Praca ta odbywała się w strasznych warunkach, robotników głodzono i katowano. Gdy ktoś nie mógł wytrzymać, po prostu ginął, ciało jego wrzucano do rozdołu, a pozostałych zmuszano do jeszcze większych wysiłków.

W bestialstwach nad chłopami przewodził sam kasztelan, który osobiście znęcał się nad robotnikami. Wszystkie te wysiłki były jednak daremne, Izwarty nie zawrócono.

W tej sytuacji pogodził się on z diabłami i zażądał wybudowania mostu z samego kamienia, bez żelaza i wapna. Diabli wykonali to zlecenie, lecz sprzykrzywszy sobie ciągłe jego żądania urwali mu „łeb" i porwali go do piekła. Fantazji ludowej mało było tej kary, dalszy ciąg podania głosił, że dusza Warszyckiego została umieszczona w rozdole, do którego wrzucano pomordowanych chłopów, w rozdole, który on „ludzką ciężką pracą krwią i łzami wykopał". Głoszono także, że kara dosięgła również jego rodzinę. Przestępstwa kasztelana były tak wielkie, że przekleństwo padło na cały  ród, potomkowie jego umierali i wkrótce zniknęli wszyscy Warszyccy. Takie oto podania krążyły o dygnitarzu, senatorze, który uchodził za „filar" Rzplitej, za dobroczyńcę kraju i kościoła!

 

Opracowując projekt „Szlak Zbójników Karpackich” skorzystano z blisko 1000 źródeł dotyczących zbójnictwa karpackiego, które znajdują się tutaj. Kliknij!

 

PATRONAT NAD SZLAKIEM ZBÓJNIKÓW KARPACKICH SPRAWUJE

ŁAP-POL (Dystrybutor wędlin tradycyjnych)

oraz

FIRMA JANTOŃ S.A., Sp. K (producent win Zbójeckie Grzane)



"Zbójnicki Szlak" zosta3 wybrany najlepszym produktem turystycznym w najwiekszym projekcie
szkoleniowo-doradczym dla polskiej bran?y turystycznej. Projektowi patronowali:
do góry
2009-2012 © Zbójnicki Szlak Leszek M3odzianowski






POLECAMY

e-beskidy

Beskidy, noclegi, mapy,
kamery, og3oszenia, forum

karpackie-zboje

Napady ZBÓjnickie, wesela,
biesiady, kuligi, integracja

ulica-hafciana

Haft komputerowy, naszywki,
odzie? reklamowa

apter

Trekking w Alpach, Urlop
w górach, narty w Dolomitach


fundacja

Góralskie prelekcje, ZBÓjnicki questing,
towarzystwo naukowe, ZBÓjnicka biblioteka

karpacki-gazda

Przewodnik beskidzki, pilot wycieczek,
kierownik kolonii, Beskidy, —ywiec



Projekt „SZLAK ZBÓJNIKÓW KARPACKICH” FIRMY ZBÓJNICKI SZLAK LESZEK MŁODZIANOWSKI, a w szczególnoœci prezentowane koncepcje, pomysły i rozwišzania na mocy ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych z dn. 04.02.1994 r. Dz. U. nr 24 poz. 83 stanowiš własnoœć autora. Projekt ZBÓJNICKI SZLAK ani żadna z jego częœci nie może być w żaden sposób kopiowana, powielana, dystrybuowana bez pisemnej zgody autora.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

OPRAWE FOTO/VIDEO PODCZAS ZBÓJNICKICH IMPREZ INTEGRACYJNYCH SPRAWUJE FIRMA MTUR Media + Turystyka

Zbójnickiszlak.pl Tel - (+48) 609 789 879, E-mail - info@zbojnickiszlak.pl